niedziela, 16 grudnia 2012

Rozdział 2


  Rozdział 2

   Wracając wolnym krokiem do domu, byłam dawno po ustalonej godzinie przez rodziców. Pewnie dostanę szlaban lub karę, za to guzdranie. Za bardzo lubiłam późne pory, by zrezygnować dla świętego spokoju. Wiem, że naprzykrzam się starszym moim zachowaniem, ale cóż…
   Dochodziłam właśnie do mojego jednorodzinnego domku. Był chyba największy w tej okolicy. Mieszkałam na małym odludziu, bo rodzice powiedzieli, że będziemy bezpieczni. Przeprowadziliśmy się tu kiedy miałam dziesięć lat, czyli sześć lat temu. Dokładnie dwudziestego czerwca w moje urodziny. Nasz domek wyróżniało, może jego wielkość, a może śnieżno biały kolor na ścianach.
   Podeszłam do drzwi wejściowych, sięgnęłam do  torby i wyciągnęłam pęk kluczy, by otworzyć. Powoli, cichutko weszłam. Nikogo nie słyszałam, a najdziwniejsze było to, że nikt nie wszczynał kłótni, czy wyrzutów jak to mieli w zwyczaju. Przeszłam dalej przez hol do salonu, z salonu do wszystkich pokoju, na tych na piętrze i na dole. Nikogo nie było, ale nagle przypomniałam sobie, że prawie codziennie przychodziła pani Nadia. Pani Nadia była czterdziesto-siedmio letnią opiekunką domu, a czasem i moją. Sprzątała, gotowała i pilnowała. Miała wygląd delikatny i taki ciepły. Jakbym miała wyobrażać sobie anioła stróża, to własnie tak. Nawet miała takie niebiańskie oczy, takie dobre. Ja lubiłam na nią mówić ,,Anioł”. A pani Nadia w tedy uśmiecha się z taką miłością i troską. Była taką moją ciocią. Ale jej też teraz nie było.
   Zaburczało mi w brzuchu i dopiero teraz poczułam jak mnie ssie z głodu. Dosłownie pobiegłam do kuchni i skierowałam w stronę lodówki pełnej jedzenia. Otworzyłam ją, ale jakoś nie miałam na nic ochoty, więc ją zamknęłam. Do drzwiczek lodówki było przyczepiona magnesem mała, ale ładnie zakończona karteczka. Napisana przez mamę.
,,          Kochane…
   Pojechaliśmy w ważnej sprawie, dziś rano. Nie informowaliśmy was, bo nie byliśmy całkwicię pewni. Postaramy się wrócić w niedziele wieczór. Do tego czasu powinno wam starczyć jedzenia, ale wiem, że chcielibyście sobie urozmaicić co nie co. Dlatego zostawiliśmy wam  pieniądze, które możecie wydać. A właśnie ! Pozostawiłam je w żółtej kopercie, więc powinniście zauważyć. Już za wami tęsknimy, Mama i Tata.
   P.S: Dałam urlop pani Nadii, więc sprzątajcie po sobie i bądźcie grzeczni.”

   Przeczytałam i przykleiłam z powrotem. Nie zgadzało mi się zachowanie rodziców. Nie ten niespodziewany wyjazd tylko to, że dała urlop pani Nadii kiedy wyjeżdżali i że na tak długo zostawia nas samych. Cieszyłam się z jednej strony, ale z tej drugiej to byłam z lekka zaniepokojona. Ten kto zadzwonił lub coś w tym stylu, jest naprawdę dla nich bardzo ważny…
  Gdy tak myślałam intensywnie, znów przypomniałam sobie o jedzeniu. Koperty, nawet nie musiałam szukać, bo była tak samo przyczepiona magnesem. Nie sięgnęłam po nią, bo znalazłam następną kartkę tym razem zieloną, od starszej siostry.

,, Spieszę się, więc napisze Ci krótko. Wzięłam kasę i wyszłam. Wrócę przed mamą i tatą, możliwe, że nawet wcześniej.
Meggi”

- Rodziców, rodzeństwa nie ma, to….co ja mam robić ?- powiedziałam do siebie. Na pewno muszę zjeść, a że mama dała nam wolna rękę to, to wykorzystam. Tak samo jak poprzednią przyczepiłam ją na drzwi lodówkę i podeszłam do telefonu. Wybrałam numer pobliskiej pizzeri, ale nic z tego. Ktoś odłączył kabel. Pozostaje mi się zadowolić zdrową żywnością mamy. Zrobiłam sałatkę i nawet znalazłam mrożoną cole, do picia. Po napełnienia mojej dziury bez dna, zastosowałam się do prośby mamy i po sobie sprzątałam. Wtedy znalazłam kolejną kartkę. Bogowie, kiedy ta karteczko-mania się skończy !? Ta wiadomość była na zwykłej kartce z brulionu. Ale nie to było dziwne, tylko to, kto ją napisał…

,,         *God dag
     Wiem księżniczko, że jesteś zaskoczona, ale ja byłem tak samo jak ty, kiedy przyjechałem. Nikogo w domu, tylko kartka od Meggi i rodziców, i żółta kopertka pełna banknocików. Pomyślałem: ,, Fajne powitanie, na wstępie dostałem kasę…” Ale niestety zostawili nam to na przetrfanię. Byłem także zdruzgotany, bo nie widziałem Ciebie Jeg kan ikke forsta det*, rodziców. Ten nagły wyjazd mnie zdziwił, a później nie miałem czasu o tym myśleć, bo wybrałem się na imprezkę. Mam nadzieje, że się nie gniewasz i nie uschniesz z tęsknoty za mną , hehe  Wrócę jeszcze i dag*, ale nie będę Cię budzić.
    Śpij dobrze skarbie, zobaczymy się i morgen* rano.
Brat Emmett  ”

 - Znów zaczyna pisać po duńsku… Zostałam w takim razie sama, aż do jutra, eh… – znów gadałam do siebie, no bo do kogo.
  Posprzątałam resztki i zwinęłam się do mojego pokoju na pierwszym piętrze. Mój pokój to taka moja OAZA. Lubie w nim przebywać, na przykład dlatego, że za oknem rozciągają się piękne krajobrazy.
 Torbę, która miałam ze sobą, rzuciłam niedaleko biurka. Podeszłam do odtwarzacza i puściłam, jak na mój humor, hevy metal, aż dudniały ściany. Bo kto by mnie usłyszał ? Opadłam na łóżko jak kukiełka. Wszystko miałam obolałe po dzisiejszej lekcji wychowania-fizycznego. Dziś biegaliśmy na dystans. Pewnie dla innych nic takiego przebiec sobie te kilka metrów, ale ja musiałam biegać dokładnie pięć razy. Zaczęło się jak zwykle od rozgrzewki, a później pani zdecydowała się na biegi. Ja startowałam pierwsza i naprawdę miałam najlepszy wynik od kilku lat. Pani kazała mi dwa razy przebiec, bo nie mogła uwierzyć. Po mnie biegła Hana, gdzie kilka razy potykała się, a przy samej mecie wylądowała na tyłku. Arisa bardzo dobrze sobie radziła, ale musiała biec drugi raz, bo pani ,,Lider” (tak ją nazywaliśmy, bo była liderką w grupie chilriderek) się nie spodobało. Za to jest na drugim miejscu, zaraz po mnie. A dla reszty dziewczyn musiałam zrobić pokazówkę biegu. Ledwie miałam siły by dotrzeć na miejsce spotkań z….. Nagle zadzwoniła moja komórka i ledwie usłyszałam utwór The Gazette, pt. ,,Red”. Szczerze nie chciało mi się  rozmawiać, ale odebrałam.
- Słucham.
- Ciao ! Tu Arisa.  Pamiętasz mnie ?! – w słuchawce usłyszałam głos mojej przyjaciółki.
- Salut, beby. Jak bym mogła Cię zapomnieć...- odpowiedziałam.
-To odjazd ! Słuchaj, chciałam Ci podziękować, że ruszyłaś mój tyłek. Bez Ciebie dostałabym szlabanik, albo coś gorszego.
- Przesadzasz…
- Nie. Arigato!
- Przestań krzyczeć mi do ucha. A co do tego, to nie ma sprawy. Bo przecież ty biegłaś, a nie ja. -zaśmiałam się.
- Ha ha. Ale i tak będę się trzymać swojego. Gdyby nie twoja pamięć i wyczucie czasu, pewnie bym siedziała tam dalej.
- Dobra, dobra, bo zaraz się rozpłacze.
- Ta, jasne. Eh… A zdążyłaś na mecz ?
- Nej. Tak ogólnie….
- Kas, ty znasz duński ?
- Tak sobie. Bardziej mój brat, a bo co ?- zapytałam.
- Bo własnie powiedziałaś Nej, czyli nie…- dla wyjaśnienia, arisa bardzo lubi się uczyć języków obcych, dlatego zna i używa je na co dzień.
- Wow. Sama nie wiem co mówię. Pewnie dlatego, że braciszek dzisiaj napisał kartkę do mnie po duńsku.
- Brat ?! To ty masz brata ? Wiedziałam, że masz starszą siostrę, ale brata ?! Takiego jak Hana ?
- Eee…Ja mam starszego brata. Ma na imię Emmett.
- Ile ma lat ? – zapytała zaciekawiona Arisa.
- Nawet o tym nie myśl ! – krzyknęłam. W słuchawce nastała cisza. Pewnie ją wystraszyłam, ale nie chce, żeby podrywała mojego brata. Ostatnio tak zrobiła z moim kuzynem. Musiał wracać do domu z złamanym sercem. – Powiem Ci, jeśli obiecasz, że nic głupiego nie zrobisz.
- Spoko. Masz to jak w banku.- powiedziała z lekka zniecierpliwiona.
- Ma dwadzieścia. Widziałam go ponad pół roku temu.
- Szacun….Co ja miałam….A ! Tak ! Dzwonie do Ciebie, bo chciałabym do ciebie jutro wpaść. Rodzice jadą na jakiś zjazd, chyba absolwencki, a ja nie będę miała co robić.
- Okey. Możesz do mnie jutro przyjść. Moi rodzice też wyjechali. Ale nie, nie na zjazd. To było coś nagłego i coś zarazem bardzo dziwnego. Ten ktoś musiał być dla nich ważny, tylko kto to mógł być...? - zapytałam zapominając, że rozmawiam z Arisą. Zaśmiałam się do siebie.
- Teraz to ja już nic nie rozumiem….najpierw ten śmiech na moje ,,HĘ ?” , a teraz to... Chyba coś Ci padło na mózg.- po jej głosie można było usłyszeć załamanie. Oczywiście, że z mojego powodu.
- Wiesz ? Ten dzień, to jest w ogóle jakiś dziwny. Na początku dnia Meggi wybierała się na lotnisko, a mama chciała tatę zagadać na śmierć. Następnie, tak jak wcześniej wspominałaś, to twoje ,,hę?” , hihi. Wracam do domu, zastaje pusty dom. Rodzice niespodziewanie wyjechali, Meggi ma akurat imprezę, a brat przyjechał, akurat dziś. Już wiem, dlaczego siostrzyczka jechała na lotnisko….ale mogę się mylić. Moja mama na czas nieobecności, dała krótki urlop pani Nadii. Jestem ciekawa co jeszcze mnie czeka… – to powiedziałam z gorzkim uśmieszkiem, ale Arisa nie mogła tego zobaczyć.
- No, to mnie zabiłaś. Masz nawet lepszy dzień ode mnie... – cisza w komórce.- Co tak dudni ? Muzyka ?! Jeśli to darcie można tak nazwać….
- To hevy metal, a nie jakieś dudnienie. Sorry nie mam ochoty słuchać, jak na razie ,,beby, beby, uuuu…”, to by mnie teraz zmordowało.
- To szko…. Geez moja mamusia…..- znów cisza, ale z jakąś rozmową po drugiej stronie.- Buuuuu, każe mi iść spać !
-Mhm….Dobranoc kochanie.
- No, wiesz !? Zdrajca !
- Dobrych snów.- i się rozłączyłam. Zaczęłam się tak śmiać, że spadłam z łóżka. Gdy przeszło mi, to porwała mnie moja muzyczka, która cały czas leciała. Po godzinie, moja energia się wyczerpała, więc przełączyłam na utwory, na pianinie. Tak się zrelaksowałam, że…poszłam spać.
 Zbudziłam się pare minut po dwudziestej-trzeciej. Przypomniałam sobie, że zasnęłam tak jak przyszłam. Zerwałam się i pognałam do lusterka w mojej łazience. Tak na marginesie mam swoją łazienkę i wielką garderobę, prawie równą wielkością z salonem. No, więc powracając. Moje odbicie mnie przestraszyło, a raczej rozbawiło. Miałam mieszane uczucia. Moje włosy, związane rano w kucyk, były bez gumki i wyglądem przypominały siano. Tusz był rozmazany w koło moich oczu.  Białą bluzkę z nadrukiem czarnej róży, którą założyłam dziś rano ( oczywiście prasowana) teraz była pogięta, jak rzadko co widziano w naszym domu. Ale nie mówię, że nigdy, ale moja mama starała się nas pilnować co mamy na sobie. Mi nie pozwoliła jej nosić, a że dziś była zajęta mogłam ją założyć. Nie pozwalała mi chodzić w czymś co ma czarny kwiat, a przecież one są najładniejsze. Chyba wszystko co zakazane smakuje najlepiej…
 Oczywiście zrobiłam ze sobą porządek. Umyłam się pod prysznicem. Ząbki, twarzyczka, włoski ślicznie uczesane, założona piżamka. Pewnie to dziwne, ale śpię w męskiej koszuli, a ściślej mówiąc to brata.
 Wróciłam do pokoju i zdziwiłam się, wciąż lecącą z odtwarzacza muzyką. Wyłączyłam i władowałam się pod kołdrę. Sięgnęłam po komórkę. Przez smsa zdałam raport mamie. Troszeczkę kłamiąc, bo nie mogłam wydać rodzeństwa, że mnie zostawili samą. Jak już to zrobiłam napisałam także Hanie, mój wspaniały wieczór, życząc udanej nocy i następnego dnia.
 Gdy skończyłam, przekręciłam się na bok, a teraz:
- Słodkich snów….
           


Po duńsku: *
 *God dag – Dzień dobry
* Jeg kan ikke forsta det – nie rozumiem
* i dag – dziś
* i morgrn – jutro


********************************************************************
       Wreszcie skończyłam drugą przeróbkę ;p Za niedługo powinnam dodać trzeci.... A teraz....
                                                                    Żegnajcie !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz