czwartek, 19 czerwca 2014

Carpe Diem - "Taka biba" cz.2

Dobry~, dawno mnie tutaj nie było, ale wreszcie powracam. Ciąg dalszy opowiadania -> ♔♥♔
Początkowo chciałam zamieścić cały koniec w tej części, jednak uznałam, że jeszcze to trochę pozmieniam i będą 3 fragmenty.
Jak zwykle też, muzyka, by lepiej się wczuć w sytuację.
Martin Garrix - Live
Zapraszam do czytania~!

Około godziny 19.00 wyszli z domu Arihyoshi. Pogoda wciąż dopisywała i nic nie wskazywało na to, że mogłaby się zepsuć. Powoli się ściemniało.
-Jedziemy, czy idziemy na piechotę?- spytał Yuuda.
-Ja bym się przeszła, ale nie wiem, jak wy.- odparła Arisa.
Po chwili każdy zgodził się na spokojny spacer. Po drodze Hana i Katsumi ciągle prosiły przyjaciółkę, by poprawiła sobie bluzkę. Ta jednak nie zwracała na to uwagi i szła dalej, pozwalając jakimś mężczyznom patrzyć się na siebie. Dobrze wiedziała, w jakim stanie najprawdopodobniej wróci do domu i jak po drodze narozrabia.
Hana czuła się dziwnie. Coś w środku nie pozwalało jej teraz bawić się tak, jak przyjaciółki. Nie mogła pojąć, jak można urządzać imprezę w sierocińcu, ale… Ale jeśli Arisa chodziła przez ten czas właśnie do domu dziecka, Mitsuzawa chyba powinna ją przeprosić. Jednak jak miała ją przeprosić, jeśli należała do grupy większości ludzi, tych, którzy nie potrafią przyznać się do błędu? Zresztą, Arihyoshi nie wyglądała na przejętą. Wydawałoby się wręcz, że nie chce o tym rozmawiać. I rzeczywiście tak było. W końcu fioletowowłosa postanowiła zapomnieć o sprawie i bawić się z resztą, ale nie pić, tak, jak przyjaciółki. Zdawała sobie sprawę z tego, że dziewczyny z chęcią zasmakują napojów grzechu. „Tym bardziej, jeśli będzie Ann i Eriko.” pomyślała.
W końcu po blisko godzinie łażenia skrótami dotarli do olbrzymiego i zadbanego domu dziecka. Zarówno Mitsuzawa, jak i Milllier musiały przyznać, że rzeczywiście – był to dobrze usytuowany, bogaty i odpowiedni budynek. W pierwszej chwili nic nie wskazywało na to, że może się w nim odbywać jakaś impreza. Jednak odbywała się, rzeczywiście.
-Ohoho~, już się rozkręcili~. -zauważyła Arisa.
-Co?
-No mówię, że się rozkręcili. Nie słyszycie?
Dziewczyny zaczęły dokładniej się wsłuchiwać, po chwili dopiero nieprzenikniona cisza ustąpiła. Usłyszały delikatny bas dochodzący z prawego skrzydła budynku. Odwróciły się w jego stronę, a z najdalszych okien dało się widzieć przebłyski kolorowych świateł (jedynie z tych otwartych okien, bo wszystkie miały przyciemniane szyby i pozasłaniane były czarnymi roletami).
-Huhuhu~, już się jaram~! -Arisa podskoczyła klaszcząc w dłonie.- Na co jeszcze czekamy~?
-Nie, na nic... Dobra panie, gotowe na ostrą zabawę?- zapytał Yuuda.
Katsumi pisnęła na tak, jednak Hana stała średnio przekonana. Początkowo pomysł imprezy był świetny, jednak słysząc muzykę z tak daleka trochę się zniechęciła. Będzie tam strasznie głośno i pewnie też ciemno- jeśli tylko kolorowe lampeczki i stroboskopy zgasną. Nie podobało jej się to. Zwłaszcza po tym, jak Aruko powiedział o alkoholu, narkotykach, rozbieraniu się i „wielu więcej”. W końcu jednak przemogła się.
-Raz kozie śmierć, ale ja nie piję.- powiedziała i podbiegła w stronę idących już przyjaciół.
-Taaa, „nie piję”...- Arisa zaśmiała się.


Weszli do sierocińca i skręcili w prawe skrzydło. Droga wydawała się być strasznie długa, dopóki nie zauważyli neonów na korytarzu. Co jakiś czas spotykali ludzi w różnych strojach i o różnym wyglądzie, różnej maści i płci. Każdy grzecznie się witał. „Najwidoczniej jeszcze się do końca nie rozkręcili, ale cóż, mają na to całą noc~” przeszło Arisie przez myśl. Nastolatka zastanawiała się, kiedy tak naprawdę zaczęła się zabawa i ile ludzi przyszło.
Muzyka stawała się coraz głośniejsza, a upragnione wejście znajdowało się coraz bliżej. Radosna wcześniej Arihyoshi, teraz szła całkowicie spokojna i pewna siebie. Na jej twarzy zagościł zadziorny uśmiech. Jej kroki stały się pełne gracji i seksapilu. Ominąwszy próg wejścia, zarzuciła włosami. Nie przeszkadzała jej bardzo głośna muzyka. Miała przecież czas, by się przyzwyczaić. To nie była jej pierwsza taka impreza. „Bywało gorzej” pomyślała. Wyminęła kilka osób i ukradkiem podeszła do baru.
-Konbanwa, Yuu-chan. - Przywitała się z barmanem. Młody chłopak, piętnastoletni, uśmiechnął się. Wyjął jeden kieliszek i odwrócił się w stronę butelek z alkoholem. Wybrał dwie z alkoholem i trzy z kolorowymi likierami. Zaczął je odpowiednio mieszać.
-Od razu dodatkowe dwa, dla przyjaciółek~.
-No to już się robi. Kaoru~~, pomóż mi!
Za blat wszedł drugi nastolatek i zaczął przygotowywać drinki.
Katsumi i Hana podeszły do barku dopiero po chwili. Mniej je zdziwiła głośność muzyki, niż wszystko inne. Aruko tłumacząc, jak wyglądają te imprezy, mówił szczerą prawdę.
Początkowo ujrzały tylko masę kolorowych świateł w ciepłych odcieniach, później dopiero ludzi. Zarówno tych poubieranych jak i tych, którzy zaczęli się rozkręcać, a co za tym idzie- rozbierać. Osób było naprawdę dużo, trudno byłoby ich zliczyć. Na parkiecie roiło się od młodych Amerykanek i Amerykanów. Gdzieniegdzie tylko można było zobaczyć jakiegoś Azjatę, czy też „typowego” Anglika i Europejczyka.
Niesamowite... Rzeczywiście, inaczej niż na imprezach...” pomyślała Hana. Spojrzała na Katsumi, która wskazała jej ręką kilka postaci. Udało jej się w tym tłumie wypatrzeć chłopaków, których wyminęły kilka godzin wcześniej i których Arisa nieco speszyła. Zastanawiała się nawet, czy nie podejść i zagadać, jednak zrezygnowała z tego powodu. Może później nadarzy się jeszcze okazja. Teraz lepiej będzie posiedzieć z dziewczynami, tym bardziej, że Arisa może niedługo zacząć nieźle imprezować.
Dziewczyny zajęły miejsca przy barze.
-No siema laski.- usłyszały za sobą znajomy głos. Odwróciły się w stronę dziewczyny o rudych, wręcz ognisto-czerwonych włosach. Eriko uśmiechała się radośnie, pokazując swoje śnieżnobiałe uzębienie. Po jej wzroku dało się poznać, że jest już lekko wcięta.
-Co tam u was?- zapytała, przytulając każdą z dziewczyn.
-A, jakoś leci.- odparła Katsumi, nie pewna co powiedzieć.
-Jest po prostu świetnie~.- na twarzy różowowłosej zagościł uśmiech, gdy tylko zobaczyła Eriko, a za nią Ann z jej przyjaciółką. Gwałtownie wstała i rzuciła się na siostrę.- Ann-chan~!
-Arisa~, nie strasz mnie tak więcej, głuptasku.- Ann pogłaskała młodszą (choć wyższą od siebie) po głowie.

Ann Staley była siostrą cioteczną Arisy, sześć lat starszą od różowowłosej, przybraną, bo od strony Matthew'a. Od młodszych lat interesowała się Japonią i azjatyckimi stylami (przez to, że w dzieciństwie oglądała „Czarodziejkę z Księżyca”), więc gdy dowiedziała się, że będzie mieć „siostrzyczkę” Azjatkę, bardzo się ucieszyła. We wczesnym dzieciństwie przefarbowała włosy na niebieski i pozostała przy tym kolorze mówiąc, że dzięki temu czuje się sobą. Jej włosy sięgały do pośladków, przez co nosiła dwa wysokie kucyki. Naturalnym kolorem jej oczu był turkus, jednak często zakładała czarne soczewki. Pomimo wszystko z wyglądu bardziej przypominała chłopca, niż dziewczynę. Była miłą, pełną energii dziewczyną, bardzo optymistyczną. Czasami zdarzało się jej mówić z sarkazmem, jednak było to naprawdę czasami. Lubiła zakładać spódnice, jednak lepiej czuła się w spodniach. I tak też była ubrana teraz: miała na sobie buty na wysokim obcasie, mającym około piętnaście centymetrów, dżinsowe poprzecierane rurki i luźną tunikę z flagą Wielkiej Brytanii.
Obok niej stała Emily Jonhson, rok młodsza od Ann blondynka. Jej włosy sięgały do ramion, oczy miała w niesamowitym kolorze, bo fioletowe. Na jej słodkich, rumianych ustach zawsze gościł uśmiech; nie miała się czym przejmować w życiu. Pracę miała wymarzoną (w tak młodym wieku była już nauczycielką klas podstawowych z w-fu), a w rodzinie nigdy żadnych problemów nie było. Zawsze chętnie pomagała innym, nigdy nie przeszła obok kogokolwiek obojętnie, jednak była przez to odrobinę naiwna. Śmiało dawała pieniądze potrzebującym, nawet jeśli jej zarobki nie były znowu jakieś imponujące, a potrzebujący jedynie udawali. Nosiła zarówno sukienki, jak i spodnie, byleby były w delikatnych, kwiatowych wzorach. Lubiła każdą dyscyplinę sportu, ale najbardziej koszykówkę (co swoją drogą pozwoliło jej na dobre dogadywanie się z Arisą). Na imprezę założyła żółtą koronkową mini, czerwone botki i niebieski sweter w białe koła, spod którego widać było grube ramiączka czerwonego podkoszulka. Na głowie zawiązała sobie kokardę w czerwono-białe paski.
Ann i Emily były lesbijkami, były parą. Niewiele osób o tym wiedziało. Prawdę powiedziawszy jedynie Arisa, a od dwudziestu minut też Eriko. Bały się powiedzieć o tym większej ilości osób, w końcu homoseksualizm nie jest czymś do końca „normalnym”, choć Arisa przekonywała je, że nie ma się czego bać.

Różowowłosa odkleiła się od swojej siostry i przywitała się z Emily, dopiero później z Eriko. Na szczęście rudowłosej wcale to nie przeszkadzało. Znowu siadła przy barze, wzięła napój przygotowany przez Yuukiego i powoli delektowała się jego smakiem. Chłopak przygotował takie same drinki pozostałym dziewczynom, jednak nieco lżejsze, nie wiedząc, jak wytrzymałe są. Później zrobił drinka innej osobie, a gdy nikogo więcej nie było, postanowił poobserwować otoczenie. Przypomniał sobie pierwszą taką imprezę, na której czuł się dość dziwnie. Teraz jednak był już przyzwyczajony. Zwrócił szczególną uwagę na kręcących się przy scenie dwóch mężczyzn; jeden miał długie, niebieskie włosy i był Chińczykiem, drugi zaś wyglądał na Koreańczyka. I to nie byle jakiego Koreańczyka, bo był on modelem. Tyle przynajmniej pamiętał o tych ludziach Yuuki. Próbował przypomnieć sobie coś jeszcze, przez co zamyślił się na dobre. Stał bez ruchu kilka minut, aż Kaoru (swoją drogą Koreańczyk z Japońskim imieniem) wyrwał go z tego transu. Podszedł do blondyna od tyłu i złapał go w pasie.
-Nad czym tak myślisz?- wyszeptał pytanie wprost do jego ucha. Nie potrzebował odpowiedzi, wystarczyło, że spojrzał w stronę, w którą patrzył jego przyjaciel. Uśmiechnął się zadziornie i zaczął szeptać Yuukiemu do ucha jakieś słowa.
Katsumi uśmiechnęła się do Arisy pytająco. Tamta oddała uśmiech.
-Ależ oczywiście, Katsumi-cchi. Nie musisz nikogo pytać, by zauważyć.
-No tak, masz rację.
-Ach, właśnie! Ann, Emily, jak idą wasze sprawy? No wiecie, powiedziałyście już komuś, że jesteście parą, czy nie?
-Arisa!- Ann krzyknęła, a Emily cała poczerwieniała.
-O, więc miałam rację.- Hana uśmiechnęła się.- Katsumi, jesteś mi winna kasę.
-Tak, tak, wiem to przecież. Chcesz teraz, czy później?
-Może lepiej później.
-Ok~.- Katsumi spojrzała na błękitnowłosą.- Ann no nie patrz tak, dało się domyślić, chociaż ja obstawiałam raczej, że jesteś bi. Wiesz, oceniasz wiele dziewczyn, ale zdarza ci się też męskie klaty, nie? Więc ja obstawiałam, że jesteś bi, Hana, że les.
-Obstawiałyście... JAKIEJ JESTEM ORIENTACJI?!- turkusowooka nie dowierzała.
-Wiesz...- wtrąciła się Arisa, która przez chwilę zagapiła się na Koreańskiego modela. Mężczyzna zdążył już podejść do baru i zamówić sobie mojito.- Przynajmniej nie oceniały twojej orientacji w terenie, a wiesz jaka ona jest.
-No tak...
-A właśnie. Gdzie poszli ci dwaj bracia?
Nastolatki zaczęły się rozglądać, jednak nigdzie nie mogły ich dojrzeć. Zastanawiały się chwilę, gdzie też mogli się podziać Aruko i Yuda. Po jakimś czasie uznały, że raczej poszli do pokoju. Arisa poprosiła Hanę, by do nich zajrzała. Podała jej dokładną drogę i wysłała dziewczynę do ich pokoju. Uznała, że tak będzie lepiej. Jej przyjaciółka mogłaby nie czuć się zbyt dobrze, kiedy impreza rozkręci się na dobre. Zabawy, jakie wymyślali organizatorzy z czasem zaczęły być coraz ciekawsze, ale razem z tym wymagało to coraz więcej rozbierania, a i o ochotników czasem było trudno. Wtedy wybierali z tłumu. Jeśli trafiliby na Hanę, dziewczyna mogłaby naprawdę nie poczuć się zbyt komfortowo.
Po wyjściu Hany, Katsumi i Arisa poszły na parkiet trochę potańczyć. Eriko za to rozpoczęła łowy, co oznaczało szukanie idealnego dla siebie faceta. Zagadała najpierw do jednego, później do drugiego i do następnych. Żaden nie był w jej typie, a jeśli już – był zajęty przez kogoś innego. W końcu, po bezowocnych poszukiwaniach wróciła do baru i usiadła, załamana. Poprosiła Yuukiego o Singapore Sling, które wypiła jednym łykiem. Właśnie wtedy podszedł do niej Koreańczyk.
-Hej...- zaczął, jednak szybko mu przerwała.
-Niech zgadnę. Chodzi o tę różową, nie? W końcu to ona tutaj jest uroczą Azjatką, modelką i ulzzangiem.
-Serio jest Azjatką? O tym nie wiedziałem.
-Nie? To dziwne, praktycznie wszyscy ją tutaj znają i o tym mówią. Na dodatek to modelka, więc wiesz...
-No tak, to akurat mnie nie obchodziło. Ale nie będę wprowadzał cię w błąd, rzeczywiście chodzi o nią.
-Idzie się domyślić.
-Z jakiegoś powodu przykuła mój wzrok, nie chcesz mi może czegoś o niej powiedzieć?
-Cóż... Nie, sam jej popytaj. Ja mogę ją co najwyżej tutaj zawołać. Ale jeśli oczekujesz czegoś więcej, niż rozmowy, musisz ją nieźle spić.
-Serio mogłabyś? Będę ci naprawdę wdzięczny~!
-No dobra...
Rudowłosa podniosła się bez zastanowienia, wypiła kolejnego drinka, którego wcześniej zamówiła i ruszyła chwiejnym krokiem na parkiet. Po chwili przeciskania się pomiędzy ludźmi, co w jej stanie nie było takie łatwe, dotarła do przyjaciółek. Powiedziała im o co chodzi i posłała Arisę w stronę modela. Katsumi za to wzięła pod rękę i ledwo mówiąc „chożmy, jeżdże zie nie po...poałam”, zaciągnęła ją w stronę chłopaków, których wcześniej mijały jej przyjaciółki. Niestety, tuż przed nimi potknęła się i upadła prosto na twarz. Katsumi zaczęła podnosić przyjaciółkę, uśmiechając się głupio w stronę chłopaków, którzy patrzyli się jak na dwie mało inteligentne osóbki.
-Przepraszam za nią. Troszkę ją już wzięło, więc...
-Widzimy. Nawet bardziej niż troszkę. Ale cóż... Trudno. Jestem Josh. To jest Edward, Mike i Aidan. - przedstawił się blondyn, po czym wskazywał na kolejnych mężczyzn. - A panienki to?
-Jestem Katsumi, ta tutaj to Eriko.
-Miło poznać.
-Mie rownie..eeeeeeeeesz. - odezwała się Eriko, której wreszcie udało się podnieść. - Wienc? Od jakkiego czazu wol... wolon... tarararara?
-Wolontariusze? Od kilku miesięcy, więc trochę nas zdziwiła taka impreza. W takim miejscu...- odezwał się Aidan.
-Jeżże zie przyyczaidzie. To jaaaaaak, który chentny do dęzienia? No dawajta bejbe, może nie jestę taa dziunia jak Arisa, ale też mam to zoś. - Eriko uśmiechała się jak głupia, opierając się o Katsumi.
-A ustaniesz? - zapytał rozbawiony Mike.
-Ożywiźzie! - czerwonowłosa odeszła od Katsumi i przeszła dwa kroki, po których poplątały jej się nogi i potknęła się po raz kolejny. Wpadła na Mike'a, który złapał ją w mocnym uścisku. Zbyt zdziwiona nie poruszyła się.
-Na pewno możesz tańczyć? - blondyn zaśmiał się.
Nie odpowiedziała.
-Oy, Eriko, żyjesz?
Nastolatka spojrzała się na chłopaka. Był z dziesięć centymetrów wyższy i miał śliczne, błękitne oczy. Wpatrywała się w nie przez chwilę, aż odrobinkę przetrzeźwiała.
-Wiesz, taniec chwilowo odpada, skoro ledwo stoisz na nogach. A taka śliczna tap madl z ciebie, pewnie nieźle wywijasz na parkiecie... Może chcesz wyjść na zewnątrz trochę się przewietrzyć?
-Ymm... - Eriko odpowiedziała dość inteligentnie, spuszczając głowę. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce, na sto procent związane z komplementem, jaki dostała. Tak naprawdę nie sądziła, że spotka kogoś, kto chociażby powiedziałby jej komplement. A Mike? Cóż, znała go już wcześniej. Widziała w niejednym magazynie o modzie. Był wschodzącym modelem. W jej klasie każda dziewczyna wiedziała, kim jest i marzyła o tym, by zostać jego dziewczyną.
-Dobra, chodź. - chłopak wziął dziewczynę pod ramię i ruszył w stronę wyjścia.



Hana stała pod drzwiami jedynego pokoju w najdalszym i najciemniejszym korytarzu lewego skrzydła sierocińca. Zastanawiała się, dlaczego przyjaciółka poradziła jej nie spędzać czasu z resztą znajomych, a odejść daleko od imprezy. „No nic. Może oni mi to wytłumaczą.” pomyślała, po czym bez zastanowienia otworzyła drzwi i weszła. Widok, który zobaczyła nie mało ją zaszokował.

------
I na tym dziś zakończymy. Do zobaczenia niebawem! ヽ(*≧ω≦)ノ

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rozdział 5 ,,Rozpraszasz mnie"


Rozdział 5

   
     Po zaparkowaniu auta, zabrania toreb z bagażnika i zapłaceniu za nas obie wejściówki, mogłyśmy spokojnie wejść. Hana od razu przystanęła, chyba z szoku, jaki mógł wywołać wygląd klubu, natomiast ja pokiwałam z uznaniem głową. Pomieszczenie zawsze to było nieskazitelnie czyste oraz komfortowe. Utrzymane w czerni, jak sama nazwa wskazuje oraz rysunkach, zdjęciach aniołów, czy tam jeszcze czegoś w kształcie piór. Miejsca siedzące zajmowały większą część klubu. Czarne kanapy przy ścianach były skórzane, w kształcie litery U, a po środku znajdowały się marmurowe stoliki w kolorze grafitu.  Trochę dalej był parkiet do tańczenia oraz bar podświetlony różnokolorowymi światłami. Oczywiście w nim nie mogło zabraknąć alkoholu. Następnie przy parkiecie stała scena, już przygotowana na wejście zespołu.
    Jedynie czego tu nie było to ludzi i zespołu, ani obsługi. Przeszłam dalej, rozglądając się na około. Nikogo nie było. Skierowałam się do łazienek w głąb korytarza, pociągając za sobą Hane, która nieustannie rozglądała się po pomieszczeniu.
  Popchnęłam drzwi łazienki damskiej. Pomieszczenie utrzymane było w kolorze ciemnego granatu i srebra. Torby położyłam na małym, ciemno-niebieskim, marmurowym parapecie prawie o takiej barwie jak moje włosy. Rozsunęłam suwak, wyjmując rzeczy poczynając od dwóch parach butów, ubrań, kończąc na kosmetykach i dodatkach. Zapraszająco pokazałam fioletowo-włosej stosik rzeczy, które wyjęłam. Popatrzyła na mnie na wpół zdziwiona, na wpół z powątpiewaniem.
- Eh... Katsumi ?...T-to po co ?
- Jak to po co ? Musimy się przebrać, bo będziemy odstawać od reszty. To jest Kwiatuchu, bar dla mrocznych i niebezpiecznych.... Przynajmniej tak mówią~ - uśmiechnęłam się szeroko. Nie dodałam, że sama widziałam tutejsze zabawy, w tym klubie, gdy jeździłam z Even'em. Hana, oczywiście mnie przejrzała na wylot, ale nie odezwała się. Rozpoczęła przeszukiwać stertę ubrań, aż w pewnym momencie schowała za plecy ciemne "coś" bym nie zauważyła. Uciekła do kabiny, a ja próbowałam stłumić chichot, który groził wybuchem. By oderwać uwagę od płochliwości przyjaciółki, nałożyłam trochę błyszczyku i tuszu do rzęs, po czym założyłam czarne botki na wysokim obcasie. Włosy rozpuściłam i kilka razy przeczesałam szczotką. Gdy już stwierdziłam, że jestem gotowa, mogłam się zająć Haną. Delikatnie zapukałam w drzwi, które zaraz się otworzyły. Z kabiny wyszła Hana, zaczerwieniona jak truskawka, z ciemno-fioletową sukienką na sobie. Góra wyglądała, jak gorset z przewiązanymi wstążkami na plecach, które podtrzymywały biust i kończącymi się na przodzie talii. Stój dekorowały również białe falbanki od ukończenia bluzki na górze do spódniczki. Z pod spódniczki wystawały podwiązki przyczepione do białych zakolanówek. Zlustrowałam ją jeszcze raz, po czym pokiwałam głową w aprobacie.



-No no, Mon goût me surprend* ~! Jednak wydaje mi się, że potrzebne Ci kilka drobiazgów i.... buty. - odwróciłam się do blatu przeszukując rzeczy na blacie.- Drobiazgów ? Jakich drobiazgów ? - zapytała niepewnie Hana, nie odwracając ode mnie wzroku.
- Spokojnie, kwiatuchu, spokojnie...Hm... O! Jest, znalazłam ! - wzięłam parę czerwonych butków na wysokim obcasie oraz kilka dodatków, które podałam przyjaciółce. - Proszę, załóż to na siebie, a ja w tym czasie się sama ubiorę - powiedziałam, wziąwszy ubrania, a potem wślizgując się do kabiny.

Szybko się przebrałam w sukienkę od braciszka, czarne podwiązki  i czarne szpilki. Zajęło mi może z pięć minut gdy wyszłam. Popatrzyłam na siebie krytycznie. Podkreślone atuty przez obcisły materiał sukienki, czerwone soczewki i włosy rozpuszczone w lekkim nieładzie. Uśmiechnęłam się do siebie, nie mogąc uwierzyć, że zakładając kilka ciuszków wygląda się dość... seksownie. Arisa-chan zawsze to powtarza, ale w zwyczaju to ignorowałam...
- Kasu~~! Mówię coś do ciebie ! - krzyknęła Hana, rozpraszając mnie.
-Hm... Słucham ?
- Spytałam się, czy nie powinno być więcej ludzi...- spojrzałam na nią, nie wiedząc za bardzo o co jej chodzi. - Nie patrz tak na mnie..! Po prostu pomyślałam, że jak jest to popularne miejsce to czy nie powinno być tu więcej niebezpiecznego...społeczeństwa...
Niepewność Hany i niepokój malujący się na jej słodkiej twarzyczce, doprowadziły do mojego niekontrolowanego śmiechu.
- Rozumiem twoje obawy, ale nie masz się czym przejmować. Dziś ten lokal jest zamknięty dla tych "niebezpiecznych", więc możesz się spokojnie bawić. Poprzedzając twoje pytanie. Musisz nosić w tym lokalu taki strój. To taki ich warunek. - Na koniec uśmiechnęłam się pokrzepiająco. Fioletowo-włosa choć odważna to jednak jej wątpliwości dawały się we znaki w miejscach jej nie znanych. Widać było, że będę musiała na nią uważać, ale to nie pierwszy raz.
 Odetchnęłam głęboko, po czym wrzuciłam do toreb porozrzucane rzeczy. Założyłam je na ramie, a drugą ręką pociągnęłam Hanę za sobą. Torby zostawiłam u ochroniarza i przy okazji dopytałam się o występ. Za dużo nie wiedział. Jednak był miły wspomnieć, byśmy skierowały się w stronę holu, znajdującego się zaraz za barem. Tam miały być drzwi z napisem STAR. Podziękowałam grzecznie i szybciutko przeprowadziłam nas przez puste pomieszczenie do interesujących drzwi. Sapnęłam ciężko, modląc się w duchu bym nie musiała znowu gdzieś łazić. Zapukałam z grzeczności trzy razy, po usłyszawszy głośne ,,proszę", przynajmniej pięciu ludzi (z tego co zdołałam policzyć) weszłam pewnie za drzwi. Nie zdążyłam nawet rozejrzeć się po pokoju, bo różowe włosy Arisy przysłoniły mi widok. Przytuliła mnie mocno, ucałowałyśmy się, a potem to samo robiąc z Haną, która już stała obok mnie. Gdy ją puściła, odstąpiła od nas kilka kroków.
- Ohayo~~! - powitała nas swoim słodkim głosem.
- Witamy -odpowiedziałam zwięźle i uśmiechnęłam się do niej, nie zważając na resztę. Dopiero teraz przyjrzałam się jej dokładnie jak wyglądała. Moja przyjaciółka była ubrana w zwykłą bluzkę w kolorze bladego różu, czarną spódnice z paskiem ozdabianym ćwiekami i  turkusowymi legginsami. Jak zawsze kolorowa - uśmiechnęłam się w duchu. Jedynie, co odbiegało od jej codziennego image to biżuteria. Na małżowinach było pełno małych kolczyków, na prawym nadgarstku i trochę powyżej miała czarne bransoletki z ćwiekami, z czachom, itp. Zwieńczeniem całości były pierścionki na lewej dłoni.



- Oki, to ja wam dziewczęta przedstawię gwiazdy dzisiejszego wieczorku. - powiedziała Arisa. Pokazywała dłonią na daną osobę, mówiąc jej imię. - Akira, Hikaru, Kiba, Isshin.
 Dziewczynka, siedząca po prawej stronie na kanapie, o zielonych włosach i oczach,miała  blada cerę, ale jej uśmiech był jak promyczek, który przyciąga uwagę. Obok niej siedział Hikaru, najwyraźniej brat, co można było zauważyć, po podobnych rysach twarzy i barwie włosów. Następnie był Kiba o niebieskich włosach i oczach, potem Isshin z czerwoną czupryną w nieładzie i spojrzeniu mówiącym ,,Nie podchodź".  Każdy z osobna miał inny ubiór, trochę dziwne jak na grupę, ale nie bardzo to przykuwało uwagę. Bardziej, znaczenie ich imion. Światło, Jeździec, Serce. Choć muszę niechętnie przyznać, że znaczenie mojego imienia nie jest lepsze... ( Katsumi znaczy zwyciężać, przezwyciężać oraz piękno )
                                                       

1                                                     
                                                                                                       
2                               3
      1  Kiba ( zn. pol. Jeździec)                        
 2 Isshin ( zn. Serce )                
3  Hikaru (zn. Światło )



- Miło mi poznać. Mam na imię Katsumi, a to nasza przyjaciółka Hana. - powiedziałam, już z olśniewającym uśmiechem, po którym chłopcy zamrugali równocześnie. Może coś złego zrobiłam, czy co...Hm...
- Nie, Kasumcia ! Nie myśl teraz tylko ruszaj na zabawę. Musisz się trochę wyluzować. Carpe Diem ~~ - zawołała Arisa radośnie. Miałam złe przeczucia.
-Tak jak ostatnio, kochanie ? Tylko straciłam cię z oczu, by potem znaleźć ciebie omdlałą i upojoną alkoholem, trzymaną w ramionach przez wolontariusza.  Jasne, że mogę cię zostawić samą. - powiedziałam z sarkazmem. 

- Ki z tym~~ Iks de ~! -   zawołała wesoło z uśmiechem, ale z jej oczu nie dało się nic wyczytać.
- Ufam ci, kobieto. Po prostu martwię się o ciebie i dlatego...
- Sztywniaczka - mruknął Isshin, po czym nastała uciążliwa cisza.
 Hana pisnęła, Arisa zrobiła przysłowiowy faceplam, a ja odwróciłam się do niego z uśmiechem mściciela i beznamiętnym spojrzeniem. Pewnie większość się dziwi, że wkurzam się na takie proste słowo, ale ono jest ze mną od dziecka. Każdy mówi tak, bo nie wie za wiele o mnie. Dlatego też, jak tu się sprowadzaliśmy wzięłam nazwisko mamy, by nie rozpoznali.
-Coś ty powiedział ? - powiedziałam z zwodniczym uśmiechem. Przysunęłam się do niego, wpatrując się w niego intensywnie. Zauważył to, bo się wyprostował i patrzył we mnie zdziwionym wzrokiem. Stanęłam nad nim, złapałam go za skórzaną kurtkę i podniosłam do góry by stanął, a potem pociągnęłam w dół by się schylił się do mnie. Był wyższy i mógłby z łatwością mnie odepchnąć, ale ja też miałam siłę. Uśmiechnęłam się w duchu, że te zajęcia na siłowni jednak się przydają..
- Posłuchaj, mon coeur...  Jeśli myślisz, że możesz mówić o mnie co chcesz, nie poznając mnie najpierw, to lepiej uważaj na swoją śliczną buźkę, bo może się zmienić w niedługim czasie.- uśmiechnęłam się promiennie, a potem cmoknęłam go w policzek, poklepałam miejsce gdzie go trzymała i się odsunęłam.
- Dlaczego mnie pocałowałaś ? - zapytał oniemiały. Już nie wyglądał na znudzonego. O nie !
- W moich stronach, na powitanie całuje się w policzek - mrugnęłam. Podeszłam do Kiby, Hikaru i Akiry, całując ich w policzki. Oni przyjęli to z uśmiechami.
- Mógłbym się do tego przyzwyczaić - powiedział Kiba, patrząc po pokoju. Wszyscy się roześmialiśmy, oprócz Isshin, który zachmurzoną miną siedział w fotelu.


Po godzinie bar zaczął się zapełniać, inne zespoły, a dokładnie dwa, przyjechały, a pracownicy już byli na swoich miejscach.  Chłopaki czekali, aż ich zapowiedzą, a Arisa i Hana wraz z Akirą już nie mogły się doczekać ich występu. Ludzie na parkiecie byli ubranie na czarno, tak jak myślałam, ale z uśmiechami na twarzach.Na scenę wszedł właściciel klubu patrząc swoimi nienaturalnymi zielonymi oczami beznamiętnie na ludzi. Jego sama obecność, uciszyła wszystkich w budynku, że tylko słychać było jego kroki. Cała jego postać emanowała obojętnością i niebezpieczeństwem. Mężczyzna miał długie do ramion granatowe włosy, wąską, arystokratyczną twarz, która jednocześnie była nad wyraz przystojna. Na uchu miał kolczyki, które połyskiwały w sztucznym świetle. Miał na sobie ubranie podobne do zbroi, ale materiał przypominała skórę Najdziwniejsze było to, że na jednym ramieniu zakończeniem ubioru były pióra, a na drugim prawdziwego, dużego kruka. Przez chwilę byłam oczarowana i poczułam strach, ale potem zdusiłam chichot na moje dziwne określenie jego wyglądu. Był po prostu uroczy, aż chciałam się do niego przytulić.


                            

Po chwili przemówił niskim, głębokim tonem, który wysłał ciarki po moich plecach. Mogę się założyć, że nie tylko ja miałam taką reakcję.
- Witam wszystkich. Jestem właścicielem tego klubu, w którym jesteście. Zapewniam was, że tu nie znajdziecie nic spokojnego, więc ci co mają słabe nerwy proszę o opuszczenie lokalu. - Arogant, pomyślałam. Zrobił pauzę, a następnie zniżył głos do zmysłowego. - A dla tych, których są chętni wrażeń, zapraszam na ciemną stronę.... Dziękuję wszystkim za uwagę i za przybycie.  Teraz wystąpią... - spojrzał na chłopakach i kiwną głową na nich, a potem przesuną wzrok prosto na mnie i coś się zmieniło. Jego oczy zalśniły, ale zaraz odwrócił wzrok do widowni. - Distract me* ! (*Rozpraszasz mnie) - Zszedł ze sceny i zaczął iść w moim kierunku. Nie odczułam paniki, ale jakiś niepokój. Nie wiadomo jaki to facet, a wyglądał na niebezpiecznego.
 Stałam spokojnie, w zrelaksowanej pozie. Uśmiechnęłam się, na myśl, co by powiedziała moja mama gdyby mnie teraz zobaczyła. Zwróciłam wzrok znów w jego stronę i stwierdziłam, że już nie idzie, ale stoi obok mnie, uśmiechając się lekko.
- Witam w moim klubie, piękna pani. Nazywam się Tenebris Mansons. A ty, moja pani ?- zapytał uwodzicielskim tonem, podając swoją dłoń. Spojrzałam na niego powątpiewająco , ale położyłam swoją dłoń na jego, a on pocałował moje knykcie, lekko się kłaniając.
- Jestem Katsumi Molière-Bonnet, proszę pana.- Mów mi po imieniu, kochanie.
- Nie jestem kochanie...Tenebrisie. Możesz mi mówić Kas - powiedziałam surowym tonem. Nie umie wymyślić nic oryginalnego ? I gdzie się podział ten oziębły człowiek ze sceny ?
- Ostra z ciebie różyczka. Jaki mnie zaszczyt spotkał, że tu przyszłaś ?
- Do czego zmierzasz ?
- Bystra jesteś. Zapraszam do mojego biura, Katsumi. - wskazał korytarz ręką. Hę ? Ja mam iść, sama, z mężczyzną do jego biura ? - Nie bój się. Chodź...
- Nie, dziękuję postoję. Może pan mi to powiedzieć tu i teraz.
- Robisz za dużo kłopotu, księżniczko.-  powiedziawszy to wziął mnie na ręce tak bym nie mogła uciec i szybko przeszedł korytarzem do końca, gdzie znajdowały się podwójne drzwi. Nacisnął guzik i jak się okazała była to winda. Wszedł naciskając numer drugi i winda pojechała do góry. Zaczęłam się bardziej szamotać, ale on mnie nie wypuścił tylko zacieśnił ucisk. Drzwi się otworzyły i od razu byliśmy w pomieszczeniu, które wyglądało jak apartament z gabinetem. Opuścił mnie i podszedł do blatu biurka by na nim usiądź. Uśmiechnął się do mnie szeroko, a jego oczy lśniły blaskiem, którego ostatnio dawno nie widziałam. Przypominał mi kogoś, ale nie mogłam sobie przypomnieć. Za to wróciła złość.
- Que voulez-vous de moi ? Je ne comprends pas votre mauvais comportement, mais ne veux pas le retrouver ! (Co chcesz ode mnie ? Nie rozumiem twojego niekulturalnego zachowania, ale nie chcę by się to powtórzyło !) -powiedziałam, nie zwracając uwagi, że mówię w ojczystym języku. Od dłuższego czasu nie mówiłam w swoim ojczystym języku, bo ludzi mieli dziwne reakcje.
- Spokojnie, mała. Nie wiem, co do mnie mówisz, Camille - powiedział rozbawionym głosem, a ja stanęłam dęba. Tylko dwie osoby znały moje drugie imię, oprócz rodziców i rodzeństwa. Ale nie mogłam uwierzyć, że zdradziły mu mój sekret. Chyba, że ...Nie to niemożliwe ! A może....
- Ten ? - zapytałam niepewna i pełna nadziei.
- Tak, mała, to ja Ten, któremu przetrzepałaś tyły kiedy miałaś dwanaście lat. - uśmiechnął się. Odwzajemniłam jego uśmiech. Podbiegłam do niego rzucając się, całując go dwa razy w jeden i dwa razy w drugi policzek. Zaśmiałam się.
- Ten, jak ja się za tobą stęskniłam. A przy okazji to wydoroślałeś przez te 4 lata. Nie poznałam cię~!
-Czas najwyższy. No wiesz, mam już dwadzieścia-sześć lat... dzieciaku. - zaśmiał się, na widok mojej naburmuszonej miny. - Rozchmurz się, bo zaraz przyjdzie Evan i wątpię by chciałby cię taką zobaczyć.
- Evan ?! Jest tu ? - nie mogłam uwierzyć, że moi męscy przyjaciele są tu po prawie 4-latach. To chyba jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. - Em...Tenebrisie ? Twój tata jest już na emeryturze, że przejąłeś jego interes ?
- Tak. Trzy lata temu dokładnie. Od tamtego czasu, wybudowałem ponad pięćdziesiąt na całym świecie i zbijam niezłe pieniądze. - przewróciłam oczami na słowo ,,pieniądze" i dumę wiążącą się z tym słowem, ale się uśmiechnęłam.
- Oprócz tego, że urosłej fizycznie i włosy zapuściłeś to różnicy nie ma...Mon chou (kapustko) - zaśmiałam się teraz ja na widok, jego grymasu. Zaskakując mnie, przyjaciel rzucił się na mnie, łaskocząc mnie, a ja zaczęłam przed nim uciekać..
Nagle drzwi po prawej stronie, otworzyły się z hukiem, że oboje podskoczyliśmy. Do gabinetu wtargnął mężczyzna o wysokiej i masywnej budowie. Miał jasne niebieskie włosy i lodowo-niebieski oczy, które teraz patrzyły z irytacją na Tena. Był w zwykłych jeans, białym podkoszulku, który opinał jego muskulaturę oraz ciemną koszulę. Na szyi miał srebrny medalion pokazujący dłoń. Tylko jedna osoba miała taki medalion, który specjalnie zrobiłam. Biła od niego siła i jakaś dzikość, której wcześniej nie widziałam.

   

 Podbiegłam do mężczyzny i wskoczyłam na niego, by dosięgnąć jego twarzy. Pocałowałam go prosta w usta i puściłam, obdarzając go radosnym uśmiechem.
- Czuję się zazdrosny - powiedział żartobliwym tonem Tenebris za moimi plecami. Niebiesko włosy stał lekko oszołomiony, patrząc nieprzytomnym wzrokiem w moją twarz, a na głos Tena podniósł na niego wzrok.
- Dlaczego twoja nowa zdobycz, rzuca się na mnie ? Nie umiesz jej obsłużyć ? - ostatnie zdanie powiedział uszczypliwym tonem. Obruszyłam się. Będę musiała ustawić go do pionu.
- Oj, bracie... - jęknął z trwogą Ten, wiedząc zapewne co dla niebieskookiego szykowałam.
- Evanie Black ! Jak się wyrażasz ?! I to na dodatek w towarzystwie damy, jakiejkolwiek by ona była ! - wykrzyczałam. Stanęłam z wysuniętym biodrem w bok i uniesioną brwią.- No dalej, słucham.
Nastała cisza. Evan spojrzał na mnie intensywnym wzrokiem, przyglądając mi się, ale po chwili pokręcił dalej, jakby nie mógł mnie poznać. Westchnęłam, schyliłam głowę, by zdjąć soczewki koloryzujące. Teraz popatrzyłam na niego swoimi naturalnymi oczami. Na chwilę znieruchomiał, apotem przysunął się twarzą do mojej.
- Kuźwa ! Kas ?- zapytał oniemiały. Zaśmiałam się. Taaa... Miło było znów być z moim najlepszym przyjacielem i jego spóźnionym zapłonem.
- A kogo się spodziewałeś, przystojniaku ? Niezaspokojonej kobiety czy co ~? - zapytała, rozbawiona.
- O chłopie ! By nie poznać Kasu, to naprawdę. Ze słodkiej dziewczynki w taką smakowitą kobietę się zmienić.. No, no..- mrugnął do mnie porozumiewawczo Tenebris, a ja się uśmiechnęłam.
- Nie mogę uwierzyć Kas, że cię spotkałem... Łał... Nawet nie marzyłem o tym.. -przytulił mnie mocno. Nachylił się do mojego ucha, aż nie poczułam jego oddechu łaskoczącego boją szyję, szepnął głębokim głosem. - Już nigdy Cię nie zostawię, me petite femme (moja mała kobietko). - Odsunął się z lekkim uśmiechem. Zaskoczył mnie, co mogę powiedzieć. Zamaskowałam to jak się dało, za olśniewającym uśmiechem.
 Po tym zdarzeniu, wydarzenie potoczyły się szybko. Chłopaki  oprowadzili mnie po klubie, przy okazji utrzymywaliśmy miłą konwersacje. Powiedzieli mi prawie wszystko co ich spotkało ciągu nieobecności. Ze mnie próbowali również coś wyciągnąć, ale nie do końca im się to udało. Wymieniliśmy się nowymi numerami i adresami. Potem tańczyliśmy razem, czy też po kolei z każdym. Wypiliśmy kilka drinków i za czym się spostrzegłam impreza się skończyłam, a ja wciąż nie miałam dosyć ich towarzystwa. Pożegnałam ich pocałunkami w czoła.
 Gdy szłam do samochodu, przypomniałam sobie o dziewczynach, że nie wiem gdzie są. Tak więc, minęła mi prawie godzina za czym je znalazłam pod schodami śpiące. Zabrałam dziewczyny i torby przy pomocy miłych panów z ochrony do auta. Podziękowałam i pomachałam im na pożegnanie. Arise-chan wcisnęłam do przodu auta, natomiast Hanę położyłam na siedzeniu, bo wciąż spała. Wsiadłam, zapaliłam samochód i gładko wjechałam na drogę. Na początku była cisza, ale po kilku chwilach przyjaciółka obok zaczęła coś mruczeć. Kontem oka zauważyłam, że uśmiecha się szeroko i patrzy w dół na swoje palce. Pokręciłam głowom, z niedorzeczności zachowań Arisy. Od kiedy ją poznałam, nie bała się nowych rzeczy, zawsze zmierzała się z przeciwstawnościami w życiu. Prawdą jest, że robi coś nie mądrego, nie zawsze się licząc z konsekwencjami. Oprócz tych niuansów jest dobrą przyjaciółką i inteligentną dziewczyną, która wie czego chce.
- Katsumi-cian ~~! Popatrz ~~ Kciuk mi faluje ~~ - powiedziała słodkim, zachwyconym głosikiem. Spojrzałam na nią, a potem na kciuk, którym bawiła się, mówiąc po cichu ,, Naya Naya ~~". Westchnęłam, po czym uśmiechnęłam się rozbawiona.
  Dziewczyny odwiozłam do domów, przy okazji musiałam odbyć rozmowie z ich rodzicami. Z tego co wywnioskowałam mieli do mnie wielkie zaufanie, gdzie jak później zrozumiałam dużo dla mnie znaczyło.
Nie martwili się zbytnio, że coś się może stać ich córką, bo jak powiedzieli ,, Jestem młodą, ale odpowiedzialną osóbką". Prawie się uśmiechnęłam na te słowa. Gdyby wiedzieli, że zostawiłam je same, upojone alkoholem, a sama spędzałam czas z o wiele starszymi osobami, do tego pijąc alkohol, to wątpię by  mieli takie same podejście.
  Do domu zajechałam na pierwszą, niedzielnego dnia. Wjechałam na podjazd, po czym jak najciszej zamknęłam samochód i pomknęłam do domu. Na palcach przeszłam do schodów, a potem do swojego pokoju. Dopiero gdy zamknęłam drzwi, odetchnęłam głęboko. Rzucając torby, rozebrałam się i poszłam na szybki prysznic. Odświeżona i zrelaksowana, położyłam się szybko po kołdrę. Nie zajęło mi dużo czasu, bym poszła spać...






 To na razie tyle ;) Mam nadzieje, że się spodoba. Uprzedzam, że mogą być błędy językowe czy gramatyczne. Dziękuję za uwagę ~~