niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 3




Rozdział 3



- Wstawaj śpiąca królewno...- mówił, cichy, delikatny głos. Już dawno nie słyszałam jego głosu. Choć głaskał mnie po policzku i miałam ochotę właściciela tego głosu przytulić, ale nie ruszyłam się. Otworzyłam z nie chęcią jedno oko. Od razu tego pożałowałam, bo światło, które codziennie przebija się rano przez zasłony, oślepiało. - No ! Księżniczko, nie daj czekać swojemu księciu wieczności..!- domagał się głos. Był przekonujący, ale nie aż tak by mnie wyciągnąć z ciepłego i bezpiecznego łóżeczka.
 Wyprężyłam się, prostując członki, które jeszcze nie były przygotowane do jakiegokolwiek ruchu.
- To poczeka dwie wieczności i jeden dzień dłużej... - wymruczałam, na to on się roześmiał.
- Mruczysz jak rasowy kociak, księżniczko....Hm...może powinienem Cię inaczej nazywać, co ? Jak sądzisz ? Dajmy na to...Kicia ? Taak...tak, pasuje...- domyślałam się, że uśmiechnął się szerzej. Ciekawość zwyciężyła nad snem, który w co wątpię, wciągnąłby mnie na dłużej. Spróbowałam otworzyć jedno oko, a następnie drugie. Chyba naprawdę będę musiała poprosić tatę o te rolety, bo promienie choć przyjemnie ogrzewały skórę to mnie raziły.
- Phi! - prychnęłam sięgając po zegarek. - Daje słowo. Jeszcze raz mnie obudzisz to Cię uduszę albo sama się zabiję ! - podniosłam swój zaspany, chrapliwy głos, który ani odrobinki nie pokazywał mojego zdenerwowanego ducha.
- Nie wiem o co Ci chodzi. - zrobił minkę niewiniątka- Jest dopiero ósma....- złośliwy uśmiech. Tak. To mu się udawało. Wkurzanie ludzi.
- Nie wiem czy wiesz, ale kotki balują do późna, a potem śpią chociażby do wczesnego południa - powiedziałam z odrobiną sarkazmu. Wybuchnął tylko gromskim śmiechem.
- Obiło mi się o uszy. Ale nie po to tu przyszedłem by się się z tobą droczyć... - znów jeden z jego licznych uśmieszków.
- Za późno, bo już to uczyniłeś - głos i uśmieszek był cyniczny.
- Oj, Kicia, Kicia....-  z wzrok pożałowania. - Nie znasz się na żartach. Przyszedłem Cie obudzić i powiadomić, że dzwoniła pewna dziewczyna imieniem Arisa i kazała, nie prosiła, bym przekazał szanownej tu słuchającej...
- Mów, a nie twórz jakieś wywody...-przerwałam mu.
- Dasz skończyć ? - zapytał, bawiąc się świetnie moim popsutym humorem. Gdyby to nie mój ukochany brat Emmett ( i jak teraz jedyny ) to bym go już udusiła. Czekał wyraźnie na odpowiedź, więc pokiwałam głową.
- Na czym to ja... A ! Bym przekazał szanownej panience Katsumi, że wizyta madame A. jest odwołana..z.. z powodu przyjechania kuzynki Ann....
- Yhym...- potwierdziłam, wciąż w pół śpię, ale sobie uświadomiłam co to znaczy zostać samą z braciszkiem.- Szkurna! Dlaczego ? Pytam się dlaczego ?!  - zaczęłam krzyczeć. Nastała  cisza, aż wreszcie  nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem, pociągając za sobą brata.
- To co Kicia ? Ja idę na dół, a ty w tym czasie doprowadzisz się do porządku..? Choć wiesz.... jeśli Tobie to nie przeszkadza to możesz się przy mnie prze...
- NIE- MA- MO-WY ! - znów podniosłam głos i posłałam mu lodowate spojrzenie. Udał, że obrusza się zimna.
- Dobra Kicia ! - wstał, ruszył do wyjścia i otworzył drzwi na oścież. - Czekam na dole, a ty... - nie dokończył, bo mu po raz kolejny przerwałam, bojowym krzykiem:
- Kto ostatni w kuchni to ciota tego wieku ! - krzyknęłam na całe gardło i wybiegłam z pokoju, pędząc i się nie odwracając, do kuchni.
  Brat ocknął się nie z pełna minuty po wystartowaniu Katsumi i sam zaczął biec za siostrą.
- Nie licz na to ! - krzyczał za nią, uśmiechając się rozbawiony i śmiejąc się wesoło. Tak jak za starych, dobrych lat....
    Wpadłam do kuchni i wydałam z siebie dziki okrzyk zwycięstwa. Po raz kolejny udało mi się z nim wygrać ! Jakiś obłęd ! Uradowana, bez tchu, usiadłam sobie na blat kuchenny. Z uśmieszkiem triumfu, wymachiwałam nogami i czekałam na brata. Wpadł do kuchni chwile po tym. Oparł rękę na blacie stołu i nabierał duże porcję powietrza.
- Niby taki znawca sportu ekstremalnego, ale ni krzty kondycji ! - powiedziałam, śmiejąc się, aż prawie nie spadłam ze stołu.
- Po pierwsze to było niesprawiedliwe, bo wystartowałaś pierwsza, a po trzecie musiałaś poprawić swój czas...- wciąż dyszał po gonitwie.
- No, a ty nie nauczyłeś się liczyć do trzech. Pominąłeś drugi punkt.
- Wcale nie... - wyprostował się i uśmiechnął się szelmowsko. -   Wprost ? Chciałem Ci zaoszczędzić faktu, dlatego nie wymieniłem punktu numer dwa..- specjalnie przedłużył samogłoskę.
- Hę ? - nie skumałam cza-czy.
- Po drugie podziwiałem jak biegłaś, a ja sobie szedłem wolniutko. -powiedział. Pierwsze co doznałam to szok. Jak to ? Ja biegłam jak głupia, a on sobie szedł powoli ? Ale przeanalizowałam wszystkie fakty i uśmiechnęłam się szelmowsko do niego.
- Na pewno ? A kto wpadł do kuchni zdyszany i spocony jak świnia ? - oddalam mu pięknym za nadobne. Zaszokowany moja nową zdolnością ciętych ripost i ciętego języczka.
- A..A-a...- nie mógł niczego wykrztusić.
- Odebrało mowę, chłoptasiu ? - zapytałam z rozbawieniem w głosie. On uśmiechnął się już pewniej i odpowiedział...
- Dobra wygrałaś. Dwa punkty dla ciebie. Tera ja muszę na chwile opuścić Cię...Kicia...- uśmiech szelmowski.
- Ale z ciebie cykor Emmett...-wyszeptałam.

***
 Udawałem, że ją nie słucham i wyszedłem z pomieszczenia, ale usłyszałem co powiedziała. Może naprawdę się boje....i jestem cykorem..? ...Zastanawiam się czy tak wiele się zmieniła od ostatniego spotkania...? Czy jest taka jak pół roku temu... W tedy rzuciła się na mnie i opowiadała o wszystkim co się wydarzyło czasie mojej nieobecności, a teraz myśląc, że rozbawię ją, tylko wkurzyłem. Musze jednak przyznać, że to moja wina i także muszę powiedzieć, że wyrosła na piękną dziewczynę....kobietę.... To już nie moja siostra, która darzyła mnie uwielbieniem. To już dziewczyna, która wie czego chce i ma swoje ambicje. Tak.... To nie te dziecięce lata gdy bawiliśmy się w czwórkę, w ogrodzie i nie wiedzieliśmy nic o szarym, o okrutnym świecie... Nie ! Nie mogę często wracać w przeszłość, bo nie pójdę w przyszłość...

***
 Braciszek wyszedł, bo musi "coś" załatwić, a ja muszę co nieco zjeść. Podeszłam do dwu-drzwiowej lodówki i ją otworzyłam na oścież. Nie przybyło żadnego innego jedzenia od wczoraj, co sobie smętnie uświadomiłam. Tak sobie stojąc i intensywnie myśląc, przypomniałam sobie piosenkę, którą wczoraj puszczała mi Sage ( bliższa z koleżanek ) . Zaczęłam ją nucić i do tego przytupując. Z nucenia, przeniosło się w śpiewanie. -...mmmm.....
 ,, Pour moi, c'est le sexe,
Chaud comme simoun.
Pour moi, c'est le sexe,
Qui peut lui résister?
Sur mes hanches flux, remplit mon sein,
La chaleur suintant de ma bouche.
Pour moi, c'est le sexe,
Ce qui brûle et détruit.
Des dizaines ont des coeurs
Réduit en cendres... "
- Ja się oprę....- odezwał się Emmett, tak nagle i dziwną tonacją głosu, że się przestraszyłam. - Może jest w tobie seks...- zlustrował mnie i uśmiechnął się łobuzerko.- Ale na mnie to nie działa ! A tak ogólnie to jak to możliwe, że znasz tłumaczenie piosenki, jak się domyślam, z innego kraju, na nasz ojczysty język..?
- Nawet nie wiem... Nie zastanawiałam się nad tym...- uśmiechnęłam się tajemniczo. - A jak to możliwe, że przetłumaczyłeś to ? Masz przy sobie słownik czy jak ?
- Nie. Słyszałem już to... Śpiewał ją już ktoś, ale nie pamiętam już kto... Ale to tylko cztery zdania do ,,...Któż oprzeć się ma mu ? " - zaczął mnie przedrzeźniać, a potem się śmiał. Fajnie, że go ubawiłam. Nastała cisza. Emmett pierwszy się odezwał.
- Co jesz ? - zapytał, pokazując brodą trzymane prze ze mnie rzeczy i jakby znudzony całą sytuacją.
- Nie wiesz ? To co kotki lubią najbardziej - odpowiedziałam sarkastycznie. - Mleczko. A to coś od siebie. - podsząsnęłam pudełkiem z kawałkami czekolady. Nie zwracając na Emmetta uwagi przeszłam do stołu i zaczęłam łakomie jeść. Po chwili, on także wziął sobie coś do jedzenia i przysiadł do mnie.
 Siedzieliśmy w milczeniu. Dobra, niespełna milczeniu, bo brat wydawał przy jedzeniu dziwne odgłosy. Jakoś żaden temat nie nastał i jakoś nikt z nas nie miał nic do powiedzenia.
 Ciężką cisze przerwały stłumione krzyki, wrzaski i trzask zamykanych drzwi wejściowych. Głośne kroki i znów łupnięcie drzwi od któregoś z pokoi na dole. Emmett jak na zawołanie postawił zamaszyście kubek na stół  i wstał przewalając krzesło, na którym siedział z przed chwili. Na jego twarzy malowała się determinacja i jakby na kształt wesołości. Zapomniała bym wam wspomnieć jak wygląda. Em jest wysoki około metra-osiemdziesiąt, ubrany był w  obcisłą koszulkę z nadrukiem jakiegoś pankowego zespołu i czarne dżinsy. Rysy twarzy ma bardziej delikatne od taty, który ma ostre. Kolor włosów wyróżnia się tym, że ma pomieszany brąz i złotawy, co w efekcie stwarza złotawy-brąz. Oczy piwne, nos prosty. Co do stroju to różnie się ubierał. To tak na marginesie, jak on wyglądał. Powracając....
- Meg przyszła ! - wykrzyknął uradowany brat. Meg to inaczej Meggi, nasza starsza siostra. Od Emmetta jest starsza 2 lata, a ode mnie o 6 lata.
- No i co ? - podniosłam głowę z nad miski. - Co w tym nowego ? - zapytałam nie bardzo rozumiejąc. On tylko wysłał mi pobłażliwe spojrzenie.
- Nie wiesz ? Krzyki, wrzaski, trzaskanie drzwi...? Meggi wróciła ! - krzyknął pełen entuzjazmu. Przez najbliższy czas siostra była miła, uczynna, za sprawą narzeczonego Louisa, więc braciszkowi to nie pasowało, ponieważ lubi się z nią kłócić.
- Aha... Nawet wiem co ode mnie oczekujesz, koleżko. Mam tam iść, do tej pieczary czarownicy i niewinnie się wypytać o co poszło tym razem z jej narzeczonym...przepraszam, teraz z eks.... Nie mylę się ? -  zapytałam, na to on skinął głową. Westchnęłam. Nie po raz pierwszy, każe mi to robić. Zawsze tak robi. Czuje się jakbym była szpiegiem, a nawet przestępcą, tak robiąc.
 - No ? Na co czekasz ? - zapytał, uśmiechając się chytrze.
- Na oklaski... - odburknęłam i wstałam z gracją, nie odwracając się nawet ruszyłam na korytarz. Był był w jasnych, kremowych kolorach. Zasłonki w kolorach złota zawieszone na wysokich, dużych oknach, przez które obficie przedostawały się promienie słoneczne i oświetlały moją twarz, jednocześnie przyjemnie grzejąc. Szlam powoli, bo dziś nie miałam ochoty na takie podchody. Oglądałam różniste obrazy, wazy, które mama tak uwielbiała i wyeksponowała je w tym największym, i najdłuższym korytarzu w domu.
 Szurając po miękkim kremowym dywanie, na bosaka, podeszłam do drzwi prowadzących do ,, zakazanego" pokoju siostry. Delikatnie przekręcając gałkę, weszłam do pokoju i zamarłam w bezruchu. Na łóżku, kołysząc Meg, siedziała ONA - drobna, o półdługich blond włosa dziewczyna. Ubrana jak zawsze trendii, elegancko i ze smakiem.  Tak na marginesie, Meggi miała długie blond włosy . Teraz rozlatywały jej się z misternego koka.
Chodź widząc ją, wciąż nie mogłam uwierzyć, że to ona....
-  Julie ? - zapytałam niepewnie.Julie Wiliams, przyjaciółka Meggi i z czasem nie rozgarnięta.
- Co ty tu robisz ? - zapytałam powtórnie, próbując zwrócić jej uwagę. Podziałało. Podniosła głowę i spojrzała na mnie tymi lśniącymi, bystrymi oczami, koloru ciemnego nieba, lekko się uśmiechając na mój widok. Co jakiś czas ją widzę. Ma mało czasu, bo studiuje prawo i najczęściej dużo czasu jej to pochłania.
- Hejka, Kas - odpowiedziała, a uśmiech się poszerzył. -  Pytałaś co tu robię ? No więc, dziś przyleciałam do Meg w odwiedziny. Ona odebrała mnie  z lotniska dziś rano, a potem poszłyśmy na imprezę. Tam spotkałyśmy Louisa i chyba coś się stało, bo...bo wyszła z przyjęcia biegiem.... Przyjechała przed chwilą, a ja z nią. A teraz....no cóż zasnęła. Wyczerpała się tym płaczem i najprawdopodobniej zerwaniem zaręczyn.- skończyła i spojrzała na moją siostrą z troską. Jedno się wyjaśniło. Wiem już dlaczego Maggi pojechała na lotnisko. Druga sprawa, nigdy nie widziałam Maggi w takim stanie... A trzecie, to to, że Julia kłamała jak z nut. To było, więcej, niż podejrzane.
Nie, widziałam ją raz. Kiedy umarł Patrick.... Nie ważne, nie mogę teraz o nim myśleć ! Całą swoją siłą woli skupiłam się na pomocy siostrze.
- A...- nie dokończyłam, bo drżał mi głos. Cholera ! Zawsze tak jest kiedy przypominam sobie o Patricku. Odchrząknęłam. Julie coraz to bardziej i pilniej obserwowała moje zachowanie. - To nic nowego... - wzruszyłam ramionami, by wyglądać na luzacką, ale w środku czułam się cała spięta. - Zawsze gdy się z nim pokłóci zrywa z nim zaręczyny.
-  I mówisz to tak spokojnie ?! Nie no wiesz... powinnaś się o nią martwić. - powiedziała kobieta z wrzutem.
- Ależ się martwię ! - to była prawda. Martwiłam się, ale w mniejszym stopniu niż Julie.- Myślę, że powinnyśmy ją zostawić samą, by mogła w spokoju zasnąć.
- Przecież jest sama ! - krzyknęła. Jak już mówiłam jest lekko nierozgarnięta.
- Co ? - na początku nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. - Nalegam byśmy wyszły, Julio...- powiedziałam dosadnie.
- Wiesz, że nie lubię jak mnie tak nazywają ! I po raz drugi mówię, że jest sama ! - krzyknęła.
- Cich...- nie zdążyłam nawet dokończyć, bo moje obawy się spełniły. Maggi obudziła się, wymalowaną wściekłością na twarzy.
- Czy wy, cywilizowani ludzie, wiecie, że człowiek jest zmęczony i potrzebuje spokoju, ciszy !?- wrzasnęła. Ja nabuzowana, że się na mnie wyżywa, oddałam jej tym samym.
- Nie drzyj się idiotko ! Nie moja wina, że znów go rzuciłaś ! - krzyknęłam głośniej od niej. Od razu tego pożałowałam. Jej twarz stężała, stała się obojętna. Maggi wstała, podeszła do drzwi i je na oścież otworzyła.
- Zbieraj się Katsumi i to już...! - warknęła. Podeszłam do niej z bojową miną i z wrogością w oczach. Gdy stanęłam koło niej  i zobaczyłam w jej oczach jedynie smutek, ból, od razu moja złość, a nawet wściekłość wyparowały w jednej chwili. Ona choć chciała być twarda i nie pokazywać swojej słabości, wciąż nie mogła ukryć tego bólu...
- Maggi ? - zapytałam. Ona tylko uniosła dumnie głowę, nie zaszczycając mnie spojrzeniem. - Wszystko będzie dobrze.... - szepnęłam do niej.
- Wynoś się ! - znów krzyknęła siostra na mnie.
- Meg ona chciała....- powiedziała Julie, ale siostrzyczka nie miała zamiaru nawet jej słuchać i brutalnie jej przerwała.
- Nie wtrącaj się Julia. A ty Kas, wynocha. - wycedziła przez zaciśnięte zęby.  Wyszłam  tak jak kazała i zaraz za mną zatrzasnęły się drzwi od jej pokoju. Przeszłam kilkanaście kroków, oparłam się o ścianę i sunęłam się na podłogę. Westchnęłam ciężko. Dlaczego cały czas nic mi nie wychodzi ?! Maggi zimna, Emmett coraz częściej zachowuje się jak ojciec i się do niego upodabnia zewnętrznie.... Czy może dlatego tak mi się wydaje, że  sama dorastam i widzę więcej ? Nie wiem jak postępować....
  Za jakieś dziesięć minut drzwi otworzyły i szybko zamknęły. Julie szła w moim kierunku. Błyskawicznie wstałam. Ona nic nie mówiąc przytuliła mnie.
- C- coś się stało...? - zapytałam zaskoczona i zaniepokojona.
- Ja muszę już iść... Trzymaj się Katsumi - szepnęła - Kas.... - dodała, puszczając mnie. Odwróciła się i zaczęła iść powoli. Nagle odwróciła głowę do tyłu i powiedziała.- Masz bardzo uroczy ubiór....- uśmiechnęła się blado. Otworzyła drzwi wejściowe i zniknęła w promieniach słońca.....
 Zadawałam sobie pytanie. Co się stało i dlaczego była taka spokojna...? I co mam teraz zrobić....?  Ruszyłam śladem Julie, ale przy tym oglądając ściany. Przeszłam koło dużego lustra, na długość ściany i nagle coś mnie tchnęło. Cofnęłam się i zrozumiałam o co chodziło przyjaciółce Mag. Byłam wciąż ubrana w koszule brata, która odsłaniała mi całe moje nogi. I jeszcze chodziłam boso, i te potargane włosy.... No naprawdę uroczo....
- Już wiem co mam teraz zrobić.... Przebrać się. - powiedziałam, sama do siebie.

****************************************************************************

Ehem, oto drodzy czytelnicy moje trzecie dzieło, trzecia wena. Dłuuuuuuuuuugo musieliście na to czekać i serdecznie za to przepraszam.
     Życzę Wam pogodnych i ciepłych Świąt Bożego Narodzenia. Żeby w nadchodzącym roku mielibyście mieli, więcej moich rozdziałów.
Btw:  Piosenka ,, Bo we mnie jest seks", przetłumaczona na język francuskim w translator google, więc jest w złym stanie ;__;

niedziela, 16 grudnia 2012

Rozdział 2


  Rozdział 2

   Wracając wolnym krokiem do domu, byłam dawno po ustalonej godzinie przez rodziców. Pewnie dostanę szlaban lub karę, za to guzdranie. Za bardzo lubiłam późne pory, by zrezygnować dla świętego spokoju. Wiem, że naprzykrzam się starszym moim zachowaniem, ale cóż…
   Dochodziłam właśnie do mojego jednorodzinnego domku. Był chyba największy w tej okolicy. Mieszkałam na małym odludziu, bo rodzice powiedzieli, że będziemy bezpieczni. Przeprowadziliśmy się tu kiedy miałam dziesięć lat, czyli sześć lat temu. Dokładnie dwudziestego czerwca w moje urodziny. Nasz domek wyróżniało, może jego wielkość, a może śnieżno biały kolor na ścianach.
   Podeszłam do drzwi wejściowych, sięgnęłam do  torby i wyciągnęłam pęk kluczy, by otworzyć. Powoli, cichutko weszłam. Nikogo nie słyszałam, a najdziwniejsze było to, że nikt nie wszczynał kłótni, czy wyrzutów jak to mieli w zwyczaju. Przeszłam dalej przez hol do salonu, z salonu do wszystkich pokoju, na tych na piętrze i na dole. Nikogo nie było, ale nagle przypomniałam sobie, że prawie codziennie przychodziła pani Nadia. Pani Nadia była czterdziesto-siedmio letnią opiekunką domu, a czasem i moją. Sprzątała, gotowała i pilnowała. Miała wygląd delikatny i taki ciepły. Jakbym miała wyobrażać sobie anioła stróża, to własnie tak. Nawet miała takie niebiańskie oczy, takie dobre. Ja lubiłam na nią mówić ,,Anioł”. A pani Nadia w tedy uśmiecha się z taką miłością i troską. Była taką moją ciocią. Ale jej też teraz nie było.
   Zaburczało mi w brzuchu i dopiero teraz poczułam jak mnie ssie z głodu. Dosłownie pobiegłam do kuchni i skierowałam w stronę lodówki pełnej jedzenia. Otworzyłam ją, ale jakoś nie miałam na nic ochoty, więc ją zamknęłam. Do drzwiczek lodówki było przyczepiona magnesem mała, ale ładnie zakończona karteczka. Napisana przez mamę.
,,          Kochane…
   Pojechaliśmy w ważnej sprawie, dziś rano. Nie informowaliśmy was, bo nie byliśmy całkwicię pewni. Postaramy się wrócić w niedziele wieczór. Do tego czasu powinno wam starczyć jedzenia, ale wiem, że chcielibyście sobie urozmaicić co nie co. Dlatego zostawiliśmy wam  pieniądze, które możecie wydać. A właśnie ! Pozostawiłam je w żółtej kopercie, więc powinniście zauważyć. Już za wami tęsknimy, Mama i Tata.
   P.S: Dałam urlop pani Nadii, więc sprzątajcie po sobie i bądźcie grzeczni.”

   Przeczytałam i przykleiłam z powrotem. Nie zgadzało mi się zachowanie rodziców. Nie ten niespodziewany wyjazd tylko to, że dała urlop pani Nadii kiedy wyjeżdżali i że na tak długo zostawia nas samych. Cieszyłam się z jednej strony, ale z tej drugiej to byłam z lekka zaniepokojona. Ten kto zadzwonił lub coś w tym stylu, jest naprawdę dla nich bardzo ważny…
  Gdy tak myślałam intensywnie, znów przypomniałam sobie o jedzeniu. Koperty, nawet nie musiałam szukać, bo była tak samo przyczepiona magnesem. Nie sięgnęłam po nią, bo znalazłam następną kartkę tym razem zieloną, od starszej siostry.

,, Spieszę się, więc napisze Ci krótko. Wzięłam kasę i wyszłam. Wrócę przed mamą i tatą, możliwe, że nawet wcześniej.
Meggi”

- Rodziców, rodzeństwa nie ma, to….co ja mam robić ?- powiedziałam do siebie. Na pewno muszę zjeść, a że mama dała nam wolna rękę to, to wykorzystam. Tak samo jak poprzednią przyczepiłam ją na drzwi lodówkę i podeszłam do telefonu. Wybrałam numer pobliskiej pizzeri, ale nic z tego. Ktoś odłączył kabel. Pozostaje mi się zadowolić zdrową żywnością mamy. Zrobiłam sałatkę i nawet znalazłam mrożoną cole, do picia. Po napełnienia mojej dziury bez dna, zastosowałam się do prośby mamy i po sobie sprzątałam. Wtedy znalazłam kolejną kartkę. Bogowie, kiedy ta karteczko-mania się skończy !? Ta wiadomość była na zwykłej kartce z brulionu. Ale nie to było dziwne, tylko to, kto ją napisał…

,,         *God dag
     Wiem księżniczko, że jesteś zaskoczona, ale ja byłem tak samo jak ty, kiedy przyjechałem. Nikogo w domu, tylko kartka od Meggi i rodziców, i żółta kopertka pełna banknocików. Pomyślałem: ,, Fajne powitanie, na wstępie dostałem kasę…” Ale niestety zostawili nam to na przetrfanię. Byłem także zdruzgotany, bo nie widziałem Ciebie Jeg kan ikke forsta det*, rodziców. Ten nagły wyjazd mnie zdziwił, a później nie miałem czasu o tym myśleć, bo wybrałem się na imprezkę. Mam nadzieje, że się nie gniewasz i nie uschniesz z tęsknoty za mną , hehe  Wrócę jeszcze i dag*, ale nie będę Cię budzić.
    Śpij dobrze skarbie, zobaczymy się i morgen* rano.
Brat Emmett  ”

 - Znów zaczyna pisać po duńsku… Zostałam w takim razie sama, aż do jutra, eh… – znów gadałam do siebie, no bo do kogo.
  Posprzątałam resztki i zwinęłam się do mojego pokoju na pierwszym piętrze. Mój pokój to taka moja OAZA. Lubie w nim przebywać, na przykład dlatego, że za oknem rozciągają się piękne krajobrazy.
 Torbę, która miałam ze sobą, rzuciłam niedaleko biurka. Podeszłam do odtwarzacza i puściłam, jak na mój humor, hevy metal, aż dudniały ściany. Bo kto by mnie usłyszał ? Opadłam na łóżko jak kukiełka. Wszystko miałam obolałe po dzisiejszej lekcji wychowania-fizycznego. Dziś biegaliśmy na dystans. Pewnie dla innych nic takiego przebiec sobie te kilka metrów, ale ja musiałam biegać dokładnie pięć razy. Zaczęło się jak zwykle od rozgrzewki, a później pani zdecydowała się na biegi. Ja startowałam pierwsza i naprawdę miałam najlepszy wynik od kilku lat. Pani kazała mi dwa razy przebiec, bo nie mogła uwierzyć. Po mnie biegła Hana, gdzie kilka razy potykała się, a przy samej mecie wylądowała na tyłku. Arisa bardzo dobrze sobie radziła, ale musiała biec drugi raz, bo pani ,,Lider” (tak ją nazywaliśmy, bo była liderką w grupie chilriderek) się nie spodobało. Za to jest na drugim miejscu, zaraz po mnie. A dla reszty dziewczyn musiałam zrobić pokazówkę biegu. Ledwie miałam siły by dotrzeć na miejsce spotkań z….. Nagle zadzwoniła moja komórka i ledwie usłyszałam utwór The Gazette, pt. ,,Red”. Szczerze nie chciało mi się  rozmawiać, ale odebrałam.
- Słucham.
- Ciao ! Tu Arisa.  Pamiętasz mnie ?! – w słuchawce usłyszałam głos mojej przyjaciółki.
- Salut, beby. Jak bym mogła Cię zapomnieć...- odpowiedziałam.
-To odjazd ! Słuchaj, chciałam Ci podziękować, że ruszyłaś mój tyłek. Bez Ciebie dostałabym szlabanik, albo coś gorszego.
- Przesadzasz…
- Nie. Arigato!
- Przestań krzyczeć mi do ucha. A co do tego, to nie ma sprawy. Bo przecież ty biegłaś, a nie ja. -zaśmiałam się.
- Ha ha. Ale i tak będę się trzymać swojego. Gdyby nie twoja pamięć i wyczucie czasu, pewnie bym siedziała tam dalej.
- Dobra, dobra, bo zaraz się rozpłacze.
- Ta, jasne. Eh… A zdążyłaś na mecz ?
- Nej. Tak ogólnie….
- Kas, ty znasz duński ?
- Tak sobie. Bardziej mój brat, a bo co ?- zapytałam.
- Bo własnie powiedziałaś Nej, czyli nie…- dla wyjaśnienia, arisa bardzo lubi się uczyć języków obcych, dlatego zna i używa je na co dzień.
- Wow. Sama nie wiem co mówię. Pewnie dlatego, że braciszek dzisiaj napisał kartkę do mnie po duńsku.
- Brat ?! To ty masz brata ? Wiedziałam, że masz starszą siostrę, ale brata ?! Takiego jak Hana ?
- Eee…Ja mam starszego brata. Ma na imię Emmett.
- Ile ma lat ? – zapytała zaciekawiona Arisa.
- Nawet o tym nie myśl ! – krzyknęłam. W słuchawce nastała cisza. Pewnie ją wystraszyłam, ale nie chce, żeby podrywała mojego brata. Ostatnio tak zrobiła z moim kuzynem. Musiał wracać do domu z złamanym sercem. – Powiem Ci, jeśli obiecasz, że nic głupiego nie zrobisz.
- Spoko. Masz to jak w banku.- powiedziała z lekka zniecierpliwiona.
- Ma dwadzieścia. Widziałam go ponad pół roku temu.
- Szacun….Co ja miałam….A ! Tak ! Dzwonie do Ciebie, bo chciałabym do ciebie jutro wpaść. Rodzice jadą na jakiś zjazd, chyba absolwencki, a ja nie będę miała co robić.
- Okey. Możesz do mnie jutro przyjść. Moi rodzice też wyjechali. Ale nie, nie na zjazd. To było coś nagłego i coś zarazem bardzo dziwnego. Ten ktoś musiał być dla nich ważny, tylko kto to mógł być...? - zapytałam zapominając, że rozmawiam z Arisą. Zaśmiałam się do siebie.
- Teraz to ja już nic nie rozumiem….najpierw ten śmiech na moje ,,HĘ ?” , a teraz to... Chyba coś Ci padło na mózg.- po jej głosie można było usłyszeć załamanie. Oczywiście, że z mojego powodu.
- Wiesz ? Ten dzień, to jest w ogóle jakiś dziwny. Na początku dnia Meggi wybierała się na lotnisko, a mama chciała tatę zagadać na śmierć. Następnie, tak jak wcześniej wspominałaś, to twoje ,,hę?” , hihi. Wracam do domu, zastaje pusty dom. Rodzice niespodziewanie wyjechali, Meggi ma akurat imprezę, a brat przyjechał, akurat dziś. Już wiem, dlaczego siostrzyczka jechała na lotnisko….ale mogę się mylić. Moja mama na czas nieobecności, dała krótki urlop pani Nadii. Jestem ciekawa co jeszcze mnie czeka… – to powiedziałam z gorzkim uśmieszkiem, ale Arisa nie mogła tego zobaczyć.
- No, to mnie zabiłaś. Masz nawet lepszy dzień ode mnie... – cisza w komórce.- Co tak dudni ? Muzyka ?! Jeśli to darcie można tak nazwać….
- To hevy metal, a nie jakieś dudnienie. Sorry nie mam ochoty słuchać, jak na razie ,,beby, beby, uuuu…”, to by mnie teraz zmordowało.
- To szko…. Geez moja mamusia…..- znów cisza, ale z jakąś rozmową po drugiej stronie.- Buuuuu, każe mi iść spać !
-Mhm….Dobranoc kochanie.
- No, wiesz !? Zdrajca !
- Dobrych snów.- i się rozłączyłam. Zaczęłam się tak śmiać, że spadłam z łóżka. Gdy przeszło mi, to porwała mnie moja muzyczka, która cały czas leciała. Po godzinie, moja energia się wyczerpała, więc przełączyłam na utwory, na pianinie. Tak się zrelaksowałam, że…poszłam spać.
 Zbudziłam się pare minut po dwudziestej-trzeciej. Przypomniałam sobie, że zasnęłam tak jak przyszłam. Zerwałam się i pognałam do lusterka w mojej łazience. Tak na marginesie mam swoją łazienkę i wielką garderobę, prawie równą wielkością z salonem. No, więc powracając. Moje odbicie mnie przestraszyło, a raczej rozbawiło. Miałam mieszane uczucia. Moje włosy, związane rano w kucyk, były bez gumki i wyglądem przypominały siano. Tusz był rozmazany w koło moich oczu.  Białą bluzkę z nadrukiem czarnej róży, którą założyłam dziś rano ( oczywiście prasowana) teraz była pogięta, jak rzadko co widziano w naszym domu. Ale nie mówię, że nigdy, ale moja mama starała się nas pilnować co mamy na sobie. Mi nie pozwoliła jej nosić, a że dziś była zajęta mogłam ją założyć. Nie pozwalała mi chodzić w czymś co ma czarny kwiat, a przecież one są najładniejsze. Chyba wszystko co zakazane smakuje najlepiej…
 Oczywiście zrobiłam ze sobą porządek. Umyłam się pod prysznicem. Ząbki, twarzyczka, włoski ślicznie uczesane, założona piżamka. Pewnie to dziwne, ale śpię w męskiej koszuli, a ściślej mówiąc to brata.
 Wróciłam do pokoju i zdziwiłam się, wciąż lecącą z odtwarzacza muzyką. Wyłączyłam i władowałam się pod kołdrę. Sięgnęłam po komórkę. Przez smsa zdałam raport mamie. Troszeczkę kłamiąc, bo nie mogłam wydać rodzeństwa, że mnie zostawili samą. Jak już to zrobiłam napisałam także Hanie, mój wspaniały wieczór, życząc udanej nocy i następnego dnia.
 Gdy skończyłam, przekręciłam się na bok, a teraz:
- Słodkich snów….
           


Po duńsku: *
 *God dag – Dzień dobry
* Jeg kan ikke forsta det – nie rozumiem
* i dag – dziś
* i morgrn – jutro


********************************************************************
       Wreszcie skończyłam drugą przeróbkę ;p Za niedługo powinnam dodać trzeci.... A teraz....
                                                                    Żegnajcie !

Rozdział 1 : Jak tu im powiedzieć...

   Rozdział 1


  - Nie wiem, czy to dobry pomysł… -powiedziałam. Spędzałam teraz czas z wyjątkowymi przyjaciółkami. Dosłownie wyjątkowymi. Jedna z nich, Arisa miała długie (jak wszystkie), różowe włosy, oczy koloru lodowo-niebieskiego. Następna, Hana miała fioletowe włosy i niebieskie oczy.
   Byłam z nimi w swoim ulubionym miejscu, gdzie między zakwitniętymi drzewami, które soczystą zielenią przepowiadały ,,przyjście” lata. Między nimi na skoszonej trawie były drewniane ławeczki, a kilka kroków dalej mały Plac Zabaw, a wszystko do okoła tonęło w najróżniejszych, kolorowych kwiatach. Spędzałyśmy tam jak najwięcej czasu ze sobą, więc traktowałyśmy się jak siostry. Nawzajem wspierając się w trudnych i jak ważnych chwilach w swoim życiu.
   Teraz  debatowałyśmy o wyjeździe na miesięczną kolonie do Japonii. Arisa tydzień temu wygrała konkurs o  tematyce Japonii i co z nią związane. Nagroda obejmowała wyjazd wraz z dwoma osobami towarzyszącymi, do lat 18.
- Ty jak zawsze masz problem.- odpowiedziała trochę z irytacją Hana.
- A właśnie, że nie mam. Mam co do tego nie co wątpliwości.
- Arisa, weź no jej coś powiedz ! -krzyknęła.
- Hę ? – zdezorientowana Arisa, zajęta do tych czas całkiem czymś innym i wyglądała jakby obudziła się ze snu.
- Weź no jej coś powiedz, albo lepiej…wytłumacz jej ! – znów krzyknęła.
 - Aaa…kapuje. No więc o co chodzi ?
- O.M.G ! -powiedziałam z Haną, załamana z powodu Arisy.
- No dobra, pomińmy to. Jeśli dobrze zrozumiałam, mam odpowiedzieć na pytanie Katsumi ?
- Ehe… – odpowiedziałam, potakując głową.
- No to dawaj !
- Powiedziałaś rodzicom ?
- Hę..? -odparła Arisa.
- HI HI ! Hi hi !- zaczęłam się śmiać, bo zbiłam ję z tropu, albo inaczej, wyrwałam ją z zamyślenia. - Ha ha ha ! Hi hi ! Nie mogę zaraz pęknę ze śmiechu....przestań....hahaha ! Ha haa ! - Starałam sie coś powiedzieć, ale wciąż nie mogłam się powstrzymać od pokładania ze śmiechu.
-Ona zwariowała...! – stwierdziła różowo-włosa.
- Kasumi (tak czasem do mnie mówiły), co Cię tak rozbawiło ? – spytała zaniepokojona Hana.
- A...Arisa ! - krzyknęłam, wciąż nie mogąc zaczerpnąć powietrza.
- Hę ?! – Znów zapytała zdezorientowana Arisa.
 - I znów to robisz, hahaha ! .... No, dobra... – otarłam oczy z łez - Uspokoiłam się. Po pierwsze, cały czas mówisz ,,HĘ ?” . Po drugie, byłaś taka zaskoczona, kiedy wspomniałam o rodzicach, że…-przerwałam i zagłębiłam się w myślach.
- Że co ? – zapytała spokojnie lodowo-oka.
- Hm….Jak mamy powiedzieć i przekonać rodzicom na ten wyjazd...? - wyszło trochę jak pytanie, a trochę jak zdanie twierdzące. - Przecież oni nam tak daleko nie pozwolą pojechać w tak młodym wieku. – powiedziałam poważnym tonem.
-  Szesnaście lat to mało ?!  - powiedziała z ironią Arisa.
- Dla nich, tak….niestety – odetchnęłam z przygnębieniem.
    Po tym nastała cisza. Każda z nas próbowała coś wymyśleć. Spojrzałam na nie. Hana-chan położyła się na trawie jak to najbardziej lubiła. Arisa znów powróciła do swojej zamyślonej pozy, czyli oparta o drzewo. Osobiście nad tym rozmyślałam już wcześniej. No bo jak, do jasnej anielki, przekonać rodziców na wyjazd bez opieki ?! W głowie mi się to nie mieści... A właśnie to, która godzina ?
   Wyjęłam z kieszeni spodni komórkę dotykową i ją odblokowałam. Wyświetlacz pokazywał godzinę....
- Boże to już ta godzina ! -przerwałam cisze, krzykiem
- Jaką godzinę ? -zapytały dziewczyny, wyrwane od zamyślenia.
- Jest godzina 17.10….Kurna, a ja jeszcze nie gotowa…. – zamyśliłam się, drapiąc się po głowie .
- Ale na co… na co niegotowa ? -zapytała Hana .
-  No wiesz ?! Nawet nie powinnaś tak mówić. Dzisiaj gra Polska – Niemcy! Muszę się przygotować ! –  odpowiedziałam, zbierając swoje rzeczy z ławki.
  Przyjaciółki wzruszyły tylko ramionami, oprócz tego nawet nie drgnęły. Popatrzyłam na nie zdziwiona i lekko rozbawiona, po czym pstryknęłam palcami przed ich oczami. Znów zaśmiała się, bo przyjaciółki wyglądały na obudzone z długiego transu (tak jak wcześniej różo-włosa Arisa).
- A wy nie powinnyście już iść, nieprawdaż ? – powiedziałam swoim słodkim głosikiem, ale było można usłyszeć lekką irytację
- Yyy…No tak ! To cześć ! – wykrzyknęła Hana, biegnąc i nie kiedy się potykając. Uśmiechnęła się na ten widok. Hana zawsze umiała się potykać na prostej drodze. Następnie popatrzyłam na różowo-włosą, która dalej siedziała nie wzruszona, ale wyglądała na pogrążoną w swoich myślach.
- Ehem ! – odsząknęła – Nie chce Ci przeszkadzać, ale ja muszę…- nie dokończyłam, bo przerwała mi lodowo-oka przyjaciółka.
- Polska-Niemcy ! Boże ! Całkiem o tym zapomniałam ! – przyjaciółka podniosła się z miejsca. - No to ja lecę ! Do następnego…- nie dokończyła. Tak samo jak Hana zaczęła biec w stronę swojego domu.Może trochę zgrabniej...
- No tak. Jak zawsze, ja je poganiam by zdążyły, a sama się spóźniam - zamyśliłam się.- Ciekawe co powiedzą rodzice na wspaniały pomysł mojej przybranej siostrzyczki... Ha, ha ! – zaśmiałam się krótko, po czym ruszyłam (w przeciwieństwie do swoich przyjaciółek) wolnym, z gracją baletnicy, krokiem.Nie miałam nic do stracenia....


*************************************************************************

 Heh, wreszcie skończyłam przerabiać. Chyba skończę w krótkim czasie następny i jak da mi szczęście dodam trzeci rozdział, który od miesięcy nie mam okazji dodać.

sobota, 15 grudnia 2012

Witajcie !


 Przeniosłam bloga z Obyczajki. Będę pisać trochę w inną stronę. Blog będzie o tej samej tematyce co wcześniej, czyli o historii Katsumi. Będzie zawierał różne gatunki: obyczajowy, trochę romans, trochę fantasy, itp. Będą kontynenty, ale z wymyślonymi ( lub nie) miastami, coś w tym stylu. Trochę zmienię to i o wo :p Mam nadzieje....