X Japan - Endless Rain
Po
raz kolejny zwolniła się z lekcji. Tego dnia nie miała ochoty
wysłuchiwać katechetki, ciągle mówiącej, jak bardzo grzesznym
społeczeństwem są. Prawdę powiedziawszy, gdyby tylko mogła, w
ogóle nie przyszłaby do szkoły. Jednak Matthew uparł się i Arisa
nie miała innego wyjścia. Przez cały dzień wydawała się być
nieobecna. Nie odpowiadała na pytania nauczyciela, a nawet ich nie
słyszała. Prawie dostała jedynkę z trzech przedmiotów, gdyby nie
pomoc przyjaciółek. Jej myśli mąciły wydarzenia, sprzed kilku
lat i dobrze wiedziała, dlaczego. To był ten dzień, dzień w
którym od czterech lat zostawała w domu, zamknięta w pokoju, sama
ze sobą. Tym razem jednak, nie udało jej się wyminąć lekcji.
Dlatego też przed religią (na którą uczęszczała przymusem),
poszła do pielęgniarki. Starsza kobieta przeraziła się trochę,
widząc, jak blada jest dziewczyna. A gdy Arisa zaczęła mówić,
powoli, pełnym żalu i smutku głosem, pozwoliła jej wrócić do
domu.
Różowowłosa
jednak nie wróciła do domu, choć takie były jej początkowe
zamierzenia. Zaczęła kręcić się po mieście bez celu, ale jakby
szukając czegoś... a może raczej kogoś? Tak, szukała kogoś, a
tym kimś była nieżyjąca od czterech lat Ako. Wiedziała, że to
bez sensu, ale wciąż miała tą maleńką nadzieję w sercu, która
mówiła jej, że nic takiego się nie wydarzyło, a onee-chan
niedługo powróci z jakiejś długiej podróży.
-Głupia
nadzieja...- zdziwiła się, słysząc własny głos przepełniony
bólem. „I równie głupia pogoda” dodała w myślach.
I
rzeczywiście, pogoda do najlepszych nie należała. Wiał mroźny
wiatr, było mgliście. Po szarym niebie przelatywały ciemne chmury.
Ludzie spieszyli się, jakby pewni, że za chwilę lunie deszcz. Tak
też się stało. Ulice praktycznie opustoszały. Jedynie Arisa szła
powoli, pozwalając zimnej wodzie moczyć swoje ciuchy i włosy.
Zawiało jeszcze mocniej, a gumki wiążące jej włosy w dwa kucyki
pękły.
Nieświadomie
szła przed siebie. Czuła się beznadziejnie i do niczego. Ogarnęło
ją przerażenie. Wszystkie wspomnienia związane z Ako nagle
wróciły. A najgorsze było to, że wciąż dokładnie pamiętała
jej twarz, podczas ostatnich jej dni, kiedy to cała radość uszła
z blondynki, a pozostał strach i smutek. Nie ważne, jak bardzo
chciała zapomnieć, nie mogła.
Szła
przez park. Zobaczyła błysk, a po chwili grzmot. „Burza? Heh,
badziewnie.” Cudem uniknęła spotkania z drzewem, w które
trafiła błyskawica. I wtedy właśnie przejrzała na oczy. Zaczęła
widzieć otaczające ją rzeczy, zrozumiała, że otarła się o
śmierć i, że idzie w stronę cmentarza, a choć wcale tego nie
chciała, nie potrafiła się zatrzymać. Z kolejnym błyskiem
znalazła się pod murami starego cmentarzyska. Jej tęczówki
rozszerzyły się. Nagle zaczęła panikować, a z jej oczu popłynęły
łzy.
-Nie,
nie, nie, nie...- zaczęła powtarzać, zaciskając dłonie na
włosach.-... nie, nie, nie... NIE!!!
Z
jej ust wydobył się przeraźliwy krzyk, a ona sama cofnęła się
na ulicę. Gdy srebrne BMW szczęśliwie wyhamowało przed
nastolatką, Arisa zaczęła biec w stronę domu. Znowu przestała
zwracać uwagę na cokolwiek i przebiegała nawet na czerwonym dla
siebie świetle.
Trzasnęła
drzwiami i zaczęła pospiesznie zdejmować buty. W drzwiach stanęła
jej matka.
-Jak
się czujesz? - spytała z troskliwym uśmiechem na twarzy.
Arisa
nie odpowiedziała.
-Córeczko?-
Hei Kyuun podeszła do córki i wyciągnęła w jej stronę rękę,
którą różowowłosa szybko odepchnęła.
Arisa
wyminęła panią Staley i udała się do sypialni. Zamknęła drzwi
na klucz, po czym oparła się o nie. Wyjęła z torby telefon i
słuchawki. Włączyła piosenkę X Japan – Endless Rain, a
następnie podgłosiła muzykę najgłośniej jak się dało.
Zacisnęła dolną wargę na tyle mocno, że popłynęła z niej
krew.
-Nande?
- zapytała drżącym głosem, po czym krzyknęła „Nande,
Ako-onee?!” i osunęła się na ziemię, głośno płacząc. Tak
naprawdę Ako-chan była jej tak bliska, jak i jej matka, bo często
się nią zajmowała. Dla Arisy blondynka była nie tylko
przyjaciółką, ale i starszą siostrą. Kochała ją jak swoją
rodzinę. Przez dwa lata były wręcz nierozłączne, później Arisa
poznała Kasumi i Hanę. Jednak nie zapomniała wtedy o Ako. Często
odmawiała przyjaciółkom zabawy na dworze, właśnie z powodu Ako.
Wymyślała jakieś wymówki, byleby popędzić na spotkanie swojej
„onee” od której wiele się nauczyła. Dowiedziała się, jak
trudne i niesprawiedliwe jest życie, jak ważna jest radość i
pokonywanie przeciwności świata...
„To
ważne, by się uśmiechać, ale tak z serca. Wiesz, Arisa, jeśli
będziesz udawać, to na nic. Wolałabym, żebyś była szczera sama
ze sobą, a także i ze mną. Bo jeśli uśmiechasz się z przymusu,
ludziom wokół ciebie jest smutniej, niż jakbyś miała płakać.
To dowód, że nie ufasz nam na tyle, by wszystko powiedzieć.”- te
słowa usłyszała od blondynki, gdy po raz pierwszy spotkała swoją
drugą babcię, tę od strony mamy, i gdy tamta powiedziała jej, jak
bezwartościowym dzieckiem jest. Chciała udawać, że to nic nie
znaczące słowa, że potrafi sobie poradzić z tym sama. Jednak po
słowach Ako rozpłakała się i powiedziała jej wszystko. Co wtedy
usłyszała? Czy wciąż pamięta tamte słowa?
„To
tylko słowa jednej osoby. Nie przejmuj się tym, bo wiele osób ma
cię za wspaniałą. Pan Tanaka z sierocińca aż nie może się
nadziwić, mój lekarz, pan Okomura mówi, że nigdy nie widział tak
pomocnej dziewczynki. Widzisz? Dla wielu osób jesteś ważna i
niesamowita. A tymi, którzy cię nawet nie znają, nie przejmuj się,
bo to nie ma sensu.”
Arisa
uśmiechnęła się na kolejne wspomnienie. Wstała i przetarła łzy.
-To
na nic. Nie mogę ciągle żyć przeszłością w tym dniu...-
powiedziała do siebie, otwierając szafę. To prawda, 24 kwietnia
był jedynym dniem, kiedy to nie potrafiła zachowywać się jak
zwykle, właśnie przez wspomnienia z przeszłości. Zawsze
przychodziły tego jednego dnia, ponieważ właśnie wtedy zmarła
Ako.
Wyjęła
z szafy szarą, krótką spódniczkę i luźną białą koszulkę na
grubych ramiączkach, po czym przebrała się. Spojrzała na godzinę.
Pół do drugiej. Została godzina lekcji. „Może mnie nie
zobaczą...”- przeszło jej przez myśl. Wypakowała książki
z torby, podeszła do półki z mangami i spakowała wszystkie 18
tomów „Ouran High School Host Club”, które cudem jej się
zmieściły. Torbę miała cięższą, niż któregokolwiek dnia, gdy
szła do szkoły, lecz nie przeszkadzało jej to. Na samą myśl, że
dzięki temu Akira się uśmiechnie, powrócił jej dobry humor. „Jak
mało czasem potrzeba, by uszczęśliwić innych, a i nam dzięki
temu robi się lepiej na sercu...”- pomyślała i wyszła z
pokoju. Z uśmiechem zbiegła na dół, założyła czarne półbuty
i jasny płaszcz.
-Gdzie
idziesz?- dobiegł ją z kuchni głos matki.
-Obiecałam
Akirze-chan, że dam jej kiedyś mangi do przeczytania. I uznałam,
że zrobię to dzisiaj.
-Naprawdę?-
Hei wyszła na przedpokój ze zdziwioną miną. Popatrzyła na
uśmiechniętą córkę.- Coś się stało, kochanie?
-Nie,
nic. Przepraszam za wcześniej, po prostu spanikowałam. Ale
przemyślałam to sobie dokładniej przed chwilą. Nie powinnam tak
siedzieć w przeszłości. Oczywiście, nie zapomnę, ale też nie
będę już takim zombie. To bez sensu...
-Tak,
masz rację.- kobieta pogładziła Arisę po włosach.- Ako-chan też
by tak uznała.- zaśmiała się cicho.- Ale nie chcesz chyba wyjść
z tak potarganymi włosami, co?
-Słucham?-
Arisa podeszła lustra i zaśmiała się delikatnie.- Rzeczywiście.
Mamo, nie masz może szczotki pod ręką?
-Chwilkę~.
Arisa
wzięła do ręki sprzęt od Hei i zaczęła rozczesywać włosy.
Zajęło jej to dobre dziesięć minut, ale w końcu dała radę.
-A
jak to się w ogóle stało, że wróciłaś w rozpuszczonych
włosach?
-Później
ci opowiem, mamo, bo teraz serio się spieszę. Jeszcze chciałam
zajrzeć na chwilkę do tych braci, więc rozumiesz?
-Tak,
rozumiem. Dobre z ciebie dziecko, Arisiu...
-Tylko
nie Arisiu! Pa, widzimy się później~!
Błękitnooka
wzięła parasolkę i wybiegła z domu, rozkładając ją. Wcale jej
nie przeszkadzało, że jej nogi całkowicie mokną. Jak mówiła, co
z tego, że nogi mokre, jeśli strój skomponowany? Było to dziwne
podejście, jednak dla niej odpowiednie. Sprawdziła autobusy.
Wszystkie jej odjechały, więc pobiegła na przedmieścia na
piechotę. Z zajęć w-f'u wcale nie była tak zła, za jaką
podawała się w szkole, więc zeszło jej pół godziny. „Heh,
wystarczy znać najkrótszą trasę.”- myślała, wbiegając w
odpowiednie uliczki.
W
końcu znalazła się pod budynkiem szpitala. Weszła do środka i
przywitała pielęgniarkę. Kobieta gestem ręki pozwoliła jej
odwiedzić przyjaciółkę. Arisa przeszła przez długi, biały
korytarz i znów zapukała do drzwi z numerem 27. Powoli je otworzyła
i zajrzała do środka. Akira spała. Weszła i cichutko położyła
mangi na biurko. Spojrzała na dziewczynę i uśmiechnęła się
troskliwie. Odgarnęła zielone kosmyki z twarzy śpiącej
dziewczyny, ale coś było nie tak. Przyłożyła rękę do jej
czoła. „Przecież ona jest rozpalona!” Wyszła
zostawiając uchylone drzwi i podeszła do pielęgniarki.
-Pani
Kiriko, ja nie chcę się czepiać, czy coś...- powiedziała
całkowicie poważnie.- Ale Akira jest rozpalona...
-Naprawdę?
Byłam u niej wcześniej i niczego nie zauważyłam...
-Więc
może pójdzie pani sprawdzić?- Arisa zapytała zirytowana. „Czy
ty się nią w ogóle interesujesz? Jaka głupia przełożona...”-
Ja już pójdę, ale proszę się nią bardziej zainteresować.
-Ach,
ależ oczywiście. Do widzenia.
-Tak,
do widzenia.
Wkurzona
dziewczyna wyszła ze szpitala i skierowała się w kierunku
sierocińca.
Po
kilku minutach kierowała się do pokoju braci. Nie zdążyła wejść,
kiedy drzwi otworzyły się na oścież, a Yuuda witał ją z
uśmiechem, chętniej niż zwykle.
-Co
wam się stało?- spytała pewna, że Aruko, gdyby mógł, również
zachowywałby się w taki sposób.
-Nic
takiego~.- odparł Yuuda.- Po prostu cię polubiliśmy, tak?
-Hmm...-
dziewczyna przez chwilę zastanawiała się.- Możliwe, ale powód
tkwi gdzie indziej. Dowiedzieliście się już, czyż nie? W końcu
co roku w tym dniu obchodzone są jakieś ceremonie, ku pamięci
Ako-onee.
-No
i tu nas masz. Uznaliśmy, że jak będziemy weseli, to Arisa też~.
Ale też cię lubimy, nie żeby coś...
-Haaa?
Wiecie co~. - zrobiła naburmuszoną minę i teatralnego „focha”.-
Aruko, masz jakieś nowe obrazki, prawda?
Chłopak
podszedł do biurka, na którym leżała tona kartek i pokazał
dziewczynie. Arisa momentalnie uśmiechnęła się i zaczęła
piszczeć.
-Czyli
jednak yaoistka. Aruko, miałeś rację...- Yuuda zaśmiał się.- A
chcesz poczytać jego mangę? Wiesz, ci z wyższych sfer tutaj
zadbali o to, żeby jego dzieło zostało wydane w formie tomiku i
mamy jeden na zbyciu~.
-Serio?!
-Nom~.
-No
jasne, że chcę~. Obojętnie od rodzaju, ważne, że dzieło Aruko~!
-To
yaoi...- Yuuda zaczął śmiać się w najlepsze.
-Czekaj...
Dlaczego chłopak taki jak ty rysuje yaoi?- popatrzyła Aruko prosto
w oczy, a ten zdawał się mówić „nie mam pojęcia, może chcę
się wam przypodobać?”
-Zrób
shojo~~.- powiedziała i tak rozwinął się temat o mangach, które
to mógłby tworzyć Aruko. A temat ten ciągnął się przez wiele
godzin, bo zarówno Arisa, jak i Yuuda dawali mu coraz to nowsze
pomysły, które zapisywał na kartce. W końcu wybiła godzina
17.00. Różowowłosa niechętnie pożegnała się i wróciła do
domu. Po drodze zwróciła uwagę na chłopaka o ognistych włosach i
czarnych końcówkach, z którym miała mieć później wiele
wspólnego.
Gdy
wróciła do domu i siadła w kuchni przy stole, była godzina 19.00.
Znów włóczyła się po mieście, tym razem bez niepotrzebnych
uczuć, zastanawiając się nad życiem.
-Mamo,
czy życie ma sens? - spytała, pijąc ciepłą czekoladę.
-Co
takiego? - Hei nawet nie udawała zaskoczonej; takie rozmowy były
między nimi naturalne.
-Pytam,
czy życie ma sens...
-A
jak sądzisz?
-Sądzę,
że nie.
-Więc
dlaczego żyjemy?
-Bo
mamy jakiś cel.
-Wiesz,
to bardzo zwięzła odpowiedź. Celem każdego człowieka jest
umrzeć, nie oszukujmy się.
-Tak.
I my możemy wybrać tylko to, co zrobimy przed śmiercią. Ale
wydaje mi się, że wybieramy to, co zostało zapisane w naszych
celach. Wiesz mamo, tak jakbyśmy rodzili się z podświadomie
wybranymi celami. I to wpływa na nasze decyzje przez całe życie.
Nie myślałaś o tym tak nigdy?
-Aż
tak nie... Ale to możliwe, choć nic nie jest wiadome. A czy ty
myślałaś kiedyś, że tego typu sprawy są dla ludzi za trudne do
zrozumienia?
-Myślałam.
I dlatego możemy tylko zastanawiać się, jak to jest. Pod
warunkiem, że chcemy się tego dowiedzieć. Możliwe, że wielu
ludzi wpadło na prawidłową odpowiedź, jednak o tym nie wie...
Życie jest trudne do zrozumienia.
-Nie
aż tak trudne, jak mogłoby się wydawać.
-Co
masz przez to na myśli, mamo?
-Zastanów
się sama.- kobieta uśmiechnęła się, rozkładając naczynia z
jedzeniem na stole.
Arisa
pogrążyła się w myślach.
-No,
no, no. Znowu mówisz mojej kochanej córusi, że ma gdybać „a
może jest tak, a może tak”? Naprawdę, to dla niej złe. Widzisz
przecież, jak się teraz zachowuje. -do kuchni wszedł Matthew i
przytulił najpierw żonę, później Arisę.- Córeczko no~. Weź
się uśmiechnij.
-Jeśli
uśmiechnę się, chociaż nie mam ochoty, to ten uśmiech będzie
sztuczny. I bezsensowny.
-No
to się rozchmurz, skarbie~.
-Skarbie
to sobie do żonki mów, a nie do mnie. Jestem twoją CÓRKĄ, a nie
KOCHANKĄ.
-No
wiesz co, Arisiu...
-Ile
razy mam powtarzać, żebyście nie mówili na mnie „Arisia”? Jak
chcecie coś ukałaiśniać, że tak powiem, to mówcie „Risa”.
-A
Risia?
-NIET!-
dziewczyna wstała odpychając od siebie ojca. Zmierzyła rodzinę
mroźnym spojrzeniem, po czym uśmiechnęła się.- A teraz jedzmy,
głodna jestem~.
Zasiedli
do stołu i zajęli się jedzeniem, rozmawiając przy tym na wiele
tematów i – jak to zazwyczaj – śmiejąc się. W końcu, kiedy
skończyli, Hei spojrzała na córkę poważnie i zapytała:
-Więc
dlaczego wróciłaś cała mokra z rozpuszczonymi włosami?
-No
dobra, czyli mnie to nie ominie.- Arisa nie wyglądała na
zadowoloną.- Więc, przez cały dzionek chodziłam jak zombie.
Później zwolniłam się już przed religią. I chodziłam trochę
po mieście, myśląc o wielu rzeczach. Zaczęło padać, czego nawet
nie zauważyłam, a w końcu się błysło, grzmotnęło i prawie
mnie drzewo zabiło, hehe.- zaczęła się śmiać.- I wtedy
zauważyłam, że zmierzam w stronę cmentarza, na którym Ako-onee
jest pochowana. Jakoś tak nie mogłam się zatrzymać. W
międzyczasie zawiało tak, że gumki do włosów mi pękły, tak, to
dziwne. Jak znalazłam się pod cmentarzem, to spanikowałam i prawie
mnie samochód przejechał. A później pobiegłam do domu. Cała
historia...
-Och,
kochanie... To naprawdę straszne.- Hei przytuliła córkę.
Popatrzyła na Matta z wyrzutem.- Dlatego nasze dziecko powinno było
zostać dzisiaj w domu.
-Tak,
rozumiem to już... Risa-chan, pójdź się umyć i spać, bo ten
dzień pewnie był dla ciebie trudny. I przepraszam...
-W
porządku, więc dobranoc.
Dziewczyna
poszła wziąć szybki prysznic, po czym położyła się na swoim
łóżku.
„Co
będzie z Akirą-chan?” zastanawiała się.
„Jak
dużo czasu jej jeszcze zostało?
„Życie
jest trudne, naprawdę.”
„Dlaczego
cię nie rozumiem, mamo?”



