czwartek, 19 czerwca 2014

Carpe Diem - "Taka biba" cz.2

Dobry~, dawno mnie tutaj nie było, ale wreszcie powracam. Ciąg dalszy opowiadania -> ♔♥♔
Początkowo chciałam zamieścić cały koniec w tej części, jednak uznałam, że jeszcze to trochę pozmieniam i będą 3 fragmenty.
Jak zwykle też, muzyka, by lepiej się wczuć w sytuację.
Martin Garrix - Live
Zapraszam do czytania~!

Około godziny 19.00 wyszli z domu Arihyoshi. Pogoda wciąż dopisywała i nic nie wskazywało na to, że mogłaby się zepsuć. Powoli się ściemniało.
-Jedziemy, czy idziemy na piechotę?- spytał Yuuda.
-Ja bym się przeszła, ale nie wiem, jak wy.- odparła Arisa.
Po chwili każdy zgodził się na spokojny spacer. Po drodze Hana i Katsumi ciągle prosiły przyjaciółkę, by poprawiła sobie bluzkę. Ta jednak nie zwracała na to uwagi i szła dalej, pozwalając jakimś mężczyznom patrzyć się na siebie. Dobrze wiedziała, w jakim stanie najprawdopodobniej wróci do domu i jak po drodze narozrabia.
Hana czuła się dziwnie. Coś w środku nie pozwalało jej teraz bawić się tak, jak przyjaciółki. Nie mogła pojąć, jak można urządzać imprezę w sierocińcu, ale… Ale jeśli Arisa chodziła przez ten czas właśnie do domu dziecka, Mitsuzawa chyba powinna ją przeprosić. Jednak jak miała ją przeprosić, jeśli należała do grupy większości ludzi, tych, którzy nie potrafią przyznać się do błędu? Zresztą, Arihyoshi nie wyglądała na przejętą. Wydawałoby się wręcz, że nie chce o tym rozmawiać. I rzeczywiście tak było. W końcu fioletowowłosa postanowiła zapomnieć o sprawie i bawić się z resztą, ale nie pić, tak, jak przyjaciółki. Zdawała sobie sprawę z tego, że dziewczyny z chęcią zasmakują napojów grzechu. „Tym bardziej, jeśli będzie Ann i Eriko.” pomyślała.
W końcu po blisko godzinie łażenia skrótami dotarli do olbrzymiego i zadbanego domu dziecka. Zarówno Mitsuzawa, jak i Milllier musiały przyznać, że rzeczywiście – był to dobrze usytuowany, bogaty i odpowiedni budynek. W pierwszej chwili nic nie wskazywało na to, że może się w nim odbywać jakaś impreza. Jednak odbywała się, rzeczywiście.
-Ohoho~, już się rozkręcili~. -zauważyła Arisa.
-Co?
-No mówię, że się rozkręcili. Nie słyszycie?
Dziewczyny zaczęły dokładniej się wsłuchiwać, po chwili dopiero nieprzenikniona cisza ustąpiła. Usłyszały delikatny bas dochodzący z prawego skrzydła budynku. Odwróciły się w jego stronę, a z najdalszych okien dało się widzieć przebłyski kolorowych świateł (jedynie z tych otwartych okien, bo wszystkie miały przyciemniane szyby i pozasłaniane były czarnymi roletami).
-Huhuhu~, już się jaram~! -Arisa podskoczyła klaszcząc w dłonie.- Na co jeszcze czekamy~?
-Nie, na nic... Dobra panie, gotowe na ostrą zabawę?- zapytał Yuuda.
Katsumi pisnęła na tak, jednak Hana stała średnio przekonana. Początkowo pomysł imprezy był świetny, jednak słysząc muzykę z tak daleka trochę się zniechęciła. Będzie tam strasznie głośno i pewnie też ciemno- jeśli tylko kolorowe lampeczki i stroboskopy zgasną. Nie podobało jej się to. Zwłaszcza po tym, jak Aruko powiedział o alkoholu, narkotykach, rozbieraniu się i „wielu więcej”. W końcu jednak przemogła się.
-Raz kozie śmierć, ale ja nie piję.- powiedziała i podbiegła w stronę idących już przyjaciół.
-Taaa, „nie piję”...- Arisa zaśmiała się.


Weszli do sierocińca i skręcili w prawe skrzydło. Droga wydawała się być strasznie długa, dopóki nie zauważyli neonów na korytarzu. Co jakiś czas spotykali ludzi w różnych strojach i o różnym wyglądzie, różnej maści i płci. Każdy grzecznie się witał. „Najwidoczniej jeszcze się do końca nie rozkręcili, ale cóż, mają na to całą noc~” przeszło Arisie przez myśl. Nastolatka zastanawiała się, kiedy tak naprawdę zaczęła się zabawa i ile ludzi przyszło.
Muzyka stawała się coraz głośniejsza, a upragnione wejście znajdowało się coraz bliżej. Radosna wcześniej Arihyoshi, teraz szła całkowicie spokojna i pewna siebie. Na jej twarzy zagościł zadziorny uśmiech. Jej kroki stały się pełne gracji i seksapilu. Ominąwszy próg wejścia, zarzuciła włosami. Nie przeszkadzała jej bardzo głośna muzyka. Miała przecież czas, by się przyzwyczaić. To nie była jej pierwsza taka impreza. „Bywało gorzej” pomyślała. Wyminęła kilka osób i ukradkiem podeszła do baru.
-Konbanwa, Yuu-chan. - Przywitała się z barmanem. Młody chłopak, piętnastoletni, uśmiechnął się. Wyjął jeden kieliszek i odwrócił się w stronę butelek z alkoholem. Wybrał dwie z alkoholem i trzy z kolorowymi likierami. Zaczął je odpowiednio mieszać.
-Od razu dodatkowe dwa, dla przyjaciółek~.
-No to już się robi. Kaoru~~, pomóż mi!
Za blat wszedł drugi nastolatek i zaczął przygotowywać drinki.
Katsumi i Hana podeszły do barku dopiero po chwili. Mniej je zdziwiła głośność muzyki, niż wszystko inne. Aruko tłumacząc, jak wyglądają te imprezy, mówił szczerą prawdę.
Początkowo ujrzały tylko masę kolorowych świateł w ciepłych odcieniach, później dopiero ludzi. Zarówno tych poubieranych jak i tych, którzy zaczęli się rozkręcać, a co za tym idzie- rozbierać. Osób było naprawdę dużo, trudno byłoby ich zliczyć. Na parkiecie roiło się od młodych Amerykanek i Amerykanów. Gdzieniegdzie tylko można było zobaczyć jakiegoś Azjatę, czy też „typowego” Anglika i Europejczyka.
Niesamowite... Rzeczywiście, inaczej niż na imprezach...” pomyślała Hana. Spojrzała na Katsumi, która wskazała jej ręką kilka postaci. Udało jej się w tym tłumie wypatrzeć chłopaków, których wyminęły kilka godzin wcześniej i których Arisa nieco speszyła. Zastanawiała się nawet, czy nie podejść i zagadać, jednak zrezygnowała z tego powodu. Może później nadarzy się jeszcze okazja. Teraz lepiej będzie posiedzieć z dziewczynami, tym bardziej, że Arisa może niedługo zacząć nieźle imprezować.
Dziewczyny zajęły miejsca przy barze.
-No siema laski.- usłyszały za sobą znajomy głos. Odwróciły się w stronę dziewczyny o rudych, wręcz ognisto-czerwonych włosach. Eriko uśmiechała się radośnie, pokazując swoje śnieżnobiałe uzębienie. Po jej wzroku dało się poznać, że jest już lekko wcięta.
-Co tam u was?- zapytała, przytulając każdą z dziewczyn.
-A, jakoś leci.- odparła Katsumi, nie pewna co powiedzieć.
-Jest po prostu świetnie~.- na twarzy różowowłosej zagościł uśmiech, gdy tylko zobaczyła Eriko, a za nią Ann z jej przyjaciółką. Gwałtownie wstała i rzuciła się na siostrę.- Ann-chan~!
-Arisa~, nie strasz mnie tak więcej, głuptasku.- Ann pogłaskała młodszą (choć wyższą od siebie) po głowie.

Ann Staley była siostrą cioteczną Arisy, sześć lat starszą od różowowłosej, przybraną, bo od strony Matthew'a. Od młodszych lat interesowała się Japonią i azjatyckimi stylami (przez to, że w dzieciństwie oglądała „Czarodziejkę z Księżyca”), więc gdy dowiedziała się, że będzie mieć „siostrzyczkę” Azjatkę, bardzo się ucieszyła. We wczesnym dzieciństwie przefarbowała włosy na niebieski i pozostała przy tym kolorze mówiąc, że dzięki temu czuje się sobą. Jej włosy sięgały do pośladków, przez co nosiła dwa wysokie kucyki. Naturalnym kolorem jej oczu był turkus, jednak często zakładała czarne soczewki. Pomimo wszystko z wyglądu bardziej przypominała chłopca, niż dziewczynę. Była miłą, pełną energii dziewczyną, bardzo optymistyczną. Czasami zdarzało się jej mówić z sarkazmem, jednak było to naprawdę czasami. Lubiła zakładać spódnice, jednak lepiej czuła się w spodniach. I tak też była ubrana teraz: miała na sobie buty na wysokim obcasie, mającym około piętnaście centymetrów, dżinsowe poprzecierane rurki i luźną tunikę z flagą Wielkiej Brytanii.
Obok niej stała Emily Jonhson, rok młodsza od Ann blondynka. Jej włosy sięgały do ramion, oczy miała w niesamowitym kolorze, bo fioletowe. Na jej słodkich, rumianych ustach zawsze gościł uśmiech; nie miała się czym przejmować w życiu. Pracę miała wymarzoną (w tak młodym wieku była już nauczycielką klas podstawowych z w-fu), a w rodzinie nigdy żadnych problemów nie było. Zawsze chętnie pomagała innym, nigdy nie przeszła obok kogokolwiek obojętnie, jednak była przez to odrobinę naiwna. Śmiało dawała pieniądze potrzebującym, nawet jeśli jej zarobki nie były znowu jakieś imponujące, a potrzebujący jedynie udawali. Nosiła zarówno sukienki, jak i spodnie, byleby były w delikatnych, kwiatowych wzorach. Lubiła każdą dyscyplinę sportu, ale najbardziej koszykówkę (co swoją drogą pozwoliło jej na dobre dogadywanie się z Arisą). Na imprezę założyła żółtą koronkową mini, czerwone botki i niebieski sweter w białe koła, spod którego widać było grube ramiączka czerwonego podkoszulka. Na głowie zawiązała sobie kokardę w czerwono-białe paski.
Ann i Emily były lesbijkami, były parą. Niewiele osób o tym wiedziało. Prawdę powiedziawszy jedynie Arisa, a od dwudziestu minut też Eriko. Bały się powiedzieć o tym większej ilości osób, w końcu homoseksualizm nie jest czymś do końca „normalnym”, choć Arisa przekonywała je, że nie ma się czego bać.

Różowowłosa odkleiła się od swojej siostry i przywitała się z Emily, dopiero później z Eriko. Na szczęście rudowłosej wcale to nie przeszkadzało. Znowu siadła przy barze, wzięła napój przygotowany przez Yuukiego i powoli delektowała się jego smakiem. Chłopak przygotował takie same drinki pozostałym dziewczynom, jednak nieco lżejsze, nie wiedząc, jak wytrzymałe są. Później zrobił drinka innej osobie, a gdy nikogo więcej nie było, postanowił poobserwować otoczenie. Przypomniał sobie pierwszą taką imprezę, na której czuł się dość dziwnie. Teraz jednak był już przyzwyczajony. Zwrócił szczególną uwagę na kręcących się przy scenie dwóch mężczyzn; jeden miał długie, niebieskie włosy i był Chińczykiem, drugi zaś wyglądał na Koreańczyka. I to nie byle jakiego Koreańczyka, bo był on modelem. Tyle przynajmniej pamiętał o tych ludziach Yuuki. Próbował przypomnieć sobie coś jeszcze, przez co zamyślił się na dobre. Stał bez ruchu kilka minut, aż Kaoru (swoją drogą Koreańczyk z Japońskim imieniem) wyrwał go z tego transu. Podszedł do blondyna od tyłu i złapał go w pasie.
-Nad czym tak myślisz?- wyszeptał pytanie wprost do jego ucha. Nie potrzebował odpowiedzi, wystarczyło, że spojrzał w stronę, w którą patrzył jego przyjaciel. Uśmiechnął się zadziornie i zaczął szeptać Yuukiemu do ucha jakieś słowa.
Katsumi uśmiechnęła się do Arisy pytająco. Tamta oddała uśmiech.
-Ależ oczywiście, Katsumi-cchi. Nie musisz nikogo pytać, by zauważyć.
-No tak, masz rację.
-Ach, właśnie! Ann, Emily, jak idą wasze sprawy? No wiecie, powiedziałyście już komuś, że jesteście parą, czy nie?
-Arisa!- Ann krzyknęła, a Emily cała poczerwieniała.
-O, więc miałam rację.- Hana uśmiechnęła się.- Katsumi, jesteś mi winna kasę.
-Tak, tak, wiem to przecież. Chcesz teraz, czy później?
-Może lepiej później.
-Ok~.- Katsumi spojrzała na błękitnowłosą.- Ann no nie patrz tak, dało się domyślić, chociaż ja obstawiałam raczej, że jesteś bi. Wiesz, oceniasz wiele dziewczyn, ale zdarza ci się też męskie klaty, nie? Więc ja obstawiałam, że jesteś bi, Hana, że les.
-Obstawiałyście... JAKIEJ JESTEM ORIENTACJI?!- turkusowooka nie dowierzała.
-Wiesz...- wtrąciła się Arisa, która przez chwilę zagapiła się na Koreańskiego modela. Mężczyzna zdążył już podejść do baru i zamówić sobie mojito.- Przynajmniej nie oceniały twojej orientacji w terenie, a wiesz jaka ona jest.
-No tak...
-A właśnie. Gdzie poszli ci dwaj bracia?
Nastolatki zaczęły się rozglądać, jednak nigdzie nie mogły ich dojrzeć. Zastanawiały się chwilę, gdzie też mogli się podziać Aruko i Yuda. Po jakimś czasie uznały, że raczej poszli do pokoju. Arisa poprosiła Hanę, by do nich zajrzała. Podała jej dokładną drogę i wysłała dziewczynę do ich pokoju. Uznała, że tak będzie lepiej. Jej przyjaciółka mogłaby nie czuć się zbyt dobrze, kiedy impreza rozkręci się na dobre. Zabawy, jakie wymyślali organizatorzy z czasem zaczęły być coraz ciekawsze, ale razem z tym wymagało to coraz więcej rozbierania, a i o ochotników czasem było trudno. Wtedy wybierali z tłumu. Jeśli trafiliby na Hanę, dziewczyna mogłaby naprawdę nie poczuć się zbyt komfortowo.
Po wyjściu Hany, Katsumi i Arisa poszły na parkiet trochę potańczyć. Eriko za to rozpoczęła łowy, co oznaczało szukanie idealnego dla siebie faceta. Zagadała najpierw do jednego, później do drugiego i do następnych. Żaden nie był w jej typie, a jeśli już – był zajęty przez kogoś innego. W końcu, po bezowocnych poszukiwaniach wróciła do baru i usiadła, załamana. Poprosiła Yuukiego o Singapore Sling, które wypiła jednym łykiem. Właśnie wtedy podszedł do niej Koreańczyk.
-Hej...- zaczął, jednak szybko mu przerwała.
-Niech zgadnę. Chodzi o tę różową, nie? W końcu to ona tutaj jest uroczą Azjatką, modelką i ulzzangiem.
-Serio jest Azjatką? O tym nie wiedziałem.
-Nie? To dziwne, praktycznie wszyscy ją tutaj znają i o tym mówią. Na dodatek to modelka, więc wiesz...
-No tak, to akurat mnie nie obchodziło. Ale nie będę wprowadzał cię w błąd, rzeczywiście chodzi o nią.
-Idzie się domyślić.
-Z jakiegoś powodu przykuła mój wzrok, nie chcesz mi może czegoś o niej powiedzieć?
-Cóż... Nie, sam jej popytaj. Ja mogę ją co najwyżej tutaj zawołać. Ale jeśli oczekujesz czegoś więcej, niż rozmowy, musisz ją nieźle spić.
-Serio mogłabyś? Będę ci naprawdę wdzięczny~!
-No dobra...
Rudowłosa podniosła się bez zastanowienia, wypiła kolejnego drinka, którego wcześniej zamówiła i ruszyła chwiejnym krokiem na parkiet. Po chwili przeciskania się pomiędzy ludźmi, co w jej stanie nie było takie łatwe, dotarła do przyjaciółek. Powiedziała im o co chodzi i posłała Arisę w stronę modela. Katsumi za to wzięła pod rękę i ledwo mówiąc „chożmy, jeżdże zie nie po...poałam”, zaciągnęła ją w stronę chłopaków, których wcześniej mijały jej przyjaciółki. Niestety, tuż przed nimi potknęła się i upadła prosto na twarz. Katsumi zaczęła podnosić przyjaciółkę, uśmiechając się głupio w stronę chłopaków, którzy patrzyli się jak na dwie mało inteligentne osóbki.
-Przepraszam za nią. Troszkę ją już wzięło, więc...
-Widzimy. Nawet bardziej niż troszkę. Ale cóż... Trudno. Jestem Josh. To jest Edward, Mike i Aidan. - przedstawił się blondyn, po czym wskazywał na kolejnych mężczyzn. - A panienki to?
-Jestem Katsumi, ta tutaj to Eriko.
-Miło poznać.
-Mie rownie..eeeeeeeeesz. - odezwała się Eriko, której wreszcie udało się podnieść. - Wienc? Od jakkiego czazu wol... wolon... tarararara?
-Wolontariusze? Od kilku miesięcy, więc trochę nas zdziwiła taka impreza. W takim miejscu...- odezwał się Aidan.
-Jeżże zie przyyczaidzie. To jaaaaaak, który chentny do dęzienia? No dawajta bejbe, może nie jestę taa dziunia jak Arisa, ale też mam to zoś. - Eriko uśmiechała się jak głupia, opierając się o Katsumi.
-A ustaniesz? - zapytał rozbawiony Mike.
-Ożywiźzie! - czerwonowłosa odeszła od Katsumi i przeszła dwa kroki, po których poplątały jej się nogi i potknęła się po raz kolejny. Wpadła na Mike'a, który złapał ją w mocnym uścisku. Zbyt zdziwiona nie poruszyła się.
-Na pewno możesz tańczyć? - blondyn zaśmiał się.
Nie odpowiedziała.
-Oy, Eriko, żyjesz?
Nastolatka spojrzała się na chłopaka. Był z dziesięć centymetrów wyższy i miał śliczne, błękitne oczy. Wpatrywała się w nie przez chwilę, aż odrobinkę przetrzeźwiała.
-Wiesz, taniec chwilowo odpada, skoro ledwo stoisz na nogach. A taka śliczna tap madl z ciebie, pewnie nieźle wywijasz na parkiecie... Może chcesz wyjść na zewnątrz trochę się przewietrzyć?
-Ymm... - Eriko odpowiedziała dość inteligentnie, spuszczając głowę. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce, na sto procent związane z komplementem, jaki dostała. Tak naprawdę nie sądziła, że spotka kogoś, kto chociażby powiedziałby jej komplement. A Mike? Cóż, znała go już wcześniej. Widziała w niejednym magazynie o modzie. Był wschodzącym modelem. W jej klasie każda dziewczyna wiedziała, kim jest i marzyła o tym, by zostać jego dziewczyną.
-Dobra, chodź. - chłopak wziął dziewczynę pod ramię i ruszył w stronę wyjścia.



Hana stała pod drzwiami jedynego pokoju w najdalszym i najciemniejszym korytarzu lewego skrzydła sierocińca. Zastanawiała się, dlaczego przyjaciółka poradziła jej nie spędzać czasu z resztą znajomych, a odejść daleko od imprezy. „No nic. Może oni mi to wytłumaczą.” pomyślała, po czym bez zastanowienia otworzyła drzwi i weszła. Widok, który zobaczyła nie mało ją zaszokował.

------
I na tym dziś zakończymy. Do zobaczenia niebawem! ヽ(*≧ω≦)ノ

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rozdział 5 ,,Rozpraszasz mnie"


Rozdział 5

   
     Po zaparkowaniu auta, zabrania toreb z bagażnika i zapłaceniu za nas obie wejściówki, mogłyśmy spokojnie wejść. Hana od razu przystanęła, chyba z szoku, jaki mógł wywołać wygląd klubu, natomiast ja pokiwałam z uznaniem głową. Pomieszczenie zawsze to było nieskazitelnie czyste oraz komfortowe. Utrzymane w czerni, jak sama nazwa wskazuje oraz rysunkach, zdjęciach aniołów, czy tam jeszcze czegoś w kształcie piór. Miejsca siedzące zajmowały większą część klubu. Czarne kanapy przy ścianach były skórzane, w kształcie litery U, a po środku znajdowały się marmurowe stoliki w kolorze grafitu.  Trochę dalej był parkiet do tańczenia oraz bar podświetlony różnokolorowymi światłami. Oczywiście w nim nie mogło zabraknąć alkoholu. Następnie przy parkiecie stała scena, już przygotowana na wejście zespołu.
    Jedynie czego tu nie było to ludzi i zespołu, ani obsługi. Przeszłam dalej, rozglądając się na około. Nikogo nie było. Skierowałam się do łazienek w głąb korytarza, pociągając za sobą Hane, która nieustannie rozglądała się po pomieszczeniu.
  Popchnęłam drzwi łazienki damskiej. Pomieszczenie utrzymane było w kolorze ciemnego granatu i srebra. Torby położyłam na małym, ciemno-niebieskim, marmurowym parapecie prawie o takiej barwie jak moje włosy. Rozsunęłam suwak, wyjmując rzeczy poczynając od dwóch parach butów, ubrań, kończąc na kosmetykach i dodatkach. Zapraszająco pokazałam fioletowo-włosej stosik rzeczy, które wyjęłam. Popatrzyła na mnie na wpół zdziwiona, na wpół z powątpiewaniem.
- Eh... Katsumi ?...T-to po co ?
- Jak to po co ? Musimy się przebrać, bo będziemy odstawać od reszty. To jest Kwiatuchu, bar dla mrocznych i niebezpiecznych.... Przynajmniej tak mówią~ - uśmiechnęłam się szeroko. Nie dodałam, że sama widziałam tutejsze zabawy, w tym klubie, gdy jeździłam z Even'em. Hana, oczywiście mnie przejrzała na wylot, ale nie odezwała się. Rozpoczęła przeszukiwać stertę ubrań, aż w pewnym momencie schowała za plecy ciemne "coś" bym nie zauważyła. Uciekła do kabiny, a ja próbowałam stłumić chichot, który groził wybuchem. By oderwać uwagę od płochliwości przyjaciółki, nałożyłam trochę błyszczyku i tuszu do rzęs, po czym założyłam czarne botki na wysokim obcasie. Włosy rozpuściłam i kilka razy przeczesałam szczotką. Gdy już stwierdziłam, że jestem gotowa, mogłam się zająć Haną. Delikatnie zapukałam w drzwi, które zaraz się otworzyły. Z kabiny wyszła Hana, zaczerwieniona jak truskawka, z ciemno-fioletową sukienką na sobie. Góra wyglądała, jak gorset z przewiązanymi wstążkami na plecach, które podtrzymywały biust i kończącymi się na przodzie talii. Stój dekorowały również białe falbanki od ukończenia bluzki na górze do spódniczki. Z pod spódniczki wystawały podwiązki przyczepione do białych zakolanówek. Zlustrowałam ją jeszcze raz, po czym pokiwałam głową w aprobacie.



-No no, Mon goût me surprend* ~! Jednak wydaje mi się, że potrzebne Ci kilka drobiazgów i.... buty. - odwróciłam się do blatu przeszukując rzeczy na blacie.- Drobiazgów ? Jakich drobiazgów ? - zapytała niepewnie Hana, nie odwracając ode mnie wzroku.
- Spokojnie, kwiatuchu, spokojnie...Hm... O! Jest, znalazłam ! - wzięłam parę czerwonych butków na wysokim obcasie oraz kilka dodatków, które podałam przyjaciółce. - Proszę, załóż to na siebie, a ja w tym czasie się sama ubiorę - powiedziałam, wziąwszy ubrania, a potem wślizgując się do kabiny.

Szybko się przebrałam w sukienkę od braciszka, czarne podwiązki  i czarne szpilki. Zajęło mi może z pięć minut gdy wyszłam. Popatrzyłam na siebie krytycznie. Podkreślone atuty przez obcisły materiał sukienki, czerwone soczewki i włosy rozpuszczone w lekkim nieładzie. Uśmiechnęłam się do siebie, nie mogąc uwierzyć, że zakładając kilka ciuszków wygląda się dość... seksownie. Arisa-chan zawsze to powtarza, ale w zwyczaju to ignorowałam...
- Kasu~~! Mówię coś do ciebie ! - krzyknęła Hana, rozpraszając mnie.
-Hm... Słucham ?
- Spytałam się, czy nie powinno być więcej ludzi...- spojrzałam na nią, nie wiedząc za bardzo o co jej chodzi. - Nie patrz tak na mnie..! Po prostu pomyślałam, że jak jest to popularne miejsce to czy nie powinno być tu więcej niebezpiecznego...społeczeństwa...
Niepewność Hany i niepokój malujący się na jej słodkiej twarzyczce, doprowadziły do mojego niekontrolowanego śmiechu.
- Rozumiem twoje obawy, ale nie masz się czym przejmować. Dziś ten lokal jest zamknięty dla tych "niebezpiecznych", więc możesz się spokojnie bawić. Poprzedzając twoje pytanie. Musisz nosić w tym lokalu taki strój. To taki ich warunek. - Na koniec uśmiechnęłam się pokrzepiająco. Fioletowo-włosa choć odważna to jednak jej wątpliwości dawały się we znaki w miejscach jej nie znanych. Widać było, że będę musiała na nią uważać, ale to nie pierwszy raz.
 Odetchnęłam głęboko, po czym wrzuciłam do toreb porozrzucane rzeczy. Założyłam je na ramie, a drugą ręką pociągnęłam Hanę za sobą. Torby zostawiłam u ochroniarza i przy okazji dopytałam się o występ. Za dużo nie wiedział. Jednak był miły wspomnieć, byśmy skierowały się w stronę holu, znajdującego się zaraz za barem. Tam miały być drzwi z napisem STAR. Podziękowałam grzecznie i szybciutko przeprowadziłam nas przez puste pomieszczenie do interesujących drzwi. Sapnęłam ciężko, modląc się w duchu bym nie musiała znowu gdzieś łazić. Zapukałam z grzeczności trzy razy, po usłyszawszy głośne ,,proszę", przynajmniej pięciu ludzi (z tego co zdołałam policzyć) weszłam pewnie za drzwi. Nie zdążyłam nawet rozejrzeć się po pokoju, bo różowe włosy Arisy przysłoniły mi widok. Przytuliła mnie mocno, ucałowałyśmy się, a potem to samo robiąc z Haną, która już stała obok mnie. Gdy ją puściła, odstąpiła od nas kilka kroków.
- Ohayo~~! - powitała nas swoim słodkim głosem.
- Witamy -odpowiedziałam zwięźle i uśmiechnęłam się do niej, nie zważając na resztę. Dopiero teraz przyjrzałam się jej dokładnie jak wyglądała. Moja przyjaciółka była ubrana w zwykłą bluzkę w kolorze bladego różu, czarną spódnice z paskiem ozdabianym ćwiekami i  turkusowymi legginsami. Jak zawsze kolorowa - uśmiechnęłam się w duchu. Jedynie, co odbiegało od jej codziennego image to biżuteria. Na małżowinach było pełno małych kolczyków, na prawym nadgarstku i trochę powyżej miała czarne bransoletki z ćwiekami, z czachom, itp. Zwieńczeniem całości były pierścionki na lewej dłoni.



- Oki, to ja wam dziewczęta przedstawię gwiazdy dzisiejszego wieczorku. - powiedziała Arisa. Pokazywała dłonią na daną osobę, mówiąc jej imię. - Akira, Hikaru, Kiba, Isshin.
 Dziewczynka, siedząca po prawej stronie na kanapie, o zielonych włosach i oczach,miała  blada cerę, ale jej uśmiech był jak promyczek, który przyciąga uwagę. Obok niej siedział Hikaru, najwyraźniej brat, co można było zauważyć, po podobnych rysach twarzy i barwie włosów. Następnie był Kiba o niebieskich włosach i oczach, potem Isshin z czerwoną czupryną w nieładzie i spojrzeniu mówiącym ,,Nie podchodź".  Każdy z osobna miał inny ubiór, trochę dziwne jak na grupę, ale nie bardzo to przykuwało uwagę. Bardziej, znaczenie ich imion. Światło, Jeździec, Serce. Choć muszę niechętnie przyznać, że znaczenie mojego imienia nie jest lepsze... ( Katsumi znaczy zwyciężać, przezwyciężać oraz piękno )
                                                       

1                                                     
                                                                                                       
2                               3
      1  Kiba ( zn. pol. Jeździec)                        
 2 Isshin ( zn. Serce )                
3  Hikaru (zn. Światło )



- Miło mi poznać. Mam na imię Katsumi, a to nasza przyjaciółka Hana. - powiedziałam, już z olśniewającym uśmiechem, po którym chłopcy zamrugali równocześnie. Może coś złego zrobiłam, czy co...Hm...
- Nie, Kasumcia ! Nie myśl teraz tylko ruszaj na zabawę. Musisz się trochę wyluzować. Carpe Diem ~~ - zawołała Arisa radośnie. Miałam złe przeczucia.
-Tak jak ostatnio, kochanie ? Tylko straciłam cię z oczu, by potem znaleźć ciebie omdlałą i upojoną alkoholem, trzymaną w ramionach przez wolontariusza.  Jasne, że mogę cię zostawić samą. - powiedziałam z sarkazmem. 

- Ki z tym~~ Iks de ~! -   zawołała wesoło z uśmiechem, ale z jej oczu nie dało się nic wyczytać.
- Ufam ci, kobieto. Po prostu martwię się o ciebie i dlatego...
- Sztywniaczka - mruknął Isshin, po czym nastała uciążliwa cisza.
 Hana pisnęła, Arisa zrobiła przysłowiowy faceplam, a ja odwróciłam się do niego z uśmiechem mściciela i beznamiętnym spojrzeniem. Pewnie większość się dziwi, że wkurzam się na takie proste słowo, ale ono jest ze mną od dziecka. Każdy mówi tak, bo nie wie za wiele o mnie. Dlatego też, jak tu się sprowadzaliśmy wzięłam nazwisko mamy, by nie rozpoznali.
-Coś ty powiedział ? - powiedziałam z zwodniczym uśmiechem. Przysunęłam się do niego, wpatrując się w niego intensywnie. Zauważył to, bo się wyprostował i patrzył we mnie zdziwionym wzrokiem. Stanęłam nad nim, złapałam go za skórzaną kurtkę i podniosłam do góry by stanął, a potem pociągnęłam w dół by się schylił się do mnie. Był wyższy i mógłby z łatwością mnie odepchnąć, ale ja też miałam siłę. Uśmiechnęłam się w duchu, że te zajęcia na siłowni jednak się przydają..
- Posłuchaj, mon coeur...  Jeśli myślisz, że możesz mówić o mnie co chcesz, nie poznając mnie najpierw, to lepiej uważaj na swoją śliczną buźkę, bo może się zmienić w niedługim czasie.- uśmiechnęłam się promiennie, a potem cmoknęłam go w policzek, poklepałam miejsce gdzie go trzymała i się odsunęłam.
- Dlaczego mnie pocałowałaś ? - zapytał oniemiały. Już nie wyglądał na znudzonego. O nie !
- W moich stronach, na powitanie całuje się w policzek - mrugnęłam. Podeszłam do Kiby, Hikaru i Akiry, całując ich w policzki. Oni przyjęli to z uśmiechami.
- Mógłbym się do tego przyzwyczaić - powiedział Kiba, patrząc po pokoju. Wszyscy się roześmialiśmy, oprócz Isshin, który zachmurzoną miną siedział w fotelu.


Po godzinie bar zaczął się zapełniać, inne zespoły, a dokładnie dwa, przyjechały, a pracownicy już byli na swoich miejscach.  Chłopaki czekali, aż ich zapowiedzą, a Arisa i Hana wraz z Akirą już nie mogły się doczekać ich występu. Ludzie na parkiecie byli ubranie na czarno, tak jak myślałam, ale z uśmiechami na twarzach.Na scenę wszedł właściciel klubu patrząc swoimi nienaturalnymi zielonymi oczami beznamiętnie na ludzi. Jego sama obecność, uciszyła wszystkich w budynku, że tylko słychać było jego kroki. Cała jego postać emanowała obojętnością i niebezpieczeństwem. Mężczyzna miał długie do ramion granatowe włosy, wąską, arystokratyczną twarz, która jednocześnie była nad wyraz przystojna. Na uchu miał kolczyki, które połyskiwały w sztucznym świetle. Miał na sobie ubranie podobne do zbroi, ale materiał przypominała skórę Najdziwniejsze było to, że na jednym ramieniu zakończeniem ubioru były pióra, a na drugim prawdziwego, dużego kruka. Przez chwilę byłam oczarowana i poczułam strach, ale potem zdusiłam chichot na moje dziwne określenie jego wyglądu. Był po prostu uroczy, aż chciałam się do niego przytulić.


                            

Po chwili przemówił niskim, głębokim tonem, który wysłał ciarki po moich plecach. Mogę się założyć, że nie tylko ja miałam taką reakcję.
- Witam wszystkich. Jestem właścicielem tego klubu, w którym jesteście. Zapewniam was, że tu nie znajdziecie nic spokojnego, więc ci co mają słabe nerwy proszę o opuszczenie lokalu. - Arogant, pomyślałam. Zrobił pauzę, a następnie zniżył głos do zmysłowego. - A dla tych, których są chętni wrażeń, zapraszam na ciemną stronę.... Dziękuję wszystkim za uwagę i za przybycie.  Teraz wystąpią... - spojrzał na chłopakach i kiwną głową na nich, a potem przesuną wzrok prosto na mnie i coś się zmieniło. Jego oczy zalśniły, ale zaraz odwrócił wzrok do widowni. - Distract me* ! (*Rozpraszasz mnie) - Zszedł ze sceny i zaczął iść w moim kierunku. Nie odczułam paniki, ale jakiś niepokój. Nie wiadomo jaki to facet, a wyglądał na niebezpiecznego.
 Stałam spokojnie, w zrelaksowanej pozie. Uśmiechnęłam się, na myśl, co by powiedziała moja mama gdyby mnie teraz zobaczyła. Zwróciłam wzrok znów w jego stronę i stwierdziłam, że już nie idzie, ale stoi obok mnie, uśmiechając się lekko.
- Witam w moim klubie, piękna pani. Nazywam się Tenebris Mansons. A ty, moja pani ?- zapytał uwodzicielskim tonem, podając swoją dłoń. Spojrzałam na niego powątpiewająco , ale położyłam swoją dłoń na jego, a on pocałował moje knykcie, lekko się kłaniając.
- Jestem Katsumi Molière-Bonnet, proszę pana.- Mów mi po imieniu, kochanie.
- Nie jestem kochanie...Tenebrisie. Możesz mi mówić Kas - powiedziałam surowym tonem. Nie umie wymyślić nic oryginalnego ? I gdzie się podział ten oziębły człowiek ze sceny ?
- Ostra z ciebie różyczka. Jaki mnie zaszczyt spotkał, że tu przyszłaś ?
- Do czego zmierzasz ?
- Bystra jesteś. Zapraszam do mojego biura, Katsumi. - wskazał korytarz ręką. Hę ? Ja mam iść, sama, z mężczyzną do jego biura ? - Nie bój się. Chodź...
- Nie, dziękuję postoję. Może pan mi to powiedzieć tu i teraz.
- Robisz za dużo kłopotu, księżniczko.-  powiedziawszy to wziął mnie na ręce tak bym nie mogła uciec i szybko przeszedł korytarzem do końca, gdzie znajdowały się podwójne drzwi. Nacisnął guzik i jak się okazała była to winda. Wszedł naciskając numer drugi i winda pojechała do góry. Zaczęłam się bardziej szamotać, ale on mnie nie wypuścił tylko zacieśnił ucisk. Drzwi się otworzyły i od razu byliśmy w pomieszczeniu, które wyglądało jak apartament z gabinetem. Opuścił mnie i podszedł do blatu biurka by na nim usiądź. Uśmiechnął się do mnie szeroko, a jego oczy lśniły blaskiem, którego ostatnio dawno nie widziałam. Przypominał mi kogoś, ale nie mogłam sobie przypomnieć. Za to wróciła złość.
- Que voulez-vous de moi ? Je ne comprends pas votre mauvais comportement, mais ne veux pas le retrouver ! (Co chcesz ode mnie ? Nie rozumiem twojego niekulturalnego zachowania, ale nie chcę by się to powtórzyło !) -powiedziałam, nie zwracając uwagi, że mówię w ojczystym języku. Od dłuższego czasu nie mówiłam w swoim ojczystym języku, bo ludzi mieli dziwne reakcje.
- Spokojnie, mała. Nie wiem, co do mnie mówisz, Camille - powiedział rozbawionym głosem, a ja stanęłam dęba. Tylko dwie osoby znały moje drugie imię, oprócz rodziców i rodzeństwa. Ale nie mogłam uwierzyć, że zdradziły mu mój sekret. Chyba, że ...Nie to niemożliwe ! A może....
- Ten ? - zapytałam niepewna i pełna nadziei.
- Tak, mała, to ja Ten, któremu przetrzepałaś tyły kiedy miałaś dwanaście lat. - uśmiechnął się. Odwzajemniłam jego uśmiech. Podbiegłam do niego rzucając się, całując go dwa razy w jeden i dwa razy w drugi policzek. Zaśmiałam się.
- Ten, jak ja się za tobą stęskniłam. A przy okazji to wydoroślałeś przez te 4 lata. Nie poznałam cię~!
-Czas najwyższy. No wiesz, mam już dwadzieścia-sześć lat... dzieciaku. - zaśmiał się, na widok mojej naburmuszonej miny. - Rozchmurz się, bo zaraz przyjdzie Evan i wątpię by chciałby cię taką zobaczyć.
- Evan ?! Jest tu ? - nie mogłam uwierzyć, że moi męscy przyjaciele są tu po prawie 4-latach. To chyba jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. - Em...Tenebrisie ? Twój tata jest już na emeryturze, że przejąłeś jego interes ?
- Tak. Trzy lata temu dokładnie. Od tamtego czasu, wybudowałem ponad pięćdziesiąt na całym świecie i zbijam niezłe pieniądze. - przewróciłam oczami na słowo ,,pieniądze" i dumę wiążącą się z tym słowem, ale się uśmiechnęłam.
- Oprócz tego, że urosłej fizycznie i włosy zapuściłeś to różnicy nie ma...Mon chou (kapustko) - zaśmiałam się teraz ja na widok, jego grymasu. Zaskakując mnie, przyjaciel rzucił się na mnie, łaskocząc mnie, a ja zaczęłam przed nim uciekać..
Nagle drzwi po prawej stronie, otworzyły się z hukiem, że oboje podskoczyliśmy. Do gabinetu wtargnął mężczyzna o wysokiej i masywnej budowie. Miał jasne niebieskie włosy i lodowo-niebieski oczy, które teraz patrzyły z irytacją na Tena. Był w zwykłych jeans, białym podkoszulku, który opinał jego muskulaturę oraz ciemną koszulę. Na szyi miał srebrny medalion pokazujący dłoń. Tylko jedna osoba miała taki medalion, który specjalnie zrobiłam. Biła od niego siła i jakaś dzikość, której wcześniej nie widziałam.

   

 Podbiegłam do mężczyzny i wskoczyłam na niego, by dosięgnąć jego twarzy. Pocałowałam go prosta w usta i puściłam, obdarzając go radosnym uśmiechem.
- Czuję się zazdrosny - powiedział żartobliwym tonem Tenebris za moimi plecami. Niebiesko włosy stał lekko oszołomiony, patrząc nieprzytomnym wzrokiem w moją twarz, a na głos Tena podniósł na niego wzrok.
- Dlaczego twoja nowa zdobycz, rzuca się na mnie ? Nie umiesz jej obsłużyć ? - ostatnie zdanie powiedział uszczypliwym tonem. Obruszyłam się. Będę musiała ustawić go do pionu.
- Oj, bracie... - jęknął z trwogą Ten, wiedząc zapewne co dla niebieskookiego szykowałam.
- Evanie Black ! Jak się wyrażasz ?! I to na dodatek w towarzystwie damy, jakiejkolwiek by ona była ! - wykrzyczałam. Stanęłam z wysuniętym biodrem w bok i uniesioną brwią.- No dalej, słucham.
Nastała cisza. Evan spojrzał na mnie intensywnym wzrokiem, przyglądając mi się, ale po chwili pokręcił dalej, jakby nie mógł mnie poznać. Westchnęłam, schyliłam głowę, by zdjąć soczewki koloryzujące. Teraz popatrzyłam na niego swoimi naturalnymi oczami. Na chwilę znieruchomiał, apotem przysunął się twarzą do mojej.
- Kuźwa ! Kas ?- zapytał oniemiały. Zaśmiałam się. Taaa... Miło było znów być z moim najlepszym przyjacielem i jego spóźnionym zapłonem.
- A kogo się spodziewałeś, przystojniaku ? Niezaspokojonej kobiety czy co ~? - zapytała, rozbawiona.
- O chłopie ! By nie poznać Kasu, to naprawdę. Ze słodkiej dziewczynki w taką smakowitą kobietę się zmienić.. No, no..- mrugnął do mnie porozumiewawczo Tenebris, a ja się uśmiechnęłam.
- Nie mogę uwierzyć Kas, że cię spotkałem... Łał... Nawet nie marzyłem o tym.. -przytulił mnie mocno. Nachylił się do mojego ucha, aż nie poczułam jego oddechu łaskoczącego boją szyję, szepnął głębokim głosem. - Już nigdy Cię nie zostawię, me petite femme (moja mała kobietko). - Odsunął się z lekkim uśmiechem. Zaskoczył mnie, co mogę powiedzieć. Zamaskowałam to jak się dało, za olśniewającym uśmiechem.
 Po tym zdarzeniu, wydarzenie potoczyły się szybko. Chłopaki  oprowadzili mnie po klubie, przy okazji utrzymywaliśmy miłą konwersacje. Powiedzieli mi prawie wszystko co ich spotkało ciągu nieobecności. Ze mnie próbowali również coś wyciągnąć, ale nie do końca im się to udało. Wymieniliśmy się nowymi numerami i adresami. Potem tańczyliśmy razem, czy też po kolei z każdym. Wypiliśmy kilka drinków i za czym się spostrzegłam impreza się skończyłam, a ja wciąż nie miałam dosyć ich towarzystwa. Pożegnałam ich pocałunkami w czoła.
 Gdy szłam do samochodu, przypomniałam sobie o dziewczynach, że nie wiem gdzie są. Tak więc, minęła mi prawie godzina za czym je znalazłam pod schodami śpiące. Zabrałam dziewczyny i torby przy pomocy miłych panów z ochrony do auta. Podziękowałam i pomachałam im na pożegnanie. Arise-chan wcisnęłam do przodu auta, natomiast Hanę położyłam na siedzeniu, bo wciąż spała. Wsiadłam, zapaliłam samochód i gładko wjechałam na drogę. Na początku była cisza, ale po kilku chwilach przyjaciółka obok zaczęła coś mruczeć. Kontem oka zauważyłam, że uśmiecha się szeroko i patrzy w dół na swoje palce. Pokręciłam głowom, z niedorzeczności zachowań Arisy. Od kiedy ją poznałam, nie bała się nowych rzeczy, zawsze zmierzała się z przeciwstawnościami w życiu. Prawdą jest, że robi coś nie mądrego, nie zawsze się licząc z konsekwencjami. Oprócz tych niuansów jest dobrą przyjaciółką i inteligentną dziewczyną, która wie czego chce.
- Katsumi-cian ~~! Popatrz ~~ Kciuk mi faluje ~~ - powiedziała słodkim, zachwyconym głosikiem. Spojrzałam na nią, a potem na kciuk, którym bawiła się, mówiąc po cichu ,, Naya Naya ~~". Westchnęłam, po czym uśmiechnęłam się rozbawiona.
  Dziewczyny odwiozłam do domów, przy okazji musiałam odbyć rozmowie z ich rodzicami. Z tego co wywnioskowałam mieli do mnie wielkie zaufanie, gdzie jak później zrozumiałam dużo dla mnie znaczyło.
Nie martwili się zbytnio, że coś się może stać ich córką, bo jak powiedzieli ,, Jestem młodą, ale odpowiedzialną osóbką". Prawie się uśmiechnęłam na te słowa. Gdyby wiedzieli, że zostawiłam je same, upojone alkoholem, a sama spędzałam czas z o wiele starszymi osobami, do tego pijąc alkohol, to wątpię by  mieli takie same podejście.
  Do domu zajechałam na pierwszą, niedzielnego dnia. Wjechałam na podjazd, po czym jak najciszej zamknęłam samochód i pomknęłam do domu. Na palcach przeszłam do schodów, a potem do swojego pokoju. Dopiero gdy zamknęłam drzwi, odetchnęłam głęboko. Rzucając torby, rozebrałam się i poszłam na szybki prysznic. Odświeżona i zrelaksowana, położyłam się szybko po kołdrę. Nie zajęło mi dużo czasu, bym poszła spać...






 To na razie tyle ;) Mam nadzieje, że się spodoba. Uprzedzam, że mogą być błędy językowe czy gramatyczne. Dziękuję za uwagę ~~

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 4. Pierwsza dziwota...

 Oto mój 4 rozdział. Troszkę ubyło od od ostatniego, ale jak wiecie - szkoła :P Ale nie będę tu mówić. Miłego czytania.
P.S (na początku):  Uprzedzam, że mogą być błędy :)
                                                       


  Po dwóch godzinach na przemian opalania się i pływania w basenie, zaczął mi doskwierać głód oraz pragnienie wypicia czegoś zimnego.  Zebrałam  MP3, pozostawiając resztę rzeczy na tarasie. Przeszłam leniwym krokiem przez salon do holu, potem kuchni. Otworzyłam lodówkę, zauważając, że została napełniona jedzeniem Emmetta. Wyjęłam butelką wody gazowanej wraz z zapiekanką. Zamknęłam nogą drzwiczki lodówki, starając nie upuścić rzeczy, których trzymałam. Odwróciłam się w stronę mikrofali. Niespiesznie włożyłam zmrożoną zapiekankę do urządzania, przysłuchując się brzmieniom saksofonu dobiegającego z słuchawek odtwarzacza. Po kilku minutach wyjęłam ciepłą bułkę i miałam zamiar ją ugryźć, gdy zamarłam. Przy stole w jadalni, siedział Emmett z jakimś mężczyzną niewiele starszym od niego. Nieznajomy miał ciemno brązowe włosy i takie same oczy patrzące szelmowsko prosto na mnie. Obaj popijali piwo z uśmiechami rozbawienia na twarzach. Z nadąsaną miną odłożyłam  jedzonko oraz odtwarzacz. Przeszłam przez pomieszczenie swoim tanecznym krokiem i stanęłam nad '' szlachetnymi panami ".
- Braciszku ? Czy ty przypadkiem nie pijesz alkoholu ? - zapytałam, krzyżując ręce na piersi by wyglądać na bardziej dorosłą.
- Ślicznie wyglądasz, kiciu - odpowiedział, szerzej się uśmiechając. Przewróciłam oczami.
- Normalnie, jak co dzień -powiedziałam z nonszalancją. Wiedziałam, że chciał odwrócić moją uwagę.
- Teraz mogę powiedzieć z ręką na sercu, że masz seksapil - oblizał wargi, a ja nie wiedziałam jak na to zareagować. Spojrzałam na siebie krytycznie. Nie miałam żadnych zastrzeżeń. Wyglądałam schludnie, moje włosy były w modnym nieładzie, a czarne bikini podkreślało moje za duże, jak na mój gust, zaokrąglenia....
No tak ! Bikini !
  Ze złością zmrużyłam powieki, wzięłam piwo z jego ręki i przechyliłam opakowanie. Poczułam dziwny smak i ciepło w przełyku. I tak preferuje wino.Wypiłam go na jeden dech, po czym odłożyłam pustą puszkę na blacie stołu. Emmett wciąż z nie dowierzaniem patrzył na puste piwo, a nieznajomy roześmiał się ciepłym głosem, po czym wstał i wyciągnął w moją stronę dłoń.
- Jestem Louis La Morell i muszę powiedzieć, że jestem tobą zachwycony. - znów się roześmiał. Uścisnęliśmy sobie dłonie, po czym gdy puścił mą dłoń, raz jeszcze zlustrowałam go krytycznym spojrzeniem.
- Louis, tak ? Ja jestem Katsumi, siostra Meg. - powiedziałam. Popatrzył na mnie zdumiony, po czym odparł   przybliżając twarz bliżej mojej.
- Nie mogę uwierzyć.... Nie jesteś, ani trochę podobna do Meg i...i nie wyglądasz  na szesnaście lat !
-Taka prawda - roześmiałam się aksamitnie, a Louis oddalił twarz. Emmett w tym czasie kiedy my się poznawaliśmy, wyciągnął sobie następną puszkę, przypominając, co miałam mu powiedzieć.
- Papa zabronił Ci pić alkoholu....- ostrzegłam go, a on uśmiechnął się figlarnie.
-Tobie też - wystawił mi język, pomachał nam i wyszedł.
- Aha, nic nowego - wzruszyłam ramionami, po czym zwróciłam się do gościa. -Czyli po raz kolejny przyszedłeś powalczyć o Meggi ? Ona jest zdruzgotana, ale nie chce się do tego przyznać, tak jak do tego, że jest ciepłą oraz wrażliwą osobą.
- Prawda - pokiwał głową. - Jest wspaniałą kobietą. Zaradną , uczciwą i delikatną, odważną, śmiałą i zarazem nieśmiałą ! Cudowną istotą ! ..... Kocham ją nad życie.
- Zapytam cię jak każdy inny, by się zapytał: Co zrobiłeś, że ona zwątpiła w waszą miłość ?- zapytałam ciepłym głosem. Był zraniony, nie pewny, ale zdeterminowany. Już lubię faceta.
- Trudno mi o tym mówić. Nie wiedziałem, że takie rzeczy mogą mi się przytrafić. Powiem krótko. - potarł ręką kark.- Jak każdego dnia odwiedziłem ją w klinice, w której pobiera nauki od najlepszych lekarzy. Powiedziano mi, że Meggi  jest zajęta. Trochę mi było tęskno za nią, ale postanowiłem, że będę czekać. Siadłem na wygodnej kanapie i... zasnąłem. - roześmiał się smutno. - Obudziłem się, jak jakaś kobieta całowała mnie w usta. Nie znałem jej. Nie wiedziałem, jak zareagować. Niestety, w tej chwili gdy nieznajomą odsuwałem od siebie, weszła Meg. Nic nie powiedziała, oprócz słowa ,,nigdy", a potem wybiegła. Biegłem za nią, ale oczywiście jej nie dogoniłem. Dopiero pod domem.... Reszty możesz się domyślić.
- No to racja. - Uśmiechnęłam się przyjaźnię. -Nie wiem czy wiesz, ale Meggi jest bardzo zazdrosna i zaborcza. A jeśli chodzi o tą całą, niecodzienną sytuacją, to cóż mogę rzec.... jak można się domyśleć, Meg pomyślała sobie, że ją zdradzasz. Co do słowa ,, nigdy" to pewnie miało oznaczać ,, Nigdy więcej nie zakocham się i nie zaufam". Jedyne co mogę na tą chwile zaproponować, to żebyś poszedł do niej i tłumaczył do upadłego, aż uwierzy.... Lub w skrajnym wypadku, wyważyć drzwi - zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
-  Nie mogę uwierzyć, że akurat tobie się zwierzyłem. Do tego dołączyć te twoje rady - zaśmiał się radośnie, po czym zmierzwił mi włosy ręką. - Dzięki, młoda. Na pewno skorzystam. - wstał i żwawym krokiem poszedł do, jak się domyślam, swojej ukochanej. Zostając sama, złapałam już zimnawą zapiekankę i szybko ją zjadłam. Sięgnęłam po butelkę i przeszłam do salonu.
  W salonie, na kanapie, siedział mój przystojny "książę". Patrzył się w przestrzeń, nie zwracając na nic uwagi. Podeszłam do kanapy i przeskoczyłam oparcie. Podskoczył wystraszony .
- Czyś ty zwariowała !? - zapytał, nie kryjąc rozdrażnienia.
- Eee.... Nie ~. -odpowiedziałam słodkim głosikiem niewiniątka. Odłożyłam butelką na stoliku obok kanapy.
- Uh..... - odetchnął. - Czekałem na ciebie. Mam dla ciebie prezent. - uśmiechnął się łobuzerko.
- Mówiłam, żebyś nie kupował mi żadnych prezentów. - sprzeciwiłam się na darmo. Emmett schylił się i wyciągnął z spod kanapy średni, czarny pakuneczek. Wzięłam niechętnie od niego prezent i szybko go rozpakowałam. Po rozłożeniu następnego czarnego, aksamitnego w dotyku, czarnego materiału, zatkało mnie. Była to czarna sukienka mini z długim rękawem i dekoltem w łódkę. Z tyłu materiał był wycięty głębiej, pokazując więcej niż połowę pleców.



- Dz...Dzięki ~~! - rzuciłam się na braciszka. Zaczęłam go przytulać, całować po twarzy.  Nie musiałam mu mówić, że nie wiadomo kiedy ją założę, ale tego nie musi wiedzieć. - Jest fantastyczna ! Dzięki, dzięki dzięki ~!
- Ha ha ha ! - zaśmiał się głośno. -Nie ma za co, Katsumi. Cała przyjemność po mojej stronie.
- Ale i tak, jeszcze po stokroć raz dzięki. - przytuliłam go mocno, a potem odsunęłam się od Emmetta.
- Dobra kicia, ja muszę parę spraw pozałatwiać na mieście. Przypilnują cię gołąbeczki. - powiedział głośno, wstają. Po czym nachylił się do mojego ucha i szepnął: - Cała chata twoja do końca dnia.
- Hehe, skorzystam - mrugnęłam do niego.

 Wbiegłam do pokoju i walnęłam prezent na łóżko. Żegnanie braciszka to ciężka praca, ale fajnie go po wkurzać.
  Wzięłam telefon do ręki, przeglądając od niechcenia aplikacje, kontakty, wiadomości. Tak naprawdę nie wiedziałam, co chce robić. Może by z kimś pogadać ? Spotkać się ? Doby pomysł, ale z kim ? Z Haną ?
Nie może. Even'em ? Bez sensu, znowu bym dostała karę, że się z nim spotykam. Segi także, bo od razu na zakupy chce iść. A reszta moich znajomych tych dalszych, to i tak, i tak pewnie nie będzie chciała....... Chyba, że.... Wepchnę się na korepetycje z chemii ! Wybrałam numer Arisy. Po dwóch sygnałach odebrała.
- Halo ? - usłyszałam słodki głos przyjaciółki, plus, ciekawe odgłosy w tle. - Kasumi ?
- Hej, to ja. Mam sprawę.
- Zaraz powiesz. Właśnie miałam do ciebie zadzwonić Kasumcia, ale tak jakoś wyszło. - odpowiedziała Arisa, po czym nie czekając na odpowiedź, zaczęła mówić. - Nie wiem czy pamiętasz, ale wspominałam coś o Akirze, nie ? No więc, ona ma brata w wieku dwudziestki i on prowadzi zespół. Nazywa się ,,Distract me " i ma wystąpić dziś wieczorem w clubie ,, Black Pen". Ten, ten na nabrzeżu po wschodniej stronie. Jeśli byś chciała iść to jest o godzinie 19:00. Płaci się chyba dziesięć dolarów. Ja idę z Ann~~ Z tego co wiem Hana nie może, bo rodzice jej nie puszczą. Wiem do bani.... Jeśli byś chciała, to przyprowadź ze sobą kogoś, na przykład twojego brata....
- Arisa ! - skarciłam ją.
- By było więcej pieniędzy dla sierocińca i dla Akiry~~ - dokończyła, nie zważając na mój sprzeciw, co do mojego brata.
- Aha.... Będę to miała na uwadze....- odpowiedziałam.
- Co na uwadze ? - zaciekawiła się.
- A.... Nic, nic.... Powiedz mi lepiej, jak ja mam się ubrać, hm ?
- Najlepiej nie skromnie.... Ma być seksownie to na pewno. Wiesz, nawet jeśli zespół ubiera się na kolorowo, to club pozostaje ten sam, iks de ~~ - zaśmiała się różowo-włosa i ktoś jej zawtórował. Domyśliłam się, że to ta Ann. - A ! Chciałaś coś powiedzieć, Kasumcia, prawda ?
- Em.... A no tak, chciałam, ale to już nie ważne. Jeszcze raz dzięki za zaproszenie, na pewno przyjdę.
- To wspaniale ! - krzyknęła Arisa i się pożegnała. Odłożyłam komórkę na nocny stolik koło łóżka, a mój wzrok skierował się na czarną sukienkę.
- To co, kicia ? Idziemy trochę się zabawić ? - powiedziałam sama do siebie. Na mojej twarzy wykwitł  kpiący uśmieszek.

   Spakowałam dwie torby. W jedną włożyłam kosmetyki, a do drugiej ,,seksowne" ubrania. Komórkę wsadziłam do spodni dżinsowych. Z tym ekwipunkiem zeszłam na duł. Torby zostawiłam przy dzwiach wejściowych. Zostało mi tylko jedno i mogę ruszać.
  Szybkim krokiem przeszłam hol. Otworzyłam drzwi mojej siostrzyczki i..... stanęłam, jak słup soli. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Najpierw Arisa, teraz Meg. Nie mają co robić w wolnym czasie ? Moja siostra i jej narzeczony leżeli w niedwuznacznej pozie na łóżku. Rozumiałam, że amorki, no i w ogóle są siebie spragnieni, ale ja mam ważną sprawę.
  Gdy szok niedowierzanie minęło, zatrzasnęłam drzwi. Oboje zastygli i popatrzyli na mnie. Louis zaczął się śmiać, a Meggi, jak to ona, krzyczeć na mnie.
- Hola, hola, nie drzyj się siostra. - podniosłam ręce na znak pokoju. - Chciałam się tylko spytać, czy byś nie pożyczyła mi samochodu...?
- To ty masz prawko ? - zapytał zdumiony (nie po raz pierwszy tego dnia) Louis.
- Mama jej sprezentowała na 15 urodziny. Zdała test i teraz ma. - odpowiedziała mu Meg, nadąsana.
- Nie przyszłam na pogawędkę. Śpieszą się trochę, więc bardzo bym była rada, gdybyś się pospieszyła z podjęciem decyzją. - pospieszałam.
- Nie dam ci. A w ogóle to gdzie ty jedziesz ? - dopytywała się Meggi.
- Na wschodnie nabrzeże. Grają koncert w ,, Black Pen". - odpowiedziałam, teraz ja nadąsana. - Nie pojadę jeśli nie mam auta. Nie możecie mi po prostu dać tych cho.... mhm, kluczy ? Będziecie mieć wolny wieczór bez wścibskiej siostry.... - kusiłam, uśmiechając najpiękniej jak umiałam. - Proszę ?
- Ja się zgadzam, ślicznotko ! - powiedział ze zduszonym chichotem Louis, wyjmując kluczyki ze spodni, po czym rzucił do mnie. Złapałam w locie, wdzięcznym ruchem. Uśmiechnęłam się łobuzerko i "puściłam oczko" do narzeczonego Meg. Odwróciłam się i wyszłam, zamykając drzwi. W podskokach znalazłam się przy drzwiach, łapiąc torby. Wyszłam przed dom, kierując się do nowoczesnego, czarnego Citroena Numero 9.
Co nieco wiedziałam o nowych samochodach, bo wujek z Włoch prowadzi handel nimi.
  Wsiadłam do wygodnego wnętrza samochodu, rzucając z tyłu torby. Zapaliłam, rozkoszując się dźwiękiem silnika i gładko wjechałam na drogę. Jazda do domu Hany-chan, była bardzo przyjemna.

 Dom Hany był raczej utrzymany w ciepłych barwach. Czuło się kobiecą rękę i rodzinną atmosferę. Pani Mitsuzawa (mama Hany) zaprowadziła mnie do saloniku, gdzie siedziała cała rodzina. Hana czytała książkę na kanapie, obok niej, jej młodszy brat Yujiro robił jej warkoczyka. Ojciec fioletowo-włosej, czytał gazete na pobliskim fotelu. Jak w normalnej rodzinie. Tęskniłam za nim, bo u mnie za często nie było takich dni, nawet w weekendy.
 Yujiro gdy mnie zauważył, zerwał się i podbiegł do mnie, przytulając się do mnie. Pogłaskałam go po jego blond włosach, uśmiechając się ciepło. Trochę przypominał mi Patricka....
- Kasumcia~! - zawołał. -Na ile przyszłaś ? Pobawisz się ze mną i królisiem~?
- Na krótko. Przykro mi. Chciałam zapytać, czy państwo pozwolili by Hanie iść ze mną na koncert ?  - zapytałam, posyłając niewinny uśmiech i spojrzenie wszystkim zebranym. - Bardzo proszę.
-Oh...-odetchnęła mama Hany. -No dobrze. Rozumiem, że będzie trwał do rana, ale zgadzam się. Ufam tobie Katsumi. - obróciła się do córki. - To co kochanie ?  Chcesz iść na ten koncert ?
- Tak~! Dzięki mamo ! - zawołała moja przyjaciółka.- Tylko się przebiorę i możemy jechać.
- Em... Nie musisz.....Tak jest lepiej....- powiedziałam, dukając. Spojrzała na mnie zaskoczona, a potem kiwnęła potakująco głową.
  Gdy oby dwie pożegnałyśmy się, ruszyłyśmy w drogę. Milczałyśmy obie. Nie wiedziałam, co się stało. Zawsze miała dużo energii.
- Czy coś się stało ? - zapytałam.
- Nie...nic. - szepnęła, odwracając wzrok.
- Hana.... Przecież wiem, że coś cię gryzie. No, mów że !
- Przypominasz sobie tą rozmowę przed zakupami ? - zapytała Hana-chan, a ja w odpowiedzi pokiwałam twierdząco głową. - No więc, ostatnio cały czas o niej rozmyślałam. W pewnym momencie zorientowałam się, że Arisa więcej przed nami ukrywa niżby my dwie razem. - dokończyła za słyszalnym smutkiem. Popatrzyłam na nią przez chwile, po czym odwróciłam wzrok na drogę.
- Nie masz racji, kwiatuszku - uśmiechnęłam się lekko, na co ona popatrzyła zaskoczona. - Dziwisz się ?
- Jasne, że tak. Wy obie wiecie o mnie prawie wszystko !
- Dobrze, więc powiedz mi czy wiesz o tym, że pan Matthew nie jest prawdziwym ojcem naszej różowej ? - zapytałam, nie spuszczając wzroku.
- Nie ! A ty skąd wiesz ?! Powiedziała.... ci ? A mi nie uf.... - przerwałam Hanie, zaprzeczając ruchem głowy.
- Ufa ci. Po prostu mnie to zaintrygowało taka różnica wygląda między nimi. Oczywiście, czasem się tak zdarza, ale zawsze jest coś wspólnego między rodzicem, a dzieckiem....  - przerwałam. Teraz miałam jej powiedz coś najgorszego, co może zniszczyć naszą przyjaźń, choć myślę, że zrozumie.
- Ufasz mi ? - zapytałam, wpatrując się w nią intensywnie.
- Oczywiście. - odpowiedziała z pewnością w głosie.
- Jeśli tak to powiem ci coś czego moja rodzina kazała mi nie mówić. - uśmiechnęłam się cynicznie. - Jak wiesz, ja łamię zasady.
- To jest ta tajemnica ? Akurat to, to sama wiedziałam.
- Nie, nie. - zaprzeczam. - Moi rodzice to znani ludzie, kiedyś wam o tym więcej powiem. Co do sekretu... Wynajęli detektywów by wyskrobali każdej z was historie waszej rodziny. Za czym mi przerwiesz. Zrobili to każdej zbliżającej się osobie do ich dzieci. Jak się o tym dowiedziałam, nie chciałam nawet tego wziąć do rąk.
- Ale później wzięłaś ? - spytała spokojnie, co mnie zaskoczyło. Odwróciłam na chwilkę od ulicy wzrok i popatrzyłam na jej twarz. Uśmiechała się ze zrozumieniem, co mnie wielce ucieszyło. Naprawdę, takiej przyjaciółki to szukać ze świecą !
- Nie, dopiero ostatnio.  Nie powiem ci nic o niej więcej. Jak będzie chciała to nam powie, a to zawsze inaczej niż suche fakty.
- Czyli ty o nas wiesz więcej ? Hm.... A ty nam kiedyś się zrewanżujesz, cókiereczku ?- zapytała z rozbawieniem Hana. Zaśmiałyśmy się obie. Przez chwile panowała cisza, a potem odezwałam się pierwsza. Zdecydowałam się jej powiedzieć choć trochę, o moim najskrytszym nieszczęściu z przeszłości.
- Powiem ci w rewanżu, część tajemnicy. Kiedyś, a dokładnie jakieś 6 lat temu, umarł ktoś dla mnie... naszej rodziny, bardzo ważny....  W naszej rodzinie nikt o tym za bardzo nie chce rozmawiać, ale myślę, że nawet w kilku charakterystycznych chwilach kiedy z nim robiliśmy razem, przypomina im się Pat..... On.... - poprawiłam się pospiesznie, ale Hana i tak to wyłapała.
- Pat... ? Jeśli nie chcesz powiedzieć to nie musisz....
- Nie. Muszę. Ktoś z zewnątrz musi się dowiedzieć. - odetchnęłam i  zadrżałam na wspomnienie ślicznej buźki Patricka. Na jego śmiech, na jego wielkie szaro-niebieskie oczęta....
  Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam cicho płakać. Łzy leciały mi po twarzy, ale żadnego dźwięku nie wydawałam. Hana od razu chciała mnie przytulać, ale ją delikatnie powstrzymałam. Otarłam łzy i wciągnęłam kilka drżących wdechów, po czym powiedziałam już opanowanym głosem.
- Miał na imię Patrick. Wybacz Hana, ale więcej nie mogę ci powiedzieć. - westchnęłam ciężko uśmiechając się smutno.
- Dziękuje. - uśmiechnęła się ciepło, po czym zachichotała i zapytała przedrzeźniając naszą panią od angielskiego. - Katsumi Bonet, jaki jest twój wymarzony partner ?



Tym ładnym akcentem zakończymy. Mam nadzieje, że Wam się spodobało.
Piszcie w komentarzach uwagi lub spostrzeżenia, albo wasze pomysły, które mogę użyć ;D

czwartek, 16 maja 2013

Carpe Diem - "Taka biba" cz.1

Witajcie, tu znowu ja- Arique-chan~. Stęskniliście się? Mam dla was nowe opowiadanie, ale tak jak reszta, raczej nie związane z tym, co pisze Kas. No chyba, że ona będzie chciała to gdzieś wepchnąć. Podzieliłam to opowiadanie na dwie części, ponieważ jest odrobinkę... długie.  Zresztą, wciąż jest w fazie pisania i przerabiania, dlatego część 2 będzie za jakiś czas. Pomiędzy tekstem możecie znaleźć linki do muzyki, co by się bardziej wkręcić, a poza tym będą nie tylko obrazki- teraz też zdjęcia. To raczej tyle w sprawach biznesowych, przejdźmy do konkretów. ^^
BON BON - Hey!Say!7

Tego dnia Arisa nie wybierała się w żadne konkretne miejsce, więc zgodziła się iść wraz z przyjaciółkami na miasto. Kończyły wyjątkowo wcześnie, jeszcze przed 12. Gdy dziewczyny usłyszały, że różowowłosa zgadza się „poodwiedzać” z nimi  sklepy pełne różnego rodzaju ciuchów, butów i kosmetyków, niemalże jednocześnie krzyknęły „No wreszcie!”.
 
-No wybaczcie mi, dużo spraw mi się zawaliło w jednej chwili~.- Arisa starała się przebłagać przyjaciółki o wybaczenie.
-No jasne. Ciągle się zrywałaś z dodatkowego japońskiego, choć tak bardzo lubisz ten kraj i język.- odparła z niesmakiem Hana.- I za każdym razem szłaś nie w stronę domu, a metra. Gdzie ty niby jeździłaś?!
-Na przedmieścia…
-Ach tak, „na przedmieścia”. I mówisz to tak, jak gdyby nic? Co ty tam robiłaś?!
-Wybacz, nie mogę tego powiedzieć.
-Czemu?
-Bo nie wiem, czy oni by tego chcieli… ech…
-I dla jakichś ludzi nie chcesz nam powiedzieć? Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami! – głos Hany był pełen wyrzutów. Nigdy się nie szczypała, jeśli coś jej nie pasowało.
-Czasami nawet przyjaciółki nie mówią sobie wszystkiego…
-DZIWECZYNY! DOSYĆ!- wtrąciła Katsumi. Kłótnia przyjaciółek zaczęła doprowadzać ją do szału.- Idziemy na zakupy, żeby się odstresować, a nie pozabijać! Prawda~?
-No tak, tak. Przepraszamy~~.
-Świetnie~! A teraz chodźmy do House’a, tam znajdziemy przynajmniej coś dla Arisy i może dla siebie też. Hehe~.
 
Nastolatki weszły do sklepu. Arisa uśmiechnęła się na widok luźnych bluzek na grubych ramiączkach i podbiegła do nich. Na oko potrafiła określić, który rozmiar będzie na nią dobry i w którym wzorze będzie jej najlepiej. Wybrała więc zwykłą, białą, a do niej już wcześniej upatrzoną bladoróżową spódnicę za kolana. Podeszła do kasy i zapłaciła.
-Muehmuehmueh, półdarmo.- uśmiechnęła się zadowolona.
-Ile?
-Prawie pięć dyszek~.
-Dziewczyny~~, co myślicie o tej sukience?- dobiegł je głos Hany z przymierzalni. Momentalnie się tam udały. Fioletowowłosa stała ubrana w śnieżnobiałą, zwiewną sukienkę w różowe kwiaty.
-Świetna~!- zawołała Arisa.- Bierzesz ją.
-Nie wiem, raczej nie mam pasujących butów…
-Dlatego później pójdziemy do CCC, czy coś. Myślisz, że ja mam pasujące buty?- spytała Arisa.
-Patrząc na to, że samych balerinek masz pięć par, to tak. Masz pasujące buty.- zaśmiała się Katsumi.- Po co ci więcej?
-Moje problemy są większe, niż możesz się spodziewać, kochana. Teraz chcę jakieś sandałki~.
-Masz problemy…
-No przecież mówię~! Tak, czy tak, Hanuś, bierzesz ją.
-Ciekawe, jak droga…
-A czy to ważne? Najwyżej ci się dołożymy, bylebyś ją miała~!- pisnęła Katsumi, która dopiero co zauważyła, jak jej przyjaciółka uroczo wygląda w sukience.
Przez chwilę Hana zastanawiała się, co zrobić. W końcu zapłaciła za ubranie i dziewczyny wyszły ze sklepu.
-No i bucików sobie nie kupię. – zauważyła fioletowowłosa, patrząc do portfela.
-Nie martw się.- odparła Katsumi.- Ja i Arisa się złożymy i kupimy ci te buciki~i. To będzie taki prezent.
-A ja mam lepszy pomysł.- różowowłosa wydawała się zamyślona.- Kasumi kupi ci buciki, a ja jakieś fajne dodatki. Taki prezent z okazji wiosny, hehe~.

-Ale po co mi to?- Hana załamała się.
-Bo trzeba się zacząć stroić. Póki co dla nas, a później dla swojego chłopaka~.
-Ja miałabym mieć chłopaka?
-No chyba nie dziewczynę? Iks de~e.
-Znowu to powiedziałaś.
-O boże… nie, nie przychodź. Dobra, lecimy do CCC~!
 
 
Dziewczyny weszły do kolejnego sklepu. Miały nadzieję, na szybkie wyjście z niego, jednak to nie było takie łatwe. Zanim każda znalazła odpowiednie obuwie minęło dziesięć minut, a kolejne dziesięć zeszło na szukanie odpowiedniego rozmiaru. Katsumi, nie widząc nic ciekawego, dała sobie spokój z zakupami. Uznała, że zawsze może poprosić Emmetta, by przywiózł jej coś fajnego. Chodziła więc tylko za przyjaciółkami, ale jej zapał nie zmalał. Na widok ślicznych, beżowych balerinek z kokardkami, aż zapiszczała. Spojrzała na cenę. „115zł… wcale nie tak dużo…” pomyślała i zawołała do siebie Hanę. 
-Będą się świetnie komponować, jeśli kupimy ci do tego odpowiednią torebeczkę. Arisa, spójrz~!
-Co takiego?- dziewczyna podbiegła do znajomych, chwyciła półbuta w rękę i zaczęła dokładnie oglądać.- Chcesz do tego dużą torbę, czy małą torebeczkę?
-Raczej małą…- odparła Hana. Była trochę zmieszana ekscytacją przyjaciółek i ich zapałem, do zakupienia jej nowych rzeczy. (Tym bardziej, że teraz miała małe problemy pieniężne w domu, o czym one wiedziały).
-Świetnie~. Pójdziemy do Butiku, tam widziałam taką fajną torebkę beżową. Będzie idealna~! A teraz znajdźcie rozmiar, ja idę po moje sandałki~.
Po jakichś pięciu minutach wszystkie stały przy kasie. Podekscytowana Arisa nie mogła ustać w miejscu i przeskakiwała z jednej nogi na drugą.
 


Sekaiichi Hatsukoi Ed Full
W końcu udały się do butiku oddalonego o dziesięć minut drogi. Katsumi zaczęła narzekać na pogodę, choć po dwóch tygodniach deszczu i mrozu powinna się cieszyć. Był początek maja. Temperatura dochodziła do 30 stopni Celsjusza, a promienie słoneczne mocno ogrzewały przechodniów, którzy postanowili wybrać się na miasto. Na błękitnym niebie co jakiś tylko czas przelatywały śnieżnobiałe obłoczki. 
Przyjaciółki zwróciły uwagę na przechodzących czterech mężczyzn. Mieli koło 17, może 18 lat, a ubrani byli modnie, w wąskie spodnie, trampki lub mokasyny i kolorowe bluzki, na które zarzucone mieli rozpinane swetry, bluzy albo marynarki. Fryzury mieli różne; proste lub delikatnie zakręcone, krótkie albo do ramion; było dwóch brunetów, jeden blondyn i jeden czarnowłosy. Z buziek mogli kojarzyć się z nastoletnimi gwiazdami pop.
Arisa nie udawała nawet nie zainteresowanej i gdy tylko się wyminęli, okręciła się, by dokładniej ich ocenić. Chłopcy też patrzyli w jej stronę. Możliwe, że z kimś im się kojarzyła. Uśmiechnęła się i pomachała im. Speszyli się i szybko odwrócili głowy, zajmując się rozmową na jakiś temat. „Huh? Uroczo~~.” Pomyślała, po czym zaśmiała się.
-Jesteś zła. Tak chłopaków peszyć?
-Ale oni byli tacy uroczy w swoim zachowaniu~~. Gdyby odmachali, to bym podbiegła i zagadała, a tak, to nie wiem…
Hana i Katsumi roześmiały się.
-No co?
-Naprawdę jesteś zua~~.
-I straszna, stanowczo straszna.
-Ahan, straszna ja zawsze spoko. Iks-de~.
-Znowu…
-Wiem, kij z tym.
Weszły do Butiku, z którego wyszły po dziesięciu minutach, z zakupem w ręce. Zastanawiały się, gdzie iść dalej. Kiedy Hana rzuciła propozycję lodów, wszystkie się zgodziły. Skręciły w stronę ulicy z najlepszą lodziarnią i przeszły kilka kroków, gdy ktoś z tyłu popchnął Arisę, a gdy zaczęła upadać, złapał ją.
-Ach, Arisa, gomen.- To był Yuuda. Chłopak uśmiechnął się przepraszająco, a po chwili podbiegł do niego Aruko i mocno kopnął brata w łydkę. 
-Ał! Przecież ją przeprosiłem, Ru-chan~.
-Chłopaki~~. Ohayou~. Jak wam idzie otwieranie się na innych?- Arisa przywitała się, a jej przyjaciółki stanęły zdziwione.
-Kim oni są, Arisa?- spytała Katsumi.
-Jestem Yuuda, 15 lat. A to mój młodszy o rok brat, Aruko. Miło poznać.
Obaj skłonili się.
-Możemy wam potowarzyszyć?- zapytał Aruko. Jak kiedyś zauważyła Arisa, chłopak mówił, lecz odzywał się rzadko. Oszczędzał głos, gdyż świetnie śpiewał, ale bardzo go to męczyło (tak, jak wiele pojedynczych zdań).
-Hmm… Czemu nie?- odparła Katsumi.
Dalej szli  w piątkę. Po zakupieniu lodów chodzili bez celu, beztrosko rozmawiając. Dziewczyny dowiedziały się wiele ciekawych rzeczy o znajomych Arisy, jednak nikt do tej pory nie powiedział im, że bracia są sierotami.
Wybiła piętnasta.
-Oho, musimy wracać.- zauważył Yuuda.- Arisa, odprowadzisz nas?
-Spoczko~~.
-My też możemy?- zapytała Hana.
Yuuda spojrzał na brata, który do tej pory odezwał się tylko raz. Nic nie odpowiedział. Nie kiwnął nawet głową, ale starszy i tak wiedział, jak brzmi odpowiedź.
-Jeśli tylko chcecie~.
-Świetnie~!
-Ale to trochę daleko, a chcemy iść pieszo.
-Daleko?
-Nom, na północno-wschodnie przedmieścia.
Hana spojrzała gniewnie na Arisę.
-Ty nic nie rozumiesz…- szepnęła Arihyoshi.
-No właśnie! Przypomniało mi się coś ważnego~! Robimy dzisiaj imprę, znaczy się zarządca postanowił. Wiesz, dla domowników od 14 roku życia i dla wolontariuszy 14-20 lat. Przyłączysz się? Twoje znajome też będą mile widziane~~. Skoro będzie Ann, jej przyjaciółka i Eriko…
-Teraz mi mówisz?! Muszę się przebrać! Chodźcie ze mną! 
Arisa pobiegła w stronę swojego domu, a jej przyjaciele- oczywiście- popędzili za nią. Po bliżej nieokreślonym czasie wszyscy znaleźli się w domu nastolatki. Hey Kyuun ugościła młodych jak własne dzieci, co było oczywiście normalne, a jej córka w tym czasie pobiegła się przebrać.
-Więc idziecie na imprezę?- spytała kobieta, podając nastolatkom szklanki z wodą.
-Tak, ale proszę nie mówić moim rodzicom. – odparła Katsumi.- Nie ma ich chwilowo w domu, więc…
-Tak samo ze mną.- dodała pospiesznie Hana.
-Ach, rozumiem, rozumiem. To nic takiego, nawet nie mam zamiaru mówić.- Hey uśmiechnęła się delikatnie.
-Ach, nawet nie wiemy, jaki to rodzaj imprezy.- zauważyła granatowowłosa.
-Najgorszy. Chlanie, ćpanie, rozbieranie się, „bo gorąco”, i tak dalej.- doszedł ich znudzony głos Aruko.
-Ojeju…- Hey zdziwiła się.- Takie rzeczy w sierocińcu?
-SIEROCIŃCU?!- krzyknęły obie nastolatki.
-Tak, sierocińcu.- do salonu weszła Arisa. Ubrana była w bardzo krótkie jeans’owe spodenki, luźną białą bluzkę na ramiączkach z za dużym dekoltem (widać było jej czerwony biustonosz) i złote szpilki. Miała też złotą torebeczkę, w której zmieściła portfel, komórkę (dwie komórki) i błyszczyk. Włosy pozostawiła proste, jedynie grzywkę upięła srebrnymi spinkami.
-ZMIEŃ TĘ BLUZKĘ NATYCHMIAST!- wydarł się Matthew, który dopiero wrócił z pracy.
-Nie zmienię~.
-Owszem zmienisz!
-Nie, ponieważ: a) idę na imprezę, trza sobie sprawić chłoptasia (a jak wiemy wolontariusze mogą być fajni); b) wyglądam w niej zajebiście; c) trzeba podkreślać swoje kształty~. – w tym momencie wskazała na swój biust.
Pan Staley wykonał przysłowiowego „facepalm’a”.
-Dziecko… Jesteś za młoda, masz dopiero szesnaście lat…
-Ale jestem już wyjątkowo rozwinięta fizycznie i psychicznie, więc nie widzę problemu~.
-Córciu…
-„Raj, którego nocą pragniesz tak, jak ja~…”- zanuciła.
-Ech, no dobrze córeczko, tylko się nie przelicz. 
-Z czym?
-Ze swoim rozwinięciem, albo z tym, że kogoś sobie znajdziesz…
-A w ogóle to czego na tej imprezie nie wolno, a co wolno?- wtrąciła Katsumi.
-Więc tak…- Arisa zaczęła tłumaczyć dziewczynom, co wolno na imprezie dla nastolatków od 14 roku życia w tym jednym domu dziecka. (Za dużo, by wypisywać…)- A nie wolno… Cóż, jedynie wdawać się w bójki, lub uprawiać seks. Wiecie, jednak to nie ten wiek, a jakby któraś podopieczna zaszła niedajboże w ciążę, to byłby problem…
-Ale ludzie i tak mają to gdzieś i robią co chcą.- dokończył Yuuda.
-A o tym to nie słyszałam… Nieźle się porobiło.- różowłosa zachichotała.- Ale zanim wyrobicie sobie zdanie o tym sierocińcu, to uwierzcie, że to naprawdę dobre miejsce ze świetnymi warunkami.
Rozmawiali tak jeszcze kilka godzin. Dziewczyny uznały, że pożyczą od Arisy ciuchy na tę okazję. Katsumi (jakimś cudem) znalazła dla siebie białą bluzkę z krótkim rękawem, ciemne rurki i czarną kamizelkę. Hana zaś wzięła przyduży różowy sweterek i granatową mini.
 
 
Około godziny 19.00 wyszli z domu Arihyoshi. Pogoda wciąż dopisywała i nic nie wskazywało na to, że mogłaby się zepsuć. Powoli się ściemniało.
-Jedziemy, czy idziemy na piechotę?- spytał Yuuda.
-Ja bym się przeszła, ale nie wiem, jak wy.- odparła Arisa.
Po chwili każdy zgodził się na spokojny spacer. Po drodze Hana i Katsumi ciągle prosiły przyjaciółkę, by poprawiła sobie bluzkę. Ta jednak nie zwracała na to uwagi i szła dalej, pozwalając jakimś mężczyznom patrzyć się na siebie. Dobrze wiedziała, w jakim stanie najprawdopodobniej wróci do domu i jak po drodze narozrabia. 
Hana czuła się dziwnie. Coś w środku nie pozwalało jej teraz bawić się tak, jak przyjaciółki. Nie mogła pojąć, jak można urządzać imprezę w sierocińcu, ale… Ale jeśli Arisa chodziła przez ten czas właśnie do domu dziecka, Mitsuzawa chyba powinna ją przeprosić. Jednak jak miała ją przeprosić, jeśli należała do grupy większości ludzi, tych, którzy nie potrafią przyznać się do błędu? Zresztą, Arihyoshi nie wyglądała na przejętą. Wydawałoby się wręcz, że nie chce o tym rozmawiać. I rzeczywiście tak było. W końcu fioletowowłosa postanowiła zapomnieć o sprawie i bawić się z resztą, ale nie pić, tak, jak przyjaciółki. Zdawała sobie sprawę z tego, że dziewczyny z chęcią zasmakują napojów grzechu. „Tym bardziej, jeśli będzie Ann i Eriko.” Pomyślała.
W końcu po blisko godzinie łażenia skrótami dotarli do olbrzymiego i zadbanego domu dziecka...

~~
C.D.N. (za jakiś czas)~
A teraz kilka zacnych cosplayów Megurine Luki, albowiem nie mogę się powstrzymać. :>






I tyle~~ A teraz sayonara, wrócę do Was za jakiś czas~! :3