niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 4. Pierwsza dziwota...

 Oto mój 4 rozdział. Troszkę ubyło od od ostatniego, ale jak wiecie - szkoła :P Ale nie będę tu mówić. Miłego czytania.
P.S (na początku):  Uprzedzam, że mogą być błędy :)
                                                       


  Po dwóch godzinach na przemian opalania się i pływania w basenie, zaczął mi doskwierać głód oraz pragnienie wypicia czegoś zimnego.  Zebrałam  MP3, pozostawiając resztę rzeczy na tarasie. Przeszłam leniwym krokiem przez salon do holu, potem kuchni. Otworzyłam lodówkę, zauważając, że została napełniona jedzeniem Emmetta. Wyjęłam butelką wody gazowanej wraz z zapiekanką. Zamknęłam nogą drzwiczki lodówki, starając nie upuścić rzeczy, których trzymałam. Odwróciłam się w stronę mikrofali. Niespiesznie włożyłam zmrożoną zapiekankę do urządzania, przysłuchując się brzmieniom saksofonu dobiegającego z słuchawek odtwarzacza. Po kilku minutach wyjęłam ciepłą bułkę i miałam zamiar ją ugryźć, gdy zamarłam. Przy stole w jadalni, siedział Emmett z jakimś mężczyzną niewiele starszym od niego. Nieznajomy miał ciemno brązowe włosy i takie same oczy patrzące szelmowsko prosto na mnie. Obaj popijali piwo z uśmiechami rozbawienia na twarzach. Z nadąsaną miną odłożyłam  jedzonko oraz odtwarzacz. Przeszłam przez pomieszczenie swoim tanecznym krokiem i stanęłam nad '' szlachetnymi panami ".
- Braciszku ? Czy ty przypadkiem nie pijesz alkoholu ? - zapytałam, krzyżując ręce na piersi by wyglądać na bardziej dorosłą.
- Ślicznie wyglądasz, kiciu - odpowiedział, szerzej się uśmiechając. Przewróciłam oczami.
- Normalnie, jak co dzień -powiedziałam z nonszalancją. Wiedziałam, że chciał odwrócić moją uwagę.
- Teraz mogę powiedzieć z ręką na sercu, że masz seksapil - oblizał wargi, a ja nie wiedziałam jak na to zareagować. Spojrzałam na siebie krytycznie. Nie miałam żadnych zastrzeżeń. Wyglądałam schludnie, moje włosy były w modnym nieładzie, a czarne bikini podkreślało moje za duże, jak na mój gust, zaokrąglenia....
No tak ! Bikini !
  Ze złością zmrużyłam powieki, wzięłam piwo z jego ręki i przechyliłam opakowanie. Poczułam dziwny smak i ciepło w przełyku. I tak preferuje wino.Wypiłam go na jeden dech, po czym odłożyłam pustą puszkę na blacie stołu. Emmett wciąż z nie dowierzaniem patrzył na puste piwo, a nieznajomy roześmiał się ciepłym głosem, po czym wstał i wyciągnął w moją stronę dłoń.
- Jestem Louis La Morell i muszę powiedzieć, że jestem tobą zachwycony. - znów się roześmiał. Uścisnęliśmy sobie dłonie, po czym gdy puścił mą dłoń, raz jeszcze zlustrowałam go krytycznym spojrzeniem.
- Louis, tak ? Ja jestem Katsumi, siostra Meg. - powiedziałam. Popatrzył na mnie zdumiony, po czym odparł   przybliżając twarz bliżej mojej.
- Nie mogę uwierzyć.... Nie jesteś, ani trochę podobna do Meg i...i nie wyglądasz  na szesnaście lat !
-Taka prawda - roześmiałam się aksamitnie, a Louis oddalił twarz. Emmett w tym czasie kiedy my się poznawaliśmy, wyciągnął sobie następną puszkę, przypominając, co miałam mu powiedzieć.
- Papa zabronił Ci pić alkoholu....- ostrzegłam go, a on uśmiechnął się figlarnie.
-Tobie też - wystawił mi język, pomachał nam i wyszedł.
- Aha, nic nowego - wzruszyłam ramionami, po czym zwróciłam się do gościa. -Czyli po raz kolejny przyszedłeś powalczyć o Meggi ? Ona jest zdruzgotana, ale nie chce się do tego przyznać, tak jak do tego, że jest ciepłą oraz wrażliwą osobą.
- Prawda - pokiwał głową. - Jest wspaniałą kobietą. Zaradną , uczciwą i delikatną, odważną, śmiałą i zarazem nieśmiałą ! Cudowną istotą ! ..... Kocham ją nad życie.
- Zapytam cię jak każdy inny, by się zapytał: Co zrobiłeś, że ona zwątpiła w waszą miłość ?- zapytałam ciepłym głosem. Był zraniony, nie pewny, ale zdeterminowany. Już lubię faceta.
- Trudno mi o tym mówić. Nie wiedziałem, że takie rzeczy mogą mi się przytrafić. Powiem krótko. - potarł ręką kark.- Jak każdego dnia odwiedziłem ją w klinice, w której pobiera nauki od najlepszych lekarzy. Powiedziano mi, że Meggi  jest zajęta. Trochę mi było tęskno za nią, ale postanowiłem, że będę czekać. Siadłem na wygodnej kanapie i... zasnąłem. - roześmiał się smutno. - Obudziłem się, jak jakaś kobieta całowała mnie w usta. Nie znałem jej. Nie wiedziałem, jak zareagować. Niestety, w tej chwili gdy nieznajomą odsuwałem od siebie, weszła Meg. Nic nie powiedziała, oprócz słowa ,,nigdy", a potem wybiegła. Biegłem za nią, ale oczywiście jej nie dogoniłem. Dopiero pod domem.... Reszty możesz się domyślić.
- No to racja. - Uśmiechnęłam się przyjaźnię. -Nie wiem czy wiesz, ale Meggi jest bardzo zazdrosna i zaborcza. A jeśli chodzi o tą całą, niecodzienną sytuacją, to cóż mogę rzec.... jak można się domyśleć, Meg pomyślała sobie, że ją zdradzasz. Co do słowa ,, nigdy" to pewnie miało oznaczać ,, Nigdy więcej nie zakocham się i nie zaufam". Jedyne co mogę na tą chwile zaproponować, to żebyś poszedł do niej i tłumaczył do upadłego, aż uwierzy.... Lub w skrajnym wypadku, wyważyć drzwi - zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
-  Nie mogę uwierzyć, że akurat tobie się zwierzyłem. Do tego dołączyć te twoje rady - zaśmiał się radośnie, po czym zmierzwił mi włosy ręką. - Dzięki, młoda. Na pewno skorzystam. - wstał i żwawym krokiem poszedł do, jak się domyślam, swojej ukochanej. Zostając sama, złapałam już zimnawą zapiekankę i szybko ją zjadłam. Sięgnęłam po butelkę i przeszłam do salonu.
  W salonie, na kanapie, siedział mój przystojny "książę". Patrzył się w przestrzeń, nie zwracając na nic uwagi. Podeszłam do kanapy i przeskoczyłam oparcie. Podskoczył wystraszony .
- Czyś ty zwariowała !? - zapytał, nie kryjąc rozdrażnienia.
- Eee.... Nie ~. -odpowiedziałam słodkim głosikiem niewiniątka. Odłożyłam butelką na stoliku obok kanapy.
- Uh..... - odetchnął. - Czekałem na ciebie. Mam dla ciebie prezent. - uśmiechnął się łobuzerko.
- Mówiłam, żebyś nie kupował mi żadnych prezentów. - sprzeciwiłam się na darmo. Emmett schylił się i wyciągnął z spod kanapy średni, czarny pakuneczek. Wzięłam niechętnie od niego prezent i szybko go rozpakowałam. Po rozłożeniu następnego czarnego, aksamitnego w dotyku, czarnego materiału, zatkało mnie. Była to czarna sukienka mini z długim rękawem i dekoltem w łódkę. Z tyłu materiał był wycięty głębiej, pokazując więcej niż połowę pleców.



- Dz...Dzięki ~~! - rzuciłam się na braciszka. Zaczęłam go przytulać, całować po twarzy.  Nie musiałam mu mówić, że nie wiadomo kiedy ją założę, ale tego nie musi wiedzieć. - Jest fantastyczna ! Dzięki, dzięki dzięki ~!
- Ha ha ha ! - zaśmiał się głośno. -Nie ma za co, Katsumi. Cała przyjemność po mojej stronie.
- Ale i tak, jeszcze po stokroć raz dzięki. - przytuliłam go mocno, a potem odsunęłam się od Emmetta.
- Dobra kicia, ja muszę parę spraw pozałatwiać na mieście. Przypilnują cię gołąbeczki. - powiedział głośno, wstają. Po czym nachylił się do mojego ucha i szepnął: - Cała chata twoja do końca dnia.
- Hehe, skorzystam - mrugnęłam do niego.

 Wbiegłam do pokoju i walnęłam prezent na łóżko. Żegnanie braciszka to ciężka praca, ale fajnie go po wkurzać.
  Wzięłam telefon do ręki, przeglądając od niechcenia aplikacje, kontakty, wiadomości. Tak naprawdę nie wiedziałam, co chce robić. Może by z kimś pogadać ? Spotkać się ? Doby pomysł, ale z kim ? Z Haną ?
Nie może. Even'em ? Bez sensu, znowu bym dostała karę, że się z nim spotykam. Segi także, bo od razu na zakupy chce iść. A reszta moich znajomych tych dalszych, to i tak, i tak pewnie nie będzie chciała....... Chyba, że.... Wepchnę się na korepetycje z chemii ! Wybrałam numer Arisy. Po dwóch sygnałach odebrała.
- Halo ? - usłyszałam słodki głos przyjaciółki, plus, ciekawe odgłosy w tle. - Kasumi ?
- Hej, to ja. Mam sprawę.
- Zaraz powiesz. Właśnie miałam do ciebie zadzwonić Kasumcia, ale tak jakoś wyszło. - odpowiedziała Arisa, po czym nie czekając na odpowiedź, zaczęła mówić. - Nie wiem czy pamiętasz, ale wspominałam coś o Akirze, nie ? No więc, ona ma brata w wieku dwudziestki i on prowadzi zespół. Nazywa się ,,Distract me " i ma wystąpić dziś wieczorem w clubie ,, Black Pen". Ten, ten na nabrzeżu po wschodniej stronie. Jeśli byś chciała iść to jest o godzinie 19:00. Płaci się chyba dziesięć dolarów. Ja idę z Ann~~ Z tego co wiem Hana nie może, bo rodzice jej nie puszczą. Wiem do bani.... Jeśli byś chciała, to przyprowadź ze sobą kogoś, na przykład twojego brata....
- Arisa ! - skarciłam ją.
- By było więcej pieniędzy dla sierocińca i dla Akiry~~ - dokończyła, nie zważając na mój sprzeciw, co do mojego brata.
- Aha.... Będę to miała na uwadze....- odpowiedziałam.
- Co na uwadze ? - zaciekawiła się.
- A.... Nic, nic.... Powiedz mi lepiej, jak ja mam się ubrać, hm ?
- Najlepiej nie skromnie.... Ma być seksownie to na pewno. Wiesz, nawet jeśli zespół ubiera się na kolorowo, to club pozostaje ten sam, iks de ~~ - zaśmiała się różowo-włosa i ktoś jej zawtórował. Domyśliłam się, że to ta Ann. - A ! Chciałaś coś powiedzieć, Kasumcia, prawda ?
- Em.... A no tak, chciałam, ale to już nie ważne. Jeszcze raz dzięki za zaproszenie, na pewno przyjdę.
- To wspaniale ! - krzyknęła Arisa i się pożegnała. Odłożyłam komórkę na nocny stolik koło łóżka, a mój wzrok skierował się na czarną sukienkę.
- To co, kicia ? Idziemy trochę się zabawić ? - powiedziałam sama do siebie. Na mojej twarzy wykwitł  kpiący uśmieszek.

   Spakowałam dwie torby. W jedną włożyłam kosmetyki, a do drugiej ,,seksowne" ubrania. Komórkę wsadziłam do spodni dżinsowych. Z tym ekwipunkiem zeszłam na duł. Torby zostawiłam przy dzwiach wejściowych. Zostało mi tylko jedno i mogę ruszać.
  Szybkim krokiem przeszłam hol. Otworzyłam drzwi mojej siostrzyczki i..... stanęłam, jak słup soli. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Najpierw Arisa, teraz Meg. Nie mają co robić w wolnym czasie ? Moja siostra i jej narzeczony leżeli w niedwuznacznej pozie na łóżku. Rozumiałam, że amorki, no i w ogóle są siebie spragnieni, ale ja mam ważną sprawę.
  Gdy szok niedowierzanie minęło, zatrzasnęłam drzwi. Oboje zastygli i popatrzyli na mnie. Louis zaczął się śmiać, a Meggi, jak to ona, krzyczeć na mnie.
- Hola, hola, nie drzyj się siostra. - podniosłam ręce na znak pokoju. - Chciałam się tylko spytać, czy byś nie pożyczyła mi samochodu...?
- To ty masz prawko ? - zapytał zdumiony (nie po raz pierwszy tego dnia) Louis.
- Mama jej sprezentowała na 15 urodziny. Zdała test i teraz ma. - odpowiedziała mu Meg, nadąsana.
- Nie przyszłam na pogawędkę. Śpieszą się trochę, więc bardzo bym była rada, gdybyś się pospieszyła z podjęciem decyzją. - pospieszałam.
- Nie dam ci. A w ogóle to gdzie ty jedziesz ? - dopytywała się Meggi.
- Na wschodnie nabrzeże. Grają koncert w ,, Black Pen". - odpowiedziałam, teraz ja nadąsana. - Nie pojadę jeśli nie mam auta. Nie możecie mi po prostu dać tych cho.... mhm, kluczy ? Będziecie mieć wolny wieczór bez wścibskiej siostry.... - kusiłam, uśmiechając najpiękniej jak umiałam. - Proszę ?
- Ja się zgadzam, ślicznotko ! - powiedział ze zduszonym chichotem Louis, wyjmując kluczyki ze spodni, po czym rzucił do mnie. Złapałam w locie, wdzięcznym ruchem. Uśmiechnęłam się łobuzerko i "puściłam oczko" do narzeczonego Meg. Odwróciłam się i wyszłam, zamykając drzwi. W podskokach znalazłam się przy drzwiach, łapiąc torby. Wyszłam przed dom, kierując się do nowoczesnego, czarnego Citroena Numero 9.
Co nieco wiedziałam o nowych samochodach, bo wujek z Włoch prowadzi handel nimi.
  Wsiadłam do wygodnego wnętrza samochodu, rzucając z tyłu torby. Zapaliłam, rozkoszując się dźwiękiem silnika i gładko wjechałam na drogę. Jazda do domu Hany-chan, była bardzo przyjemna.

 Dom Hany był raczej utrzymany w ciepłych barwach. Czuło się kobiecą rękę i rodzinną atmosferę. Pani Mitsuzawa (mama Hany) zaprowadziła mnie do saloniku, gdzie siedziała cała rodzina. Hana czytała książkę na kanapie, obok niej, jej młodszy brat Yujiro robił jej warkoczyka. Ojciec fioletowo-włosej, czytał gazete na pobliskim fotelu. Jak w normalnej rodzinie. Tęskniłam za nim, bo u mnie za często nie było takich dni, nawet w weekendy.
 Yujiro gdy mnie zauważył, zerwał się i podbiegł do mnie, przytulając się do mnie. Pogłaskałam go po jego blond włosach, uśmiechając się ciepło. Trochę przypominał mi Patricka....
- Kasumcia~! - zawołał. -Na ile przyszłaś ? Pobawisz się ze mną i królisiem~?
- Na krótko. Przykro mi. Chciałam zapytać, czy państwo pozwolili by Hanie iść ze mną na koncert ?  - zapytałam, posyłając niewinny uśmiech i spojrzenie wszystkim zebranym. - Bardzo proszę.
-Oh...-odetchnęła mama Hany. -No dobrze. Rozumiem, że będzie trwał do rana, ale zgadzam się. Ufam tobie Katsumi. - obróciła się do córki. - To co kochanie ?  Chcesz iść na ten koncert ?
- Tak~! Dzięki mamo ! - zawołała moja przyjaciółka.- Tylko się przebiorę i możemy jechać.
- Em... Nie musisz.....Tak jest lepiej....- powiedziałam, dukając. Spojrzała na mnie zaskoczona, a potem kiwnęła potakująco głową.
  Gdy oby dwie pożegnałyśmy się, ruszyłyśmy w drogę. Milczałyśmy obie. Nie wiedziałam, co się stało. Zawsze miała dużo energii.
- Czy coś się stało ? - zapytałam.
- Nie...nic. - szepnęła, odwracając wzrok.
- Hana.... Przecież wiem, że coś cię gryzie. No, mów że !
- Przypominasz sobie tą rozmowę przed zakupami ? - zapytała Hana-chan, a ja w odpowiedzi pokiwałam twierdząco głową. - No więc, ostatnio cały czas o niej rozmyślałam. W pewnym momencie zorientowałam się, że Arisa więcej przed nami ukrywa niżby my dwie razem. - dokończyła za słyszalnym smutkiem. Popatrzyłam na nią przez chwile, po czym odwróciłam wzrok na drogę.
- Nie masz racji, kwiatuszku - uśmiechnęłam się lekko, na co ona popatrzyła zaskoczona. - Dziwisz się ?
- Jasne, że tak. Wy obie wiecie o mnie prawie wszystko !
- Dobrze, więc powiedz mi czy wiesz o tym, że pan Matthew nie jest prawdziwym ojcem naszej różowej ? - zapytałam, nie spuszczając wzroku.
- Nie ! A ty skąd wiesz ?! Powiedziała.... ci ? A mi nie uf.... - przerwałam Hanie, zaprzeczając ruchem głowy.
- Ufa ci. Po prostu mnie to zaintrygowało taka różnica wygląda między nimi. Oczywiście, czasem się tak zdarza, ale zawsze jest coś wspólnego między rodzicem, a dzieckiem....  - przerwałam. Teraz miałam jej powiedz coś najgorszego, co może zniszczyć naszą przyjaźń, choć myślę, że zrozumie.
- Ufasz mi ? - zapytałam, wpatrując się w nią intensywnie.
- Oczywiście. - odpowiedziała z pewnością w głosie.
- Jeśli tak to powiem ci coś czego moja rodzina kazała mi nie mówić. - uśmiechnęłam się cynicznie. - Jak wiesz, ja łamię zasady.
- To jest ta tajemnica ? Akurat to, to sama wiedziałam.
- Nie, nie. - zaprzeczam. - Moi rodzice to znani ludzie, kiedyś wam o tym więcej powiem. Co do sekretu... Wynajęli detektywów by wyskrobali każdej z was historie waszej rodziny. Za czym mi przerwiesz. Zrobili to każdej zbliżającej się osobie do ich dzieci. Jak się o tym dowiedziałam, nie chciałam nawet tego wziąć do rąk.
- Ale później wzięłaś ? - spytała spokojnie, co mnie zaskoczyło. Odwróciłam na chwilkę od ulicy wzrok i popatrzyłam na jej twarz. Uśmiechała się ze zrozumieniem, co mnie wielce ucieszyło. Naprawdę, takiej przyjaciółki to szukać ze świecą !
- Nie, dopiero ostatnio.  Nie powiem ci nic o niej więcej. Jak będzie chciała to nam powie, a to zawsze inaczej niż suche fakty.
- Czyli ty o nas wiesz więcej ? Hm.... A ty nam kiedyś się zrewanżujesz, cókiereczku ?- zapytała z rozbawieniem Hana. Zaśmiałyśmy się obie. Przez chwile panowała cisza, a potem odezwałam się pierwsza. Zdecydowałam się jej powiedzieć choć trochę, o moim najskrytszym nieszczęściu z przeszłości.
- Powiem ci w rewanżu, część tajemnicy. Kiedyś, a dokładnie jakieś 6 lat temu, umarł ktoś dla mnie... naszej rodziny, bardzo ważny....  W naszej rodzinie nikt o tym za bardzo nie chce rozmawiać, ale myślę, że nawet w kilku charakterystycznych chwilach kiedy z nim robiliśmy razem, przypomina im się Pat..... On.... - poprawiłam się pospiesznie, ale Hana i tak to wyłapała.
- Pat... ? Jeśli nie chcesz powiedzieć to nie musisz....
- Nie. Muszę. Ktoś z zewnątrz musi się dowiedzieć. - odetchnęłam i  zadrżałam na wspomnienie ślicznej buźki Patricka. Na jego śmiech, na jego wielkie szaro-niebieskie oczęta....
  Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam cicho płakać. Łzy leciały mi po twarzy, ale żadnego dźwięku nie wydawałam. Hana od razu chciała mnie przytulać, ale ją delikatnie powstrzymałam. Otarłam łzy i wciągnęłam kilka drżących wdechów, po czym powiedziałam już opanowanym głosem.
- Miał na imię Patrick. Wybacz Hana, ale więcej nie mogę ci powiedzieć. - westchnęłam ciężko uśmiechając się smutno.
- Dziękuje. - uśmiechnęła się ciepło, po czym zachichotała i zapytała przedrzeźniając naszą panią od angielskiego. - Katsumi Bonet, jaki jest twój wymarzony partner ?



Tym ładnym akcentem zakończymy. Mam nadzieje, że Wam się spodobało.
Piszcie w komentarzach uwagi lub spostrzeżenia, albo wasze pomysły, które mogę użyć ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz