Rozdział 1
- Nie wiem, czy to dobry pomysł… -powiedziałam. Spędzałam teraz czas z wyjątkowymi przyjaciółkami. Dosłownie wyjątkowymi. Jedna z nich, Arisa miała długie (jak wszystkie), różowe włosy, oczy koloru lodowo-niebieskiego. Następna, Hana miała fioletowe włosy i niebieskie oczy.
Byłam z nimi w swoim ulubionym miejscu, gdzie między zakwitniętymi drzewami, które soczystą zielenią przepowiadały ,,przyjście” lata. Między nimi na skoszonej trawie były drewniane ławeczki, a kilka kroków dalej mały Plac Zabaw, a wszystko do okoła tonęło w najróżniejszych, kolorowych kwiatach. Spędzałyśmy tam jak najwięcej czasu ze sobą, więc traktowałyśmy się jak siostry. Nawzajem wspierając się w trudnych i jak ważnych chwilach w swoim życiu.
Teraz debatowałyśmy o wyjeździe na miesięczną kolonie do Japonii. Arisa tydzień temu wygrała konkurs o tematyce Japonii i co z nią związane. Nagroda obejmowała wyjazd wraz z dwoma osobami towarzyszącymi, do lat 18.
- Ty jak zawsze masz problem.- odpowiedziała trochę z irytacją Hana.
- A właśnie, że nie mam. Mam co do tego nie co wątpliwości.
- Arisa, weź no jej coś powiedz ! -krzyknęła.
- Hę ? – zdezorientowana Arisa, zajęta do tych czas całkiem czymś innym i wyglądała jakby obudziła się ze snu.
- Weź no jej coś powiedz, albo lepiej…wytłumacz jej ! – znów krzyknęła.
- Aaa…kapuje. No więc o co chodzi ?
- O.M.G ! -powiedziałam z Haną, załamana z powodu Arisy.
- No dobra, pomińmy to. Jeśli dobrze zrozumiałam, mam odpowiedzieć na pytanie Katsumi ?
- Ehe… – odpowiedziałam, potakując głową.
- No to dawaj !
- Powiedziałaś rodzicom ?
- Hę..? -odparła Arisa.
- HI HI ! Hi hi !- zaczęłam się śmiać, bo zbiłam ję z tropu, albo inaczej, wyrwałam ją z zamyślenia. - Ha ha ha ! Hi hi ! Nie mogę zaraz pęknę ze śmiechu....przestań....hahaha ! Ha haa ! - Starałam sie coś powiedzieć, ale wciąż nie mogłam się powstrzymać od pokładania ze śmiechu.
-Ona zwariowała...! – stwierdziła różowo-włosa.
- Kasumi (tak czasem do mnie mówiły), co Cię tak rozbawiło ? – spytała zaniepokojona Hana.
- A...Arisa ! - krzyknęłam, wciąż nie mogąc zaczerpnąć powietrza.
- Hę ?! – Znów zapytała zdezorientowana Arisa.
- I znów to robisz, hahaha ! .... No, dobra... – otarłam oczy z łez - Uspokoiłam się. Po pierwsze, cały czas mówisz ,,HĘ ?” . Po drugie, byłaś taka zaskoczona, kiedy wspomniałam o rodzicach, że…-przerwałam i zagłębiłam się w myślach.
- Że co ? – zapytała spokojnie lodowo-oka.
- Hm….Jak mamy powiedzieć i przekonać rodzicom na ten wyjazd...? - wyszło trochę jak pytanie, a trochę jak zdanie twierdzące. - Przecież oni nam tak daleko nie pozwolą pojechać w tak młodym wieku. – powiedziałam poważnym tonem.
- Szesnaście lat to mało ?! - powiedziała z ironią Arisa.
- Dla nich, tak….niestety – odetchnęłam z przygnębieniem.
Po tym nastała cisza. Każda z nas próbowała coś wymyśleć. Spojrzałam na nie. Hana-chan położyła się na trawie jak to najbardziej lubiła. Arisa znów powróciła do swojej zamyślonej pozy, czyli oparta o drzewo. Osobiście nad tym rozmyślałam już wcześniej. No bo jak, do jasnej anielki, przekonać rodziców na wyjazd bez opieki ?! W głowie mi się to nie mieści... A właśnie to, która godzina ?
Wyjęłam z kieszeni spodni komórkę dotykową i ją odblokowałam. Wyświetlacz pokazywał godzinę....
- Boże to już ta godzina ! -przerwałam cisze, krzykiem
- Jaką godzinę ? -zapytały dziewczyny, wyrwane od zamyślenia.
- Jest godzina 17.10….Kurna, a ja jeszcze nie gotowa…. – zamyśliłam się, drapiąc się po głowie .
- Ale na co… na co niegotowa ? -zapytała Hana .
- No wiesz ?! Nawet nie powinnaś tak mówić. Dzisiaj gra Polska – Niemcy! Muszę się przygotować ! – odpowiedziałam, zbierając swoje rzeczy z ławki.
Przyjaciółki wzruszyły tylko ramionami, oprócz tego nawet nie drgnęły. Popatrzyłam na nie zdziwiona i lekko rozbawiona, po czym pstryknęłam palcami przed ich oczami. Znów zaśmiała się, bo przyjaciółki wyglądały na obudzone z długiego transu (tak jak wcześniej różo-włosa Arisa).
- A wy nie powinnyście już iść, nieprawdaż ? – powiedziałam swoim słodkim głosikiem, ale było można usłyszeć lekką irytację
- Yyy…No tak ! To cześć ! – wykrzyknęła Hana, biegnąc i nie kiedy się potykając. Uśmiechnęła się na ten widok. Hana zawsze umiała się potykać na prostej drodze. Następnie popatrzyłam na różowo-włosą, która dalej siedziała nie wzruszona, ale wyglądała na pogrążoną w swoich myślach.
- Ehem ! – odsząknęła – Nie chce Ci przeszkadzać, ale ja muszę…- nie dokończyłam, bo przerwała mi lodowo-oka przyjaciółka.
- Polska-Niemcy ! Boże ! Całkiem o tym zapomniałam ! – przyjaciółka podniosła się z miejsca. - No to ja lecę ! Do następnego…- nie dokończyła. Tak samo jak Hana zaczęła biec w stronę swojego domu.Może trochę zgrabniej...
- No tak. Jak zawsze, ja je poganiam by zdążyły, a sama się spóźniam - zamyśliłam się.- Ciekawe co powiedzą rodzice na wspaniały pomysł mojej przybranej siostrzyczki... Ha, ha ! – zaśmiałam się krótko, po czym ruszyłam (w przeciwieństwie do swoich przyjaciółek) wolnym, z gracją baletnicy, krokiem.Nie miałam nic do stracenia....
*************************************************************************
Heh, wreszcie skończyłam przerabiać. Chyba skończę w krótkim czasie następny i jak da mi szczęście dodam trzeci rozdział, który od miesięcy nie mam okazji dodać.
Khem, khem... "Hana zawsze nie umiała się potykać na prostej drodze"- czegoś nie czaję. Tak miało być, czy to błąd? O.o
OdpowiedzUsuń