czwartek, 28 marca 2013

Carpe Diem - "Głupia nadzieja"

Dostaniecie dzisiaj jeszcze jedną część, napisaną trochę inaczej, niż poprzednią, ale bardzo podobną. :P Tak więc czeka Was jeszcze więcej życia Arisy~~.

X Japan - Endless Rain



Po raz kolejny zwolniła się z lekcji. Tego dnia nie miała ochoty wysłuchiwać katechetki, ciągle mówiącej, jak bardzo grzesznym społeczeństwem są. Prawdę powiedziawszy, gdyby tylko mogła, w ogóle nie przyszłaby do szkoły. Jednak Matthew uparł się i Arisa nie miała innego wyjścia. Przez cały dzień wydawała się być nieobecna. Nie odpowiadała na pytania nauczyciela, a nawet ich nie słyszała. Prawie dostała jedynkę z trzech przedmiotów, gdyby nie pomoc przyjaciółek. Jej myśli mąciły wydarzenia, sprzed kilku lat i dobrze wiedziała, dlaczego. To był ten dzień, dzień w którym od czterech lat zostawała w domu, zamknięta w pokoju, sama ze sobą. Tym razem jednak, nie udało jej się wyminąć lekcji. Dlatego też przed religią (na którą uczęszczała przymusem), poszła do pielęgniarki. Starsza kobieta przeraziła się trochę, widząc, jak blada jest dziewczyna. A gdy Arisa zaczęła mówić, powoli, pełnym żalu i smutku głosem, pozwoliła jej wrócić do domu.

Różowowłosa jednak nie wróciła do domu, choć takie były jej początkowe zamierzenia. Zaczęła kręcić się po mieście bez celu, ale jakby szukając czegoś... a może raczej kogoś? Tak, szukała kogoś, a tym kimś była nieżyjąca od czterech lat Ako. Wiedziała, że to bez sensu, ale wciąż miała tą maleńką nadzieję w sercu, która mówiła jej, że nic takiego się nie wydarzyło, a onee-chan niedługo powróci z jakiejś długiej podróży.
-Głupia nadzieja...- zdziwiła się, słysząc własny głos przepełniony bólem. „I równie głupia pogoda” dodała w myślach.

I rzeczywiście, pogoda do najlepszych nie należała. Wiał mroźny wiatr, było mgliście. Po szarym niebie przelatywały ciemne chmury. Ludzie spieszyli się, jakby pewni, że za chwilę lunie deszcz. Tak też się stało. Ulice praktycznie opustoszały. Jedynie Arisa szła powoli, pozwalając zimnej wodzie moczyć swoje ciuchy i włosy. Zawiało jeszcze mocniej, a gumki wiążące jej włosy w dwa kucyki pękły.

Nieświadomie szła przed siebie. Czuła się beznadziejnie i do niczego. Ogarnęło ją przerażenie. Wszystkie wspomnienia związane z Ako nagle wróciły. A najgorsze było to, że wciąż dokładnie pamiętała jej twarz, podczas ostatnich jej dni, kiedy to cała radość uszła z blondynki, a pozostał strach i smutek. Nie ważne, jak bardzo chciała zapomnieć, nie mogła.

Szła przez park. Zobaczyła błysk, a po chwili grzmot. „Burza? Heh, badziewnie.” Cudem uniknęła spotkania z drzewem, w które trafiła błyskawica. I wtedy właśnie przejrzała na oczy. Zaczęła widzieć otaczające ją rzeczy, zrozumiała, że otarła się o śmierć i, że idzie w stronę cmentarza, a choć wcale tego nie chciała, nie potrafiła się zatrzymać. Z kolejnym błyskiem znalazła się pod murami starego cmentarzyska. Jej tęczówki rozszerzyły się. Nagle zaczęła panikować, a z jej oczu popłynęły łzy.
-Nie, nie, nie, nie...- zaczęła powtarzać, zaciskając dłonie na włosach.-... nie, nie, nie... NIE!!!
Z jej ust wydobył się przeraźliwy krzyk, a ona sama cofnęła się na ulicę. Gdy srebrne BMW szczęśliwie wyhamowało przed nastolatką, Arisa zaczęła biec w stronę domu. Znowu przestała zwracać uwagę na cokolwiek i przebiegała nawet na czerwonym dla siebie świetle.

Trzasnęła drzwiami i zaczęła pospiesznie zdejmować buty. W drzwiach stanęła jej matka.
-Jak się czujesz? - spytała z troskliwym uśmiechem na twarzy.
Arisa nie odpowiedziała.
-Córeczko?- Hei Kyuun podeszła do córki i wyciągnęła w jej stronę rękę, którą różowowłosa szybko odepchnęła.
Arisa wyminęła panią Staley i udała się do sypialni. Zamknęła drzwi na klucz, po czym oparła się o nie. Wyjęła z torby telefon i słuchawki. Włączyła piosenkę X Japan – Endless Rain, a następnie podgłosiła muzykę najgłośniej jak się dało. Zacisnęła dolną wargę na tyle mocno, że popłynęła z niej krew.
-Nande? - zapytała drżącym głosem, po czym krzyknęła „Nande, Ako-onee?!” i osunęła się na ziemię, głośno płacząc. Tak naprawdę Ako-chan była jej tak bliska, jak i jej matka, bo często się nią zajmowała. Dla Arisy blondynka była nie tylko przyjaciółką, ale i starszą siostrą. Kochała ją jak swoją rodzinę. Przez dwa lata były wręcz nierozłączne, później Arisa poznała Kasumi i Hanę. Jednak nie zapomniała wtedy o Ako. Często odmawiała przyjaciółkom zabawy na dworze, właśnie z powodu Ako. Wymyślała jakieś wymówki, byleby popędzić na spotkanie swojej „onee” od której wiele się nauczyła. Dowiedziała się, jak trudne i niesprawiedliwe jest życie, jak ważna jest radość i pokonywanie przeciwności świata...

To ważne, by się uśmiechać, ale tak z serca. Wiesz, Arisa, jeśli będziesz udawać, to na nic. Wolałabym, żebyś była szczera sama ze sobą, a także i ze mną. Bo jeśli uśmiechasz się z przymusu, ludziom wokół ciebie jest smutniej, niż jakbyś miała płakać. To dowód, że nie ufasz nam na tyle, by wszystko powiedzieć.”- te słowa usłyszała od blondynki, gdy po raz pierwszy spotkała swoją drugą babcię, tę od strony mamy, i gdy tamta powiedziała jej, jak bezwartościowym dzieckiem jest. Chciała udawać, że to nic nie znaczące słowa, że potrafi sobie poradzić z tym sama. Jednak po słowach Ako rozpłakała się i powiedziała jej wszystko. Co wtedy usłyszała? Czy wciąż pamięta tamte słowa?
To tylko słowa jednej osoby. Nie przejmuj się tym, bo wiele osób ma cię za wspaniałą. Pan Tanaka z sierocińca aż nie może się nadziwić, mój lekarz, pan Okomura mówi, że nigdy nie widział tak pomocnej dziewczynki. Widzisz? Dla wielu osób jesteś ważna i niesamowita. A tymi, którzy cię nawet nie znają, nie przejmuj się, bo to nie ma sensu.”

Arisa uśmiechnęła się na kolejne wspomnienie. Wstała i przetarła łzy.
-To na nic. Nie mogę ciągle żyć przeszłością w tym dniu...- powiedziała do siebie, otwierając szafę. To prawda, 24 kwietnia był jedynym dniem, kiedy to nie potrafiła zachowywać się jak zwykle, właśnie przez wspomnienia z przeszłości. Zawsze przychodziły tego jednego dnia, ponieważ właśnie wtedy zmarła Ako.

Wyjęła z szafy szarą, krótką spódniczkę i luźną białą koszulkę na grubych ramiączkach, po czym przebrała się. Spojrzała na godzinę. Pół do drugiej. Została godzina lekcji. „Może mnie nie zobaczą...”- przeszło jej przez myśl. Wypakowała książki z torby, podeszła do półki z mangami i spakowała wszystkie 18 tomów „Ouran High School Host Club”, które cudem jej się zmieściły. Torbę miała cięższą, niż któregokolwiek dnia, gdy szła do szkoły, lecz nie przeszkadzało jej to. Na samą myśl, że dzięki temu Akira się uśmiechnie, powrócił jej dobry humor. „Jak mało czasem potrzeba, by uszczęśliwić innych, a i nam dzięki temu robi się lepiej na sercu...”- pomyślała i wyszła z pokoju. Z uśmiechem zbiegła na dół, założyła czarne półbuty i jasny płaszcz.
-Gdzie idziesz?- dobiegł ją z kuchni głos matki.
-Obiecałam Akirze-chan, że dam jej kiedyś mangi do przeczytania. I uznałam, że zrobię to dzisiaj.
-Naprawdę?- Hei wyszła na przedpokój ze zdziwioną miną. Popatrzyła na uśmiechniętą córkę.- Coś się stało, kochanie?
-Nie, nic. Przepraszam za wcześniej, po prostu spanikowałam. Ale przemyślałam to sobie dokładniej przed chwilą. Nie powinnam tak siedzieć w przeszłości. Oczywiście, nie zapomnę, ale też nie będę już takim zombie. To bez sensu...
-Tak, masz rację.- kobieta pogładziła Arisę po włosach.- Ako-chan też by tak uznała.- zaśmiała się cicho.- Ale nie chcesz chyba wyjść z tak potarganymi włosami, co?
-Słucham?- Arisa podeszła lustra i zaśmiała się delikatnie.- Rzeczywiście. Mamo, nie masz może szczotki pod ręką?
-Chwilkę~.
Arisa wzięła do ręki sprzęt od Hei i zaczęła rozczesywać włosy. Zajęło jej to dobre dziesięć minut, ale w końcu dała radę.
-A jak to się w ogóle stało, że wróciłaś w rozpuszczonych włosach?
-Później ci opowiem, mamo, bo teraz serio się spieszę. Jeszcze chciałam zajrzeć na chwilkę do tych braci, więc rozumiesz?
-Tak, rozumiem. Dobre z ciebie dziecko, Arisiu...
-Tylko nie Arisiu! Pa, widzimy się później~!

Błękitnooka wzięła parasolkę i wybiegła z domu, rozkładając ją. Wcale jej nie przeszkadzało, że jej nogi całkowicie mokną. Jak mówiła, co z tego, że nogi mokre, jeśli strój skomponowany? Było to dziwne podejście, jednak dla niej odpowiednie. Sprawdziła autobusy. Wszystkie jej odjechały, więc pobiegła na przedmieścia na piechotę. Z zajęć w-f'u wcale nie była tak zła, za jaką podawała się w szkole, więc zeszło jej pół godziny. „Heh, wystarczy znać najkrótszą trasę.”- myślała, wbiegając w odpowiednie uliczki.

W końcu znalazła się pod budynkiem szpitala. Weszła do środka i przywitała pielęgniarkę. Kobieta gestem ręki pozwoliła jej odwiedzić przyjaciółkę. Arisa przeszła przez długi, biały korytarz i znów zapukała do drzwi z numerem 27. Powoli je otworzyła i zajrzała do środka. Akira spała. Weszła i cichutko położyła mangi na biurko. Spojrzała na dziewczynę i uśmiechnęła się troskliwie. Odgarnęła zielone kosmyki z twarzy śpiącej dziewczyny, ale coś było nie tak. Przyłożyła rękę do jej czoła. „Przecież ona jest rozpalona!” Wyszła zostawiając uchylone drzwi i podeszła do pielęgniarki.
-Pani Kiriko, ja nie chcę się czepiać, czy coś...- powiedziała całkowicie poważnie.- Ale Akira jest rozpalona...
-Naprawdę? Byłam u niej wcześniej i niczego nie zauważyłam...
-Więc może pójdzie pani sprawdzić?- Arisa zapytała zirytowana. „Czy ty się nią w ogóle interesujesz? Jaka głupia przełożona...”- Ja już pójdę, ale proszę się nią bardziej zainteresować.
-Ach, ależ oczywiście. Do widzenia.
-Tak, do widzenia.
Wkurzona dziewczyna wyszła ze szpitala i skierowała się w kierunku sierocińca.

Po kilku minutach kierowała się do pokoju braci. Nie zdążyła wejść, kiedy drzwi otworzyły się na oścież, a Yuuda witał ją z uśmiechem, chętniej niż zwykle.
-Co wam się stało?- spytała pewna, że Aruko, gdyby mógł, również zachowywałby się w taki sposób.
-Nic takiego~.- odparł Yuuda.- Po prostu cię polubiliśmy, tak?
-Hmm...- dziewczyna przez chwilę zastanawiała się.- Możliwe, ale powód tkwi gdzie indziej. Dowiedzieliście się już, czyż nie? W końcu co roku w tym dniu obchodzone są jakieś ceremonie, ku pamięci Ako-onee.
-No i tu nas masz. Uznaliśmy, że jak będziemy weseli, to Arisa też~. Ale też cię lubimy, nie żeby coś...
-Haaa? Wiecie co~. - zrobiła naburmuszoną minę i teatralnego „focha”.- Aruko, masz jakieś nowe obrazki, prawda?
Chłopak podszedł do biurka, na którym leżała tona kartek i pokazał dziewczynie. Arisa momentalnie uśmiechnęła się i zaczęła piszczeć.
-Czyli jednak yaoistka. Aruko, miałeś rację...- Yuuda zaśmiał się.- A chcesz poczytać jego mangę? Wiesz, ci z wyższych sfer tutaj zadbali o to, żeby jego dzieło zostało wydane w formie tomiku i mamy jeden na zbyciu~.
-Serio?!
-Nom~.
-No jasne, że chcę~. Obojętnie od rodzaju, ważne, że dzieło Aruko~!
-To yaoi...- Yuuda zaczął śmiać się w najlepsze.
-Czekaj... Dlaczego chłopak taki jak ty rysuje yaoi?- popatrzyła Aruko prosto w oczy, a ten zdawał się mówić „nie mam pojęcia, może chcę się wam przypodobać?”
-Zrób shojo~~.- powiedziała i tak rozwinął się temat o mangach, które to mógłby tworzyć Aruko. A temat ten ciągnął się przez wiele godzin, bo zarówno Arisa, jak i Yuuda dawali mu coraz to nowsze pomysły, które zapisywał na kartce. W końcu wybiła godzina 17.00. Różowowłosa niechętnie pożegnała się i wróciła do domu. Po drodze zwróciła uwagę na chłopaka o ognistych włosach i czarnych końcówkach, z którym miała mieć później wiele wspólnego.

Gdy wróciła do domu i siadła w kuchni przy stole, była godzina 19.00. Znów włóczyła się po mieście, tym razem bez niepotrzebnych uczuć, zastanawiając się nad życiem.
-Mamo, czy życie ma sens? - spytała, pijąc ciepłą czekoladę.
-Co takiego? - Hei nawet nie udawała zaskoczonej; takie rozmowy były między nimi naturalne.
-Pytam, czy życie ma sens...
-A jak sądzisz?
-Sądzę, że nie.
-Więc dlaczego żyjemy?
-Bo mamy jakiś cel.
-Wiesz, to bardzo zwięzła odpowiedź. Celem każdego człowieka jest umrzeć, nie oszukujmy się.
-Tak. I my możemy wybrać tylko to, co zrobimy przed śmiercią. Ale wydaje mi się, że wybieramy to, co zostało zapisane w naszych celach. Wiesz mamo, tak jakbyśmy rodzili się z podświadomie wybranymi celami. I to wpływa na nasze decyzje przez całe życie. Nie myślałaś o tym tak nigdy?
-Aż tak nie... Ale to możliwe, choć nic nie jest wiadome. A czy ty myślałaś kiedyś, że tego typu sprawy są dla ludzi za trudne do zrozumienia?
-Myślałam. I dlatego możemy tylko zastanawiać się, jak to jest. Pod warunkiem, że chcemy się tego dowiedzieć. Możliwe, że wielu ludzi wpadło na prawidłową odpowiedź, jednak o tym nie wie... Życie jest trudne do zrozumienia.
-Nie aż tak trudne, jak mogłoby się wydawać.
-Co masz przez to na myśli, mamo?
-Zastanów się sama.- kobieta uśmiechnęła się, rozkładając naczynia z jedzeniem na stole.
Arisa pogrążyła się w myślach.
-No, no, no. Znowu mówisz mojej kochanej córusi, że ma gdybać „a może jest tak, a może tak”? Naprawdę, to dla niej złe. Widzisz przecież, jak się teraz zachowuje. -do kuchni wszedł Matthew i przytulił najpierw żonę, później Arisę.- Córeczko no~. Weź się uśmiechnij.
-Jeśli uśmiechnę się, chociaż nie mam ochoty, to ten uśmiech będzie sztuczny. I bezsensowny.
-No to się rozchmurz, skarbie~.
-Skarbie to sobie do żonki mów, a nie do mnie. Jestem twoją CÓRKĄ, a nie KOCHANKĄ.
-No wiesz co, Arisiu...
-Ile razy mam powtarzać, żebyście nie mówili na mnie „Arisia”? Jak chcecie coś ukałaiśniać, że tak powiem, to mówcie „Risa”.
-A Risia?
-NIET!- dziewczyna wstała odpychając od siebie ojca. Zmierzyła rodzinę mroźnym spojrzeniem, po czym uśmiechnęła się.- A teraz jedzmy, głodna jestem~.
Zasiedli do stołu i zajęli się jedzeniem, rozmawiając przy tym na wiele tematów i – jak to zazwyczaj – śmiejąc się. W końcu, kiedy skończyli, Hei spojrzała na córkę poważnie i zapytała:
-Więc dlaczego wróciłaś cała mokra z rozpuszczonymi włosami?
-No dobra, czyli mnie to nie ominie.- Arisa nie wyglądała na zadowoloną.- Więc, przez cały dzionek chodziłam jak zombie. Później zwolniłam się już przed religią. I chodziłam trochę po mieście, myśląc o wielu rzeczach. Zaczęło padać, czego nawet nie zauważyłam, a w końcu się błysło, grzmotnęło i prawie mnie drzewo zabiło, hehe.- zaczęła się śmiać.- I wtedy zauważyłam, że zmierzam w stronę cmentarza, na którym Ako-onee jest pochowana. Jakoś tak nie mogłam się zatrzymać. W międzyczasie zawiało tak, że gumki do włosów mi pękły, tak, to dziwne. Jak znalazłam się pod cmentarzem, to spanikowałam i prawie mnie samochód przejechał. A później pobiegłam do domu. Cała historia...
-Och, kochanie... To naprawdę straszne.- Hei przytuliła córkę. Popatrzyła na Matta z wyrzutem.- Dlatego nasze dziecko powinno było zostać dzisiaj w domu.
-Tak, rozumiem to już... Risa-chan, pójdź się umyć i spać, bo ten dzień pewnie był dla ciebie trudny. I przepraszam...
-W porządku, więc dobranoc.
Dziewczyna poszła wziąć szybki prysznic, po czym położyła się na swoim łóżku.
Co będzie z Akirą-chan?” zastanawiała się.
Jak dużo czasu jej jeszcze zostało?
Życie jest trudne, naprawdę.”
Dlaczego cię nie rozumiem, mamo?”


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz